Fronda.pl: Od lat przestrzega Ksiądz Profesor przed skutkami głębokiej polaryzacji Polaków. W piątek 30 października 2026 roku podziały polityczne w naszym kraju doprowadziły do kryzysu, który wielu komentatorów porównuje do wydarzeń z grudnia 1981 roku. Myśli Ksiądz Profesor, że doszło do przesilenia, po którym nastąpi uspokojenie sytuacji, czy przeciwnie – konflikt będzie dalej eskalować?
Ks. prof. dr hab. Andrzej Kobyliński, filozof: Niestety, grozi nam eskalacja wojny polsko-polskiej. To scenariusz najbardziej prawdopodobny. Nienawiść i pogarda między dwoma wrogimi plemionami będą narastać. Świadomie używam mocnego wyrażenia „wojna”. W naszej Ojczyźnie mamy de facto nie tyle polaryzację społeczną czy konflikt polityczny, ile autentyczną formę wojny domowej. W ostatni piątek zostały podjęte działania w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej. Ten brutalny zamach na Trybunał Konstytucyjny przypomina, toutes proportions gardées, wprowadzenie stanu wojennego w dniu 13 grudnia 1981 r. Dzisiaj nie można przewidzieć, co może się wydarzyć w najbliższych tygodniach i miesiącach. Trudno wykluczyć także warianty bardzo tragiczne.
Dodatkowo nie wiemy, jakie decyzje polityczne, gospodarcze i militarne – dotyczące przyszłości całej Europy Środkowo-Wschodniej – zapadają obecnie w Waszyngtonie, Moskwie i Pekinie. Być może dojdzie do drugiej Jałty. Jesteśmy naprawdę na zakręcie dziejów. To szokujące, że w tak wyjątkowym momencie historii dodatkowo rozpadają się struktury naszego państwa. Trudno znaleźć odpowiednie słowa, żeby dobrze wyrazić dramat tego, co obecnie dzieje się na naszych oczach. Jako duchowny i filozof, ale także jako patriota i obywatel, jestem tym dotknięty do żywego.
Tradycyjnie zwracając się w czasie środowej audiencji do Polaków, papież Leon XIV wezwał 4 listopada br. do „uznania, że pokój buduje się na sprawiedliwości, poszanowaniu prawa i dialogu, a nie na przemocy”. Trudno nie wiązać tych słów z wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. Biskup Rzymu śledzi sytuację w Polsce, jest nią zainteresowany?
Zdecydowanie tak. Oczy i uszy papieża to Sekretariat Stanu. Urzędnicy tego ważnego organu watykańskiego śledzą uważnie sytuację na całym świecie i na bieżąco przekazują papieżowi najważniejsze informacje. Dotyczy to także Polski. Pozdrowienie skierowane przez papieża Roberta Prevosta do Polaków zawierało następujące słowa: „70 lat temu zostali zwolnieni z więzienia bohaterscy Prymasi Polski i Węgier, Kardynałowie Stefan Wyszyński i József Mindszenty. Przypominając słowa, jakie papież Pius XII napisał przy tej okazji w Encyklice «Laetamur admodum», wzywam do uznania, że pokój buduje się na sprawiedliwości, poszanowaniu prawa i dialogu, a nie na przemocy”. W ten sposób Leon XIV odniósł słowa swojego poprzednika Piusa XII do obecnej sytuacji w naszym kraju. Są one niezwykle aktualne. Bardzo doceniam tę wypowiedź amerykańskiego papieża.
Z głosem Prymasa Tysiąclecia musieli liczyć się nawet komuniści, którzy w obawie przed jego wpływem przez trzy lata więzili kardynała. Dziś głos Kościoła może coś realnie zmienić w Polsce?
Przede wszystkim należy zauważyć, że ten głos jest obecnie wielobarwny, różnorodny. Kościół katolicki stanowią także politycy i wyborcy. Wierni o poglądach liberalnych wpierają obecną koalicję rządzącą i zdecydowanie popierają zamach na Trybunał Konstytucyjny. Warto w tym miejscu podkreślić, że premier Donald Tusk jest katolikiem archidiecezji gdańskiej, której liderem jest abp Tadeusz Wojda, czyli przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski (KEP). Z kolei Szymon Hołownia, wspierający obecne działania rządu, był nawet przez dwa lata zakonnikiem dominikańskim. Członkiem Kościoła katolickiego jest również Władysław Kosiniak-Kamysz. Niestety, to oznacza, że nielegalnego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego dokonali głównie politycy, którzy są katolikami. Co więcej, także hierarchia kościelna w Polsce jest bardzo podzielona politycznie. Chyba wszyscy kardynałowie w naszym kraju wspierają Koalicję Obywatelską. Z kolei wśród arcybiskupów i biskupów są zwolennicy Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Polskiego Stronnictwa Ludowego. Także księża i zakonnicy mają bardzo różne poglądy polityczne.
„Myślę, że gdyby dzisiaj kard. Wyszyński pojawił się wśród nas, na pewno bardzo by cierpiał, widząc głęboki kryzys naszego katolicyzmu. (…) Wydaje mi się, że Prymas Tysiąclecia miałby dzisiaj odwagę, aby sprzeciwić się większości biskupów i księży, którzy chowają głowę w piasek i nie podejmują realnych wyzwań obecnego czasu” – powiedział Ksiądz Profesor we wrześniu 2021 roku, kiedy rozmawialiśmy przy okazji beatyfikacji kard. Wyszyńskiego. A jak zareagowałby na opublikowane w środę stanowisko Rady Stałej KEP? To komunikat będący realną odpowiedzią na obecne wyzwania, czy jednak bardziej „chowanie głowy w piasek”, przed którym przestrzegał Ksiądz Profesor przed pięcioma laty?
Osobiście pozytywnie oceniam ten komunikat. Jest on zdecydowanie lepszy niż wcześniejsze wypowiedzi niektórych biskupów. Moim zdaniem bardzo ważną rolę odegrało spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z Nuncjuszem Apostolskim w Polsce, abp. Antonio Guido Filipazzim, które miało miejsce w Pałacu Prezydenckim 3 listopada 2026 roku. Wydaje mi się, że zaangażowanie Nuncjusza Apostolskiego zmotywowało Radę Stałą do bardziej aktywnej postawy. Myślę, że ten właśnie kontekst powstania ostatniego komunikatu jest naprawdę niezwykle istotny. Oczywiście nie możemy w żaden sposób stwierdzić, co obecnie w niebie sądzi Prymas Tysiąclecia na temat Polski i Kościoła katolickiego w naszym kraju. Jednak wydaje mi się, iż mamy prawo przypuszczać, że bardzo cierpi z powodu aktualnej wojny polsko-polskiej. Prawdopodobnie boli go także coraz głębszy podział na katolicyzm konserwatywny i katolicyzm liberalny. Być może jest także zaskoczony poparciem kardynałów dla partii centrolewicowych.
Spór o Trybunał Konstytucyjny ma wiele wątków. Jednym z nich jest prawo aborcyjne. Orzeczenie, w którym uznał on tzw. przesłankę eugeniczną za niezgodną z ustawą zasadniczą, skupiło na trybunale gniew pewnej części społeczeństwa, a dzisiejsze działania wokół sądu konstytucyjnego są też próbą politycznego konsumowania tych emocji. Jak po sześciu latach ocenia Ksiądz Profesor decyzję TK z 22 października 2020 roku – z perspektywy etycznej, ale też z perspektywy jej społecznych konsekwencji?
Trybunał Konstytucyjny nie mógł wydać innego wyroku. Dlatego stwierdził, że przepis zezwalający na aborcję z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z Konstytucją RP. Warto w tym miejscu przypomnieć, że wniosek w tej sprawie złożyła w grudniu 2019 roku grupa 119 posłów reprezentujących ugrupowania PiS, PSL-Kukiz'15 oraz Konfederację. Wniosek dotyczył zbadania zgodności z Konstytucją przepisów Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (w zakresie tzw. przesłanki embriopatologicznej/eugenicznej). Wniosek czekał na rozpatrzenie prawie trzy lata. Niestety, środowiska liberalne i centrolewicowe wykorzystały cynicznie wyrok Trybunału Konstytucyjnego do ostrego ataku na ówczesne władze rządowe oraz środowiska konserwatywne i centroprawicowe. To otworzyło im drogę do przejęcia władzy jesienią 2023 roku.
Następnie nowy rząd Donalda Tuska bardzo szybko ułatwił dostęp do tabletek „po”, czyli preparatów tzw. antykoncepcji awaryjnej. Kwestia zasadnicza dotyczy podwójnego działania tych produktów medycznych. Mają one bowiem działanie zarówno antykoncepcyjne, jak i wczesnoporonne. Wszystko zależy od momentu cyklu miesiączkowego, w którym zostaną przyjęte przez kobietę. W konsekwencji tych zmian legislacyjnych obecnie ginie w naszym kraju znacznie więcej poczętych istnień ludzkich niż kilka lat temu.
Innym wątkiem tego sporu jest zasada, wedle której „cel uświęca środki”, a którą zdają się kierować dziś rządzący. Czy na gruncie etyki tę zasadę można jakkolwiek uzasadnić? Wolno dopuszczać się łamania zasad, jeżeli deklarowanym celem jest „przywracanie praworządności”? Istnieje „mniejsze zło”?
Słowa mają swoje znaczenie. Oczywiście niezwykle ważnym elementem wojny polsko-polskiej jest wymiar językowy. Manipulacja i kłamstwo zdominowały nasze życie publiczne. Pojęcie praworządności stało się narzędziem brutalnej walki politycznej. Mnie osobiście zdumiewa przede wszystkim nie tyle „przywracanie praworządności” czy zasada „mniejszego zła”, ile koncepcja demokracji walczącej. Od tej kategorii należy zacząć każdą rzetelną diagnozę obecnej sytuacji w naszej Ojczyźnie. To jest swego rodzaju lustro, zwierciadło, w którym należy zobaczyć obecną Polskę, jakby rozdartą na dwa wrogie państwa. Obecna koalicja rządząca podjęła decyzję, aby wcielać w życie demokrację walczącą. Z realizacji tego projektu wynikają wszystkie nielegalne działania, które niszczą nasze państwo i rozrywają całą wspólnotę narodową. Warto w tym miejscu zauważyć, że koncepcja demokracji walczącej jest podobna do decyzjonizmu (niem. der Dezisionismus), opracowanego przez niemieckiego myśliciela Carla Schmitta (1888-1985).
Czym jest decyzjonizm?
To doktryna prawno-polityczna, zgodnie z którą o ważności prawa nie decydują jego ogólne normy etyczne czy proceduralne, ale fakt wydania go przez suwerena dysponującego faktyczną władzą. Według Schmitta prawdziwą władzę suwerenną ma ten, kto potrafi zawiesić normalny porządek prawny w sytuacji kryzysowej. W przekonaniu tego myśliciela decyzja polityczna ma pierwszeństwo przed normą prawną.
Dlaczego?
Ponieważ Schmitt twierdził, że każdy system prawny nie rodzi się sam z siebie, lecz jest poprzedzony pierwotną, całkowicie polityczną decyzją woli. Warto spojrzeć na obecną sytuację w Polsce przez pryzmat poglądów filozoficzno-prawnych tego niemieckiego myśliciela.
Gdzie widzi Ksiądz Profesor szanse na rozwiązanie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego? Patrząc na dzisiejszą scenę polityczną – można jeszcze wierzyć w porozumienie oparte na jednakowym rozumieniu prawa i dobra wspólnego?
Niestety, jest to całkowicie wykluczone. Skoro przestała decydować siła argumentów, to coraz bardziej będą dominować argumenty siły. Tak będzie aż do najbliższych wyborów parlamentarnych. Być może wcześniej powstanie rząd techniczny. Niezależnie od wyniku wyborów do Sejmu i Senatu, doprowadzą one do jeszcze głębszego zaostrzenia wojny polsko-polskiej. W pewnym sensie umiera w konwulsjach III Rzeczpospolita, czyli model naszego państwa określony przede wszystkim w trakcie obrad okrągłego stołu, które trwały od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku. Zamiast III należy zbudować IV Rzeczpospolitą, na fundamencie nowej ustawy zasadniczej. To wielkie wyzwanie dziejowe najbliższych kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu lat.
Rozwiązanie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego należy do polityków. Ostry spór polityczny ma jednak coraz silniejszy wpływ na codzienne życie Polaków. Jest w nas coraz więcej złości, niechęci, a nawet nienawiści. Jak w naszej codzienności rozwiązywać kryzys relacji, do którego prowadzą odmienne sympatie polityczne czy wizje funkcjonowania państwa?
Nie ma łatwych rozwiązań. Podziały są bardzo głęboko ugruntowane, ludzie żyją w swoich bańkach medialnych. Spór o Trybunał Konstytucyjny stanowi jedynie egzemplifikację naszej wojny domowej. Niestety, ostre podziały są coraz bardziej widoczne w życiu rodzinnym, społecznym i zawodowym. W tym kontekście nadchodzące święta Bożego Narodzenia będą jeszcze trudniejsze nich przed rokiem. Na razie jedyna praktyczna wskazówka dotyczy unikania wzajemnych kontaktów, jeśli jesteśmy po różnych stronach barykady.
Niewyobrażalny tryumf zła, zwycięstwo nienawiści uderzyło w nasz kraj w sobotnie popołudnie. Z przerażeniem obserwowaliśmy sceny, które dotychczas znaliśmy wyłącznie z zagranicznych przekazów, a teraz rozegrały się one w sercu Krakowa. Sobotnie wydarzenia zmienią Polskę?
Raczej nie. Nie można przeceniać znaczenia tej tragedii. Należy jej nadać odpowiedni wymiar. Owszem, na razie wszyscy jesteśmy nią zszokowani, ale przecież tego rodzaju dramaty dzieją na świecie dość często. Co więcej, w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, tuż za naszą wschodnią granicą, każdego dnia jest rannych lub zabitych 2-3 tys. żołnierzy i cywilów. Na ziemi ukraińskiej, częściowo należącej kiedyś do Rzeczypospolitej, krew leje się szerokimi strumieniami dzień i noc od prawie pięciu lat. Gdy chodzi o zamach terrorystyczny w Krakowie, to warto zauważyć, że dużą szkodę wizerunkową wyrządził Polsce minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Dlaczego?
Ponieważ przekazał on opinii publicznej niepotwierdzoną informację, że zamachowiec był zafascynowany ideologiami skrajnie prawicowymi. Słowa szefa MSWiA powtórzyły następnie największe media i agencje prasowe na świecie, w tym Reuters, Associated Press i AFP. Niestety, ta wypowiedź utrwala za granicą negatywny obraz Polski jako kraju rzekomo zdominowanego przez skrajnych prawicowych populistów i nacjonalistów. W tym kontekście pozytywnie oceniam słowa Łukasza Gibały, które padły w rozmowie z Kanałem Zero. Prezydent Krakowa odrzucił próby łączenia zamachu z ideologiami politycznymi. Dodał: „Nie wiem, na jakiej podstawie pan minister się opiera. Moim zdaniem mamy teraz do czynienia z przypadkiem szaleńca i w związku z tym twierdzenie, że to ma związek z polaryzacją, która w polskiej polityce niewątpliwie istnieje, jest bezpodstawne”. To mądra wypowiedź, która uspokaja nastroje społeczne.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.