Oznacza to, że porozumienie, którego skutków szczególnie obawiają się producenci wołowiny, drobiu czy cukru, nadal będzie stosowane do czasu rozstrzygnięcia głównej polskiej skargi.
Spór ponownie stawia pytanie zarówno o sposób forsowania umowy przez instytucje UE mimo protestów rolników, jak i o tempo działań polskiego rządu. Umowa zaczęła być stosowana 1 maja, a formalna decyzja Rady Ministrów o skierowaniu skargi do TSUE zapadła dopiero 6 maja.
TSUE odmawia zabezpieczenia. Mercosur działa dalej
Polska domagała się przed TSUE unieważnienia decyzji Rady UE z 9 stycznia 2026 roku dotyczącej podpisania i tymczasowego stosowania umowy handlowej z Mercosurem. Warszawa wystąpiła równocześnie o wstrzymanie jej wykonywania do czasu zakończenia postępowania. Trybunał we wtorek odrzucił jednak wniosek o zabezpieczenie. Uznał, że Polska nie wykazała w wymaganym stopniu, iż dalsze wykonywanie decyzji może doprowadzić do poważnej i nieodwracalnej szkody. Nie przesądza to wyniku postępowania głównego.
Polska podnosi przy tym poważne zastrzeżenia prawne dotyczące samego sposobu przyjęcia porozumienia. W oficjalnej skardze zarzucono instytucjom unijnym m.in. „sztuczne podzielenie układu na dwie umowy w celu obejścia procedury jednomyślności”. Warszawa kwestionuje także uruchomienie części handlowej porozumienia mimo braku ostatecznego rozstrzygnięcia wszystkich procedur politycznych związanych z szerszym układem UE–Mercosur.
Tymczasem Komisja Europejska konsekwentnie przedstawia porozumienie jako szansę dla unijnego eksportu. Według KE liberalizacja handlu ma otworzyć przedsiębiorstwom europejskim rynek około 270 mln konsumentów w państwach Mercosuru, a unijny eksport rolno-spożywczy do regionu może znacząco wzrosnąć. Bruksela zapewnia również, że w umowie znalazły się kontyngenty oraz mechanizmy ochronne dla sektorów wrażliwych.
Organizacje rolnicze od miesięcy odpowiadają jednak, że problemem jest nie tylko wielkość importu, ale także różnica kosztów i standardów produkcji. Copa-Cogeca wskazuje m.in. na odmienne wymagania dotyczące środków ochrony roślin, dobrostanu zwierząt, ochrony środowiska i produkcji rolnej. W jej ocenie może to prowadzić do sytuacji, w której europejski rolnik konkuruje z producentem działającym według mniej kosztownych reguł.
Rząd Tuska protestował, ale formalna skarga przyszła już po starcie umowy
Osobnym problemem pozostaje kalendarz działań Warszawy. Polski rząd rzeczywiście sprzeciwiał się umowie wcześniej. Już w listopadzie 2024 roku przyjęto uchwałę przeciwko porozumieniu, a później Polska próbowała budować w Radzie UE mniejszość blokującą razem m.in. z Francją, Austrią, Irlandią i Węgrami. Koalicja okazała się jednak zbyt mała.
24 kwietnia minister rolnictwa Stefan Krajewski poinformował, że przygotowywana jest skarga do TSUE.
„Polski rząd od początku sprzeciwiał się umowie UE–Mercosur. Budowaliśmy mniejszość blokującą, zgłaszaliśmy uwagi i zabiegaliśmy o hamulec bezpieczeństwa oraz klauzule ochronne” – mówił Krajewski.
Mimo tych deklaracji umowa zaczęła być tymczasowo stosowana 1 maja. Dopiero 6 maja Rada Ministrów formalnie zaakceptowała skierowanie sprawy do TSUE, a skarga wpłynęła do Trybunału 10 maja.
Minister Krajewski przekonywał później, że wstrzymanie umowy dałoby czas na wzmocnienie zabezpieczeń dla polskiego rolnictwa.
„Zawieszenie tymczasowego stosowania umowy pozwoliłoby lepiej przygotować rozwiązania chroniące przyszłość polskich i europejskich rolników, przetwórców oraz konsumentów” – stwierdził.
TSUE odmawia takiego zawieszenia.
Dla polskich producentów oznacza to, że zanim zapadnie wyrok w zasadniczej sprawie, mechanizmy handlowe wynikające z Mercosuru będą nadal działały. Sama polska skarga pozostaje nierozstrzygnięta i Trybunał dopiero zdecyduje, czy zarzuty Warszawy wobec sposobu zawarcia i uruchomienia umowy są zasadne.
Szczególnie źle wygląda tempo działania obecnego polskiego rządu. Rząd Tuska i jego ministrowie od miesięcy deklarowali sprzeciw wobec Mercosuru, ale gdy umowa zaczęła być tymczasowo stosowana 1 maja, formalna decyzja Rady Ministrów o skierowaniu skargi zapadła dopiero 6 maja, a sama skarga trafiła do TSUE 10 maja. W praktyce oznacza to, że rząd wszedł na drogę sądową już po uruchomieniu mechanizmu, którego negatywnych skutków obawiają się polscy rolnicy. Przy tak dużej wadze sprawy dla producentów wołowiny, drobiu, cukru czy zbóż trudno uznać taki kalendarz za przykład sprawnego działania państwa.
Polscy rolnicy potrzebowali maksymalnie szybkiej ochrony prawnej przed wejściem umowy w życie, a nie reakcji podejmowanej wtedy, gdy Bruksela zdążyła już uruchomić porozumienie. Odrzucenie teraz przez TSUE wniosku o zabezpieczenie pokazuje, jak kosztowne może być każde opóźnienie w sporze, w którym stawką jest konkurencyjność całych sektorów polskiego rolnictwa.
To skrajnie nieodpowiedzialna opieszałość obecnej koalicji rządzącej i jej urzędników.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.