Skandal

Żenujące tłumaczenia RPD po odebraniu dzieci rodzicom. Jest wniosek o jej odwołanie

Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak odpiera zarzuty związane z interwencją wobec rodziny z warszawskiej Białołęki. Próbuje przekonywać, że widziała kobietę szarpiącą dziecko i obawiała się o bezpieczeństwo dzieci.

2 min czytania
Monika Horny-Cieślak
Monika Horny-Cieślak · fot. Screenshot - YouTube - Uwaga! TVN

Problem w tym, że sąd, który nakazał ich powrót do rodziców, ocenił podjęte wobec rodziny działania niezwykle krytycznie, wskazując na możliwe „znamiona przemocy instytucjonalnej”. Sprawą zajmuje się już także prokuratura, a do Sejmu trafił wniosek o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska RPD.

Horna-Cieślak w najnowszych wypowiedziach broni swojej decyzji o uruchomieniu interwencji. Zaprzecza wersji, według której reakcja matki miała być wyłącznie następstwem wbiegnięcia dziecka na ulicę. Rzeczniczka utrzymuje, że była świadkiem agresywnego zachowania kobiety wobec dzieci i dlatego zdecydowała się wezwać policję.

Horna-Cieślak: „Bałam się o nie”

– „Widziałam kobietę szarpiącą dziecko, bałam się o nie” – tłumaczy Horna-Cieślak.

Wcześniej w rozmowie z PAP rzeczniczka przekonywała również, że dzieci sprawiały wrażenie przestraszonych.

– „Dzieci wyglądały na wystraszone i zaniedbane. Nie chciały iść z matką” – mówiła.

Komenda Stołeczna Policji potwierdziła, że rodzina była już wcześniej znana instytucjom: prowadzono procedurę Niebieskiej Karty, rodzina była objęta nadzorem sądu, pomocą OPS oraz działaniami zespołów interdyscyplinarnych. Sam ten fakt nie rozstrzyga jednak sporu o proporcjonalność późniejszej interwencji.

Dwoje dzieci w wieku trzech i czterech lat zostało ostatecznie po działaniach RPD umieszczonych w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Później sąd rodzinny nakazał ich powrót, a w uzasadnieniu – według dokumentu opisanego przez Zero.pl – wyjątkowo krytycznie odniósł się do sposobu działania instytucji.

Sąd wskazał, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i określił uruchomienie aparatu państwa jako „rażąco nieproporcjonalne”. W uzasadnieniu znalazła się również krytyczna ocena możliwego wykorzystania autorytetu urzędu RPD do forsowania określonego rozstrzygnięcia.

Jest wniosek o odwołanie Rzeczniczki Praw Dziecka

Sprawa ma już konsekwencje polityczne i prawne. Klub parlamentarny PiS złożył do Sejmu wniosek o odwołanie Moniki Hornej-Cieślak. Według Zero.pl podobny wniosek złożył również Rozwój Plus. Ustawa przewiduje możliwość odwołania Rzecznika przed końcem kadencji m.in. w przypadku sprzeniewierzenia się złożonemu ślubowaniu; decyzję podejmuje Sejm za zgodą Senatu.

Na tym jednak sprawa się nie kończy. Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzenia przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia przez RPD. Zawiadomienie ma zostać rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Samo jego złożenie nie oznacza oczywiście, że Horna-Cieślak popełniła przestępstwo – tę kwestię mają dopiero ocenić śledczy.

Wyjaśnienia rzeczniczki nie usuwają więc zasadniczego problemu ujawnionego w tej sprawie: sąd nie ograniczył się do odmiennej oceny sytuacji rodzinnej, lecz użył wobec działań instytucji niezwykle poważnych określeń. To właśnie proporcjonalność interwencji, rola RPD w kolejnych działaniach oraz przebieg kontaktów jej biura z policją i sądem będą teraz przedmiotem dalszych wyjaśnień.

Źródło: mp/Rzeczpospolita, PAP, Zero.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej