Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła wczoraj postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie, podejrzanemu o składanie fałszywych zeznań w śledztwie dot. tzw. „teczek Kiszczaka”. Chodziło o zeznania złożone w kwietniu 2016 roku w warszawskim oddziale IPN.
- „Podczas tego przesłuchania Lechowi Wałęsie okazano odręcznie sporządzone dokumenty, ujawnione w mieszkaniu wdowy po gen. Kiszczaku, z teczek personalnej i pracy tajnego współpracownika służb bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek", na których widniały podpisy »Bolek« lub »Lecha Wałęsa«. Poza jednym dokumentem Lech Wałęsa zaprzeczył, że sporządził lub podpisał okazywane mu dokumenty”
- czytamy w komunikacie prokuratury.
- „Następnie w ramach postępowania prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku uzyskano opinię biegłych z zakresu badania pisma z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. Z wniosków tej opinii wynikało, że znaczna większość dokumentów, ujawnionych w »teczkach Kiszczaka« oraz znajdujących się na nich podpisów »Bolek« została sporządzona przez Lecha Wałęsę”
- dodano.
Śledztwo jednak umorzono. Z jakiego powodu? Ignorując opinię biegłych, prokuratura stwierdziła, że Lech Wałęsa nie mógł samodzielnie pisać donosów, ponieważ w latach 70-tych… był analfabetą.
- „Prokurator wzięła także pod uwagę, że z całości zebranego materiału dowodowego – depozycji Lecha Wałęsy, ale także zeznań rozlicznych świadków – jednoznacznie wynikało, że Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70-tych, długich rękopisów. Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego »Solidarność«, były pisane dla niego przez inne osoby. Zeznania te jednoznacznie świadczą przeciwko zasadności wykorzystania do badań długich dokumentów dowodowych krótkich zapisów porównawczych, a szczególnie podpisów”
- stwierdzili śledczy.
Były prezydent reaguje
Po publikacji komunikatu wielu zastanawiało się, jak zareaguje sam Lech Wałęsa: czy były prezydent z takiego postawienia sprawy się ucieszy, czy jednak nie do końca? Okazało się, że wybrał tę pierwszą opcję.
- „Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa i prawda zwycięża. Ale w tym przypadku osiągnięta jest dopiero połowa prawdy: że rzeczywiście nie używałem przez prawie 15 lat pisania, więc nie mogłem tego napisać, że to nie są moje teksty”
- stwierdził w rozmowie z „Faktem”.
- „Natomiast czekam na drugą połowę, która będzie brzmiała: bracia Kaczyńscy, wyrzuceni z Kancelarii Prezydenta, w złośliwości zlecili Cenckiewiczowi opracowanie »teczek Kiszczaka« i na materiałach zawodowo wykonanych przez Kiszczaka uruchomili walkę ze mną”
- dodał.
Dalej wyjaśnił, że „po skończeniu zawodówki przez 15 lat nie używał w ogóle długopisu, zgubił się kompletnie w pisaniu, w błędach itd.” i podkreślił, iż „przyznaje się do tego, że 15 lat nie miał w ręku długopisu, bo mu to było niepotrzebne”.
- „Pracowałem jako elektryk, rozwijałem się umysłowo, korzystałem z komputerów i innych rzeczy. Natomiast nie przekładałem tego na pisanie i dlatego też tych tekstów nie mogłem napisać”
- oświadczył.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.