Fronda.pl: Minęło już trochę czasu od tragicznego czwartku, kiedy 31-letni mężczyzna zaatakował ludzi na terenie opactwa w Jarosławiu. Jakie były Księdza Profesora pierwsze uczucia i myśli po usłyszeniu o tym, co się tam wydarzyło?
Ks. prof. dr hab. Andrzej Kobyliński, etyk: Moim pierwszym uczuciem było przerażenie. Każde morderstwo jest straszne, ale zabicie kapłana w świątyni, ubranego w sutannę i sprawującego obrzędy liturgiczne, jest zawsze czymś wyjątkowym. Tego rodzaju zbrodnia nabiera szczególnego znaczenia. Staje się jakby widzialną formą brutalnego przekroczenia pewnej niewidzialnej granicy. Od zarania dziejów, w różnych kulturach i religiach, dążono do tego, aby miejsca święte chronić przed przemocą i rozlewem krwi. Zasadniczo szanowano przestrzeń sakralną, nie mordowano kapłanek i kapłanów, nie zabijano ludzi w świątyniach. Oczywiście nie zawsze to się udawało. Niestety, w XX stuleciu zwolennicy komunizmu i narodowego socjalizmu mordowali duchownych ze szczególnym okrucieństwem, w barbarzyński sposób niszczyli miejsca sakralne, świątynie zamieniali na muzea ateizmu. W kontekście zbrodni w Jarosławiu, dokonanej 24 września 2026 r., moim drugim uczuciem była empatia dla ofiar i ich rodzin. Natomiast moja główna myśl dotyczyła rzeczywistych motywów zbrodni i jej ewentualnego wpływu na relacje polsko-ukraińskie.
Ogromne poruszenie wywołała homilia ks. Adriana Mantykiewicza. Duchowny, który był jedną z ofiar napastnika, publicznie mu przebaczył. Dla wielu z nas postawa ks. Adriana była przypomnieniem o nakazie miłości, rozciągającym się również na nieprzyjaciół. Co w praktyce oznacza ten nakaz?
To była rzeczywiście bardzo ważna homilia. Chrześcijaństwo przyniosło światu rewolucyjne przykazanie miłości nieprzyjaciół. Oczywiście należy je dopełnić wieloma innymi cnotami i zasadami: rozsądkiem, męstwem, odwagą, prawem do obrony koniecznej, sprawiedliwością, prawem do zabicia agresora itp. Mądre i wyważone słowa ks. Adriana uspokoiły nastroje społeczne, przyczyniły się do tego, że nie nastąpiła eskalacja nastrojów antyukraińskich. W kontekście tej homilii warto postawić kilka trudnych pytań filozoficznych dotyczących istoty przebaczenia. Czy można rzeczywiście przebaczyć komuś, kto z różnych powodów nie ma świadomości popełnionego zła? Czy możliwe jest przebaczenie sprawcy, który jest chory psychicznie i być może był niepoczytalny, częściowo lub całkowicie, w momencie dokonania zbrodni? Czy można przebaczyć komuś, kto o przebaczenie nie prosi? Jaką wartość ma pojednanie między krajami prowadzącymi wcześniej ze sobą wojnę, jeśli po jej zakończeniu nie dochodzi do wypłacenia, ofiarom przez sprawców, sprawiedliwych reparacji? Niestety, w ostatnich latach mamy do czynienia z głęboką banalizacją przebaczenia w wymiarze indywidualnym, społecznym i międzynarodowym. Autentyczne przebaczenie występuje tylko wtedy, gdy są spełnione określone przesłanki.
Część z komentujących odebrała słowa ks. Adriana jako swego rodzaju wezwanie do zakończenia sprawy czy zgodę na bycie ofiarą. Przebaczenie oznacza odejście od domagania się sprawiedliwości, od zabiegania o sprawiedliwą karę dla sprawcy? Gdzie jest granica pomiędzy chrześcijańskim przebaczeniem a pobłażliwością?
Oczywiście nie wolno banalizować przebaczenia. Pobłażliwość jest zdecydowanie postawą naganną moralnie. Prawdziwe przebaczenie łączy się ze sprawiedliwą karą, zadośćuczynieniem, nawróceniem, pokutą. Trudno sobie wyobrazić życie moralnie dobre bez daru przebaczenia. Jako ludzie przebaczamy i potrzebujemy przebaczenia. Dla osób wierzących i religijnych istnieje także Boże przebaczenie. Niestety, w dzisiejszym świecie przebaczenie stało się poniekąd „modne”, coraz lepiej „sprzedaje się” w świecie mediów. Dobrze jest coś komuś od czasu do czasu przebaczyć, bo wówczas na pewno wygląda się lepiej niż wtedy, kiedy żąda się sprawiedliwości, zemsty lub odwetu. Słowo „przepraszam” robi zawrotną karierę. To jednak wcale nie znaczy, że żyjemy już w „cywilizacji przebaczenia”. Dość często współczesna moda na przebaczanie prowadzi do głębokiej banalizacji tej jakże ważnej kategorii moralnej. Niemiecki filozof katolicki Robert Spaemann (1927–2018) twierdził, że podstawą konkretnego aktu przebaczenia jest przebaczenie przedmoralne, „ontologiczne”.
Co ono oznacza?
Przebaczenie przedmoralne polega na uznaniu skończoności i niedoskonałości ludzkiej natury. Przebaczenie w tym fundamentalnym sensie oznacza, że oddajemy sprawiedliwość innym ludziom i szanujemy godność naszych bliźnich tylko wtedy, gdy nie traktujemy ich jako doskonałych moralnie, niezdolnych do popełnienia jakiegokolwiek błędu czy zła. Traktowanie człowieka w ten sposób równałoby się jego zniszczeniu, żądałoby bowiem od niego zbyt wiele. Każda moralna forma przebaczenia niesprawiedliwości i zła, czyli przebaczenie w sensie specyficznie moralnym, jest możliwa tylko na fundamencie przebaczenia „ontologicznego”. Aby przebaczyć drugiemu konkretny czyn, muszę wcześniej przebaczyć mu w sensie „ontologicznym”.
Odpłata za wyrządzone zło, ochrona społeczeństwa, zadośćuczynienie ofierze, odstraszenie innych, stworzenie sprawcy możliwości poprawy i nawrócenia… Jaki jest, z perspektywy etyki chrześcijańskiej, cel kary?
To są właśnie te elementy, które wskazał Pan Redaktor. Jednak kluczową sprawą jest stwierdzenie poczytalności sprawcy. Zawsze ocenie etycznej podlegają tylko czyny ludzkie, czyli te działania człowieka, które są świadome i dobrowolne. Natomiast w sensie prawno-karnym mówimy o poczytalności sprawców. Nie można karać mordercy, który w momencie popełnienia zbrodni nie miał świadomości tego, co robi. Gdy chodzi o dramat, który wydarzył się w Jarosławiu, wstępne diagnozy psychiatryczne wskazują na zaburzenia psychiczne. Według pierwszej opinii biegłych mężczyzna miał objawy choroby psychicznej w formie ostrych wielopostaciowych zaburzeń psychotycznych. Przez wiele dni jego stan nie pozwalał na przesłuchanie, ponieważ był pobudzony, rozkojarzony i lekarze nie mogli nawiązać z nim logicznego kontaktu. Do przesłuchania doszło dopiero w dniu 7 października 2026 r. Wówczas prokuratura postawiła Ihorowi M. zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Mężczyzna miał przyznać się do winy, ale skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Czasem kara jest zakończeniem życia sprawcy. Dyskusja o karze śmierci w ostatnich dniach ożyła za sprawą wydarzeń w Stanach Zjednoczonych, gdzie przeprowadzono nieudaną egzekucję Christy Pike. Przez wieki Kościół katolicki w pewnych okolicznościach dopuszczał karę główną. Dziś się jej kategorycznie sprzeciwia. Dlaczego?
Ponieważ w 2018 r. radykalną zmianę wprowadził papież Franciszek. To była de facto jego osobista decyzja. Wcześniej w Katechizmie Kościoła Katolickiego kara śmierci była ukazana jako kara proporcjonalna do wagi przestępstwa, ale była usprawiedliwiona jedynie wtedy „jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”, choć w istocie „przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy „są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (nr 2267). Natomiast papież Franciszek odrzucił to stanowisko, wprowadzając nowe brzmienie paragrafu nr 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie".
W Polsce co jakiś czas pojawia się ze strony niektórych reprezentantów prawej strony sceny politycznej postulat przywrócenia najwyższego wymiaru kary. Cieszy się on pewnym poparciem również wśród zaangażowanych w życie Kościoła katolików. Sprawa Christy Pike może wnieść coś wartościowego do tej polskiej debaty?
Raczej nie. Owszem, sprawa Christy Pike jest dramatyczna, budzi wiele emocji, ale nie ma większego wpływu na przekonania światopoglądowe mieszkańców naszego kraju. Warto w tym miejscu stanowczo podkreślić, że wielu katolików w Polsce i na świecie nie zgadza się ze zmianą, jakiej dokonał papież Franciszek w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W Stanach Zjednoczonych aż 65% katolików popiera karę śmierci dla osób skazanych za morderstwo. Także w wielu innych krajach duża część katolików myśli podobnie. Wszystko wskazuje na to, że również w przyszłości – w Polsce i na świecie – będzie prowadzony ożywiony spór filozoficzno-teologiczny dotyczący moralnej i prawnej dopuszczalności, w wyjątkowych sytuacjach, kary ostatecznej. Niestety, obecnie na naszym kontynencie dominuje karykaturalna troska o godność życia ludzkiego. Z jednej strony sprzeciw wobec kary śmierci traktuje się jako niepodważalny dogmat, z drugiej zaś aborcja chirurgiczna i farmakologiczna staje się jednym z praw człowieka.
Wracając do Jarosławia. Co powinno się wydarzyć po tej zbrodni, aby można było stwierdzić, że dokonała się sprawiedliwość?
Przede wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek. Gwałtowne emocje są złym doradcą. Sprawą kluczową będą opinie psychiatryczne biegłych sądowych. Warto w tym miejscu przypomnieć zamordowanie w 2019 r. prezydenta Gdańska. Sprawca kierował się chęcią zemsty na ówczesnym establishmencie politycznym za wcześniejszy wyrok skazujący go za napady na banki. Morderca Pawła Adamowicza został skazany przez sąd na dożywocie dopiero w 2023 r. Główną przyczyną tej zwłoki były rozbieżne opinie psychiatryczne biegłych dotyczące poczytalności sprawcy w momencie popełnienia zbrodni. W toku śledztwa i procesu opinie psychiatrów były niejednolite – pojawiały się rozbieżne ekspertyzy (m.in. jedna sugerująca całkowitą niepoczytalność, a inne ograniczoną poczytalność). Ostatecznie Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał, że oskarżony miał ograniczoną poczytalność w stopniu, który nie wyłączał jego winy. Być może podobnie będzie w sprawie Ihora M. Trudno to dzisiaj przewidzieć.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.