Kilka dni temu znana z publikowania hejterskich wpisów pod adresem głowy państwa Joanna Szczepkowska przekroczyła wszelkie granice, komentując na swoim profilu wystąpienie prezydenta z okazji rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Aktorkę wyraźnie zabolały słowa o tych, którzy „byli wierni Moskwie”, a „dziś, niestety, są także na najważniejszych stanowiskach w państwie polskim”.
- „Gdyby nie było Wałęsy, Borusewicza, Henryki Krzywonos i wielu innych, być może dzisiaj pisalibyśmy cyrylicą. Historia jednak wykonała takie salto, że dzisiaj ,w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, właśnie tu ,gdzie w sierpniu 1980 roku podpisano Porozumienia Sierpniowe, facet, który młode życie spędził w półświatku, nie dołożył się niczym do walki o demokrację, śmie ignorować bohaterów tamtego czasu”
- napisała.
- „Dzisiaj on może siedzieć na stołku prezydenta tylko dlatego, że Wałęsa, Borusewicz, Krzywonos, ryzykowali życiem. Śmie wymawiać słowa »wierni Moskwie«, manipulując nim i dodając kontekst z którego wynika, że dzisiaj przy władzy w rządze są właśnie ci wierni Rosji”
- dodała.
Dalej autorce puściły już wszystkie hamulce.
- „Ty ch..ju. Dzisiaj premierem jest człowiek, który poświęcił młodość polskiej demokracji, a teraz poświęca wszystko, żebyśmy się nie dostali w ręce Rosji. Ty robisz wszystko, żeby osłabić Ukrainę i przybliżyć Rosję do naszego terytorium”
- zwróciła się do głowy państwa.
Takie elity promują media publiczne
Aktorka zarzuca więc urodzonemu w 1983 roku człowiekowi brak wkładu w obalenie komunizmu, przedstawia autora polityki resetu z Rosją jako tego, który „poświęca wszystko, żebyśmy się nie dostali w ręce Rosji” (co konkretnie poświęca?), a człowiekowi, który wiele wysiłku w swoim życiu poświęcił na walkę z rosyjską propagandą, za co zresztą jest ścigany przez rosyjskie MSW – „robienie wszystkiego, żeby przybliżyć Rosję do naszego terytorium”. Słabość swojej argumentacji próbuje przy tym nadrobić wulgarnym obrażaniem głowy państwa. Oto „kulturalna elita” Uśmiechniętej Polski, występującej pod równie wulgarnym sztandarem z ośmioma gwiazdkami. Elita, dla której przestrzenią do wygłaszania swoich podszytych mową nienawiści „mądrości” stały się media publiczne, przejęte przez obecną włądzę siłą. Wczoraj Szczepkowska była „gościnią” w programie „Kwiatki polskie” na antenie TVP Info w likwidacji, gdzie szukając odpowiedzi na zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich, porównywała go do… Stanisława Tymińskiego – przedsiębiorcy, który w 1990 roku wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich.
- „Był taki człowiek, prawda? On nie doszedł do tego najwyższego, ale do finału doszedł. I myśmy też pytali siebie, jak to jest możliwe, bo to nie jest możliwe. I ja wychodzę z tego samego założenia. Znaczy to w jakimś sensie nie jest możliwe, ale się dzieje. Oczywiście podglebiem do tego jest właśnie to, co wypracował Kaczyński, czyli totalny brak zaufania. I teraz nie ma takiego skandalu, bo to już wiemy, nie ma takiego skandalu, który może wywołać na przykład Karol Nawrocki, który jego elektorat uzna za prawdziwy, a nie przekłamany przez stronę demokratyczną. I tu jest problem”
- mówiła.
„Ja jestem za wprowadzeniem ministra do Trybunału”
Aktorka podzieliła się też swoją opinią na temat „wprowadzenia” b. ministra ds. wdrażania polityki rządu i „prawej ręki” Donalda Tuska do Trybunału Konstytucyjnego.
- „Ja jestem za wprowadzeniem ministra Berka, który już nie jest ministrem, do Trybunału. Dlatego, że jeżeli mówimy o zasadach demokratycznych, to tak jakbyśmy z obu stron mieli do czynienia z demokracją. Tymczasem Trybunał jest w tej chwili już w sytuacji jakiejś schizofrenicznej zupełnie. Znaczy to jest ciało, którego właściwie nie ma, a bez którego się nie da normalnie ułożyć państwa”
- przekonywała.
Zachwalała przy tym Donalda Tuska, który jest w jej ocenie „znakomitym politykiem”.
- „Tak uważam, nic na to nie poradzę. I zrobił bardzo wiele, żeby te wszystkie ustawy, które wprowadził PiS, które niszczą demokrację, zlikwidować. Tylko Karol Nawrocki to zawetował. W związku z tym cały czas jedziemy na tym samym, na tej samej niekonstytucyjnej sytuacji. W związku z tym coś trzeba z tym zrobić. Teraz, jeżeli ma się kogoś, co do kogo jest się przekonanym, że w jakiś sposób, nie mam pojęcia w jaki, ale być może on wie, w jaki sposób, to ruszy, no to się tego człowieka wprowadza, ale też wprowadza się go dlatego, że inaczej się nie da. A to nie jest wina po stronie demokratów”
- dodawała.
Najwyraźniej ci „demokraci” – jak sami siebie określają politycy obozu Donalda Tuska – są raczej „demokratami niepraktykującymi”. O takich w swoim felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisała Estera Flieger, o czym więcej TUTAJ.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.