Tuż obok miejsca, w którym 24-latek otworzył wczoraj ogień do przypadkowych osób w Krakowie mieści się klasztor dominikanów. Schroniło się w nim około 30 osób uciekających przed napastnikiem. Relacją z tych dramatycznych wydarzeń podzielił się mieszkający w nim br. Marcin Porożyński.
– „Byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem ich w atrium - ludzi, którzy mówili raczej cicho, ale ich wzrok krzyczał. Pytali się, czy mogą zostać za zamkniętymi drzwiami - mogli, oczywista. Zostali zaopoiekowani. Zaproponowaliśmy wodę, wskazaliśmy WC. Jeden wspomniał, że widzial jak upada obok niego postrzelony człowiek, inni pytali czy piszą coś w mediach - wtedy jeszcze nie pisali. Trzeba było dzwonić na 112, by czegoś się dowiedzieć. Zalecili pozostanie na miejscu”
– napisał duchowny na Facebooku.
Zakonnika akurat odwiedzali rodzice.
– „Po odprowadzeniu rodziców, gdy było już wiadomo, że sprawca został zatrzymany, wyjrzałem zobaczyć, co się dzieje na ulicy. Tam jak zwykle dużo turystów, ale i odgłos przelatujących helikopterów; wycie syren. Widziałem jak Straż i przypadkowi przechodnie udzielali pomocy postrzelonej, zanim przyjechała karetka. Dużo osób już tam było, więc ja po prostu schwyciłem za koronkę przy moim pasku i zacząłem się modlić za ofiary, a szczególnie za tę panią, na którą patrzyłem, a której ciało nosiło 2 lub 3 rany postrzałowe”
– relacjonuje.
– „Zdałem sobie sprawę, że na jej miejscu mógł być ktokolwiek z tych wspaniałych ludzi, których poznałem w atrium, że to mógł być ktoś z moich braci, że to mogli być moi rodzice. Ale dzisiejsze ofiary to właśnie są wspaniali ludzie - czyiś bracia czy siostry, czyiś rodzice, przyjaciele, małżonkowie”
– dodaje.
Br. Marcin poprosił o modlitwę w intencji ofiar oraz ich bliskich i wyraził uznanie dla bohaterskich służb.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.