Mariusz Paszko, Fronda.pl: Panie ministrze, prowadził Pan właśnie na konferencji Stowarzyszenia Rozwój Plus panel poświęcony demografii. Jakie są obecnie, w Pana ocenie, największe zagrożenia w tym obszarze dla Polski?
Szymon Szynkowski vel Sęk: Jeżeli my nic nie zrobimy w sprawie demografii, to nasze państwo we wszystkich dziedzinach się po prostu rozsypie. Zacznie się od systemu emerytalnego, który już dzisiaj wymaga dopłat z budżetu państwa. Mamy zbyt mało osób pracujących w stosunku do rosnącej liczby emerytów. Demografia sprawi, że ten system stanie się absolutnie niewydolny.
Później okaże się, że ze względu na malejącą liczbę pracujących nie jesteśmy w stanie zapewnić dobrobytu państwa. To właśnie te osoby płacą podatki, a będzie ich coraz mniej. Jeżeli więc nic nie zrobimy, liczba pracujących spadnie z obecnych 17 milionów do 8 milionów za 50 lat.
To będzie straszny upadek, który wpłynie również na dochody państwa i obronność. Nasza siła geopolityczna spadnie, ponieważ zmniejszy się liczba osób w wieku poborowym.
W zasadzie nie ma dziedziny funkcjonowania państwa, która tego nie odczuje, jeżeli nie będziemy aktywnie zmieniali trendów demograficznych. Trzeba to zrobić. Kładziemy dzisiaj na stole dwie bardzo jasne propozycje: Pensję Rodzicielską i Emerytalną Składkę Rodzinną. Obok nich przedstawiamy również kilka propozycji dodatkowych. Prosimy o refleksję i uwagi.
To jest początek prac, a nie ich zakończenie. Te propozycje mają być raczej inspiracją, iskrą, z której powstanie płomień dalszych prac. Bardzo na to liczymy.
Warto jednak odnosić się do konkretów, dlatego w ostatnich tygodniach przygotowaliśmy raport. Jego efektem są właśnie dwa podstawowe filary: Pensja Rodzicielska i Emerytalna Składka Rodzinna. Mamy nadzieję, że pozwolą one przełamać negatywne trendy demograficzne.
Podczas panelu była również mowa o dodatkowych ulgach dla rodzin wielodzietnych.
Takie ulgi częściowo już funkcjonują. Można dyskutować o tym, czy w niektórych obszarach nie należałoby pójść jeszcze dalej. Chcielibyśmy na przykład dodatkowo uwzględnić w systemie matki, które mają czworo lub więcej dzieci i pracowały zawodowo.
Chcemy również wprowadzić elastyczne żłobki i przedszkola, funkcjonujące w innych godzinach niż tylko od 7.00 do 16.00 czy 17.00. Rodzice często pracują w różnych godzinach i potrzebują elastycznej, godzinowej opieki – na dwie lub trzy godziny. Ktoś pracuje na część etatu, musi na krótko zostawić dziecko, a przecież nie zawsze w pobliżu jest babcia.
Musimy dostosować cały system funkcjonowania państwa do nowych okoliczności. Chodzi o to, żeby ludzie chcieli mieć dzieci, a nie postrzegali ich jako problem utrudniający codzienne życie.
Jak odniósłby się Pan do likwidacji części przedszkoli w Warszawie?
To nie jest właściwa droga. Rozumiem, że mamy niż demograficzny, ale należałoby zagospodarować majątek znajdujący się w gestii samorządu – przedszkola i pracujących w nich nauczycieli – na potrzeby opieki w godzinach późnopopołudniowych oraz wieczornych.
Przedszkola można przekształcać w kluby dziecięce, czyli miejsca elastycznej opieki godzinowej, w których rodzice mogą pozostawić dziecko na kilka godzin. To kierunek przyjęty przez Finlandię, a częściowo również przez Francję. Chcemy próbować wdrażać takie rozwiązania także w Polsce.
Likwidacja przedszkoli jest najprostszym z możliwych pomysłów oszczędnościowych. W rzeczywistości oznacza jednak abdykację państwa z odpowiadania na wyzwania demograficzne.
Uprzejmie dziękuję Panie Pośle za rozmowę.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.