Reklama

Zmiany w przepisach Unii Europejskiej. Czy polskie pasieki czeka kolejny trudny sezon?

Kto w ostatnich tygodniach sięgał po miód w markecie, mógł zauważyć drobną zmianę na etykietach. Zamiast dawnej formuły o mieszance miodów pochodzących z krajów Unii i spoza niej pojawiła się lista państw, a przy każdej nazwie procent. Poprawka wygląda na kosmetyczną, ale to pierwsza od ponad dwóch dekad korekta przepisów, która daje kupującemu realne narzędzie do oceny tego, co trzyma w ręku. Trafia ona na rynek w momencie, gdy polskie pasieki mają za sobą jeden z najgorszych sezonów współczesnej historii pszczelarstwa.

4 min czytania
Czy polskie pasieki czeka kolejny trudny sezon?
Czy polskie pasieki czeka kolejny trudny sezon? · fot. Reklamodawca

Koniec z anonimowym pochodzeniem miodu

Zmiany weszły w życie 14 czerwca 2026 roku i wynikają z unijnej dyrektywy 2024/1438, nazywanej potocznie śniadaniową, bo obok miodu obejmuje soki, dżemy i mleko konserwowane. Do niedawna producent mieszanki mógł poprzestać na ogólnikowej informacji, że surowiec pochodzi z Unii, spoza niej albo z obu tych kierunków. Dla konsumenta oznaczało to niewiele: pod jednym zdaniem mieścił się zarówno miód z Lubelszczyzny, jak i towar sprowadzony przez pół świata.

Nowe przepisy usuwają tę formułę. Na etykiecie mieszanki muszą znaleźć się nazwy państw, w których miód zebrano, uszeregowane malejąco, wraz z procentowym udziałem każdego z nich. Dyrektywa porządkuje też kwestie, o które branża spierała się od lat: sposób traktowania pyłku, który pozostaje naturalnym składnikiem miodu, a nie dodatkiem, oraz zasady nazywania miodu filtrowanego i piekarskiego. Ten drugi, przeznaczony wyłącznie do celów kulinarnych, musi mieć na opakowaniu odpowiednią adnotację.

Ciężki rok dla polskich pszczelarzy

Sezon 2025 dla wielu lokalnych pasiek oznaczał spadek zysków i problemy z rentownością. Zwiększone straty zimowe rodzin pszczelich, chłodna i przeciągnięta wiosna, przymrozki, a potem susza przełożyły się na rekordowo niskie zbiory, jakich branża nie zaliczała od lat. Szacunki Polskiej Izby Miodu mówią o produkcji poniżej siedemnastu tysięcy ton wobec od 25 tys do 28 tys. w latach urodzajnych. W wielu pasiekach średni uzysk z ula wyniósł od 9 do 12 kilogramów, a w województwach północnych schodził poniżej ośmiu. W części regionów miodu akacjowego nie pozyskano wcale.

Liczba rodzin pszczelich spadła z 2,42 do 2,40 miliona, a liczba pszczelarzy z 99 tys., spadła do niespełna 97 tys. Przy jednoczesnym wzroście kosztów paliwa, energii i materiałów pasiecznych o 20-30%, wiele małych gospodarstw rodzinnych zbliżyło się do granicy opłacalności. Zmiany są niewielkie, ale po latach regularnego wzrostu stanowią mocny sygnał ostrzegawczy.

O tym, że problem nie jest nowy, od dawna mówił Mariusz Opoka, Mistrz Pszczelarstwa i certyfikowany audytor systemów HACCP w obszarze przetwórstwa surowców pszczelich. W artykule poświęconym zmianom w dyrektywie miodowej wskazywał, że niska jakość importowanego do Unii miodu podważa zaufanie konsumentów i należy do przyczyn spadku sprzedaży tego produktu w całej Unii Europejskiej, a jasne wskazanie kraju pochodzenia może realnie wzmocnić pozycję polskiego pszczelarstwa. Brał też udział w branżowej debacie poświęconej nadchodzącym zmianom przepisów, podczas której, jak relacjonowali jej uczestnicy, nie wszyscy pszczelarze byli entuzjastycznie nastawieni do obowiązku podawania dokładnych, procentowych proporcji pochodzenia miodu w mieszankach, choć sam kierunek zmian oceniano jako korzystny dla producentów sprzedających surowiec ze sprawdzonego, lokalnego źródła.

Udział rodzinnych pasiek w rynku

Zmiana przepisów działa na korzyść tych producentów, którzy i tak podawali pochodzenie surowca, bo bazują wyłącznie na własnych pasiekach i zbiorach. Takich gospodarstw w Polsce jest sporo, choć rzadko trafiają do sieci handlowych na warunkach, które pozwalają im konkurować ceną. Ich odpowiedzią bywa sprzedaż bezpośrednia i budowanie oferty wokół rozpoznawalnego pochodzenia.

Gospodarstwo Pasieczne Łysoń z Kleczy Górnej pod Wadowicami, którego właścicielem jest wspomniany wcześniej Mariusz Opoka to rodzinna firma, która obok miodów odmianowych prowadzi produkcję pyłku, pierzgi, propolisu, wosku i wyrobów na bazie surowców pszczelich. 

Asortyment i opisy poszczególnych odmian można obejrzeć tutaj: https://pasiekalyson.pl/sklep/

Skąd zmiany w dotychczasowych przepisach?

Przepisy zmieniono z konkretnego powodu, bezpośrednim impulsem były wyniki unijnego dochodzenia pod kryptonimem „From the Hives". Badanie próbek importowanego miodu zatrzymywanych na granicach Wspólnoty pokazało, że blisko połowa z nich nosiła ślady fałszowania, najczęściej przyjmującego formę rozcieńczania tanimi syropami cukrowymi. Produkt trafiający na europejskie półki bywał miodem tylko z nazwy, a odróżnienie go od surowca z pasieki wymagało analizy laboratoryjnej.

Skala importu robi wrażenie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w latach 2017-2023 Polska sprowadzała rocznie od dwudziestu pięciu do trzydziestu siedmiu tysięcy ton miodu, głównie z Chin i Ukrainy. Kilogram takiego surowca potrafił trafiać do klienta detalicznego za kilkanaście złotych, czyli poniżej kosztu, przy którym polska pasieka w ogóle wychodzi na swoje. Raport Instytutu Ogrodnictwa za 2025 rok potwierdza, że presja importowa jest jednym z czynników, które odwróciły wcześniejszy trend wzrostowy w krajowym pszczelarstwie.

Na co warto zwrócić uwagę kupując miód?

Nowa etykieta ułatwia zakupy i pozwala sprawdzić kluczowe parametry miodu, które wcześniej były niejasne.

Warto zacząć od kraju zbioru. Jeśli na słoiku widnieje jedno państwo i jest nim Polska, wiadomo, gdzie miód powstał. Jeśli państw jest kilka, dobrze jest zweryfikować proporcje – udział rzędu kilku procent surowca krajowego oznacza zupełnie inny produkt niż taki, który ma go osiemdziesiąt.

Kolejna sprawa to odmiana. Nazwa odmianowa (gryczany, lipowy, spadziowy, rzepakowy) zobowiązuje do określonego składu pyłkowego i wiąże się z konkretnym smakiem. Miód gryczany jest ciemny i ostry, z wyraźną goryczką; lipowy ma charakterystyczny, niemal miętowy finisz; spadziowy bywa żywiczny i najmniej słodki z całej grupy. Producent, który podaje odmianę i rejon zbioru, bierze na siebie pełną odpowiedzialność za jakość towaru.

Ważna jest też cena. Przy uzysku rzędu dziesięciu kilogramów z ula i rosnących kosztach prowadzenia pasieki słoik krajowego miodu odmianowego nie będzie kosztować tyle, co produkt z importu masowego. Różnica w cenie odzwierciedla po prostu to, ile surowca w danym sezonie w ogóle zdołano pozyskać.

Nowe etykiety wreszcie jasno informują, za co dokładnie płacimy. Ostateczny wybór należy więc do konsumentów, to od nas zależy, czy kupując słoik miodu, zdecydujemy się wesprzeć lokalnego pszczelarza działającego w naszym regionie.

Źródło: Reklamodawca

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej