Dziś, w sobotę 18 lipca, szacuje się, że w Kijowie w protestach ulicznych wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jest to ogromna liczba jak na kraj ogarnięty wojną, gdzie teoretycznie obowiązuje stan wojenny, a stolica kraju jest co kilka dni bombardowana przez rosyjskie drony i pociski balistyczne. Do protestów doprowadziła decyzja Wołodymyra Zełenskiego o zdymisjonowaniu rządu pani Swyrydenko, w ramach której zdymisjonowano również młodego ministra obrony Mychajła Fedorowa. W warunkach toczącej się wojny postać ministra obrony jest najważniejszą w całym rządzie, a Fedorow, jak powszechnie się na Ukrainie uznaje, był najlepszym szefem MON od początku wojny. Pan Fedorow zaproponował szeroko zakrojoną reformę systemu zamówień, która miała uderzyć w korupcję i zaoszczędzić ogromne koszty dla państwa. Zaczął również wprowadzać reformę w armii, która przewidywała zmianę sposobu rekrutacji ludzi, podwyższenie wypłat, przerzucenie wszystkich żołnierzy na kontrakt przewidujący konkretny termin ich służby. I wiele, wiele innych rzeczy. Jednym słowem Fedorow stał się dla ukraińskiego społeczeństwa symbolem reform i zmian na lepsze, symbolem nowej, bardziej nowoczesnej armii, opierającej się na przewadze technologicznej, poszanowaniu życia żołnierza, nowoczesnym systemie zaopatrzenia i zarządzania w wojsku.
Fedorow jednak wszedł w dość ostry konflikt z głównodowodzącym Siłami Zbrojnymi Ukrainy generałem Syrskim, który sprzeciwia się tak szybkim i gruntownym reformom w wielu aspektach. Miał inną wizję rozwoju sił zbrojnych, trzymając się bardziej konserwatywnego podejścia. W starciu nowoczesności i konserwatyzmu zwyciężyło to ostatnie i prezydent Zełenski zdecydował się na dymisję Fedorowa. Który zresztą w dodatku podeptał interesy korupcyjne wielu ludzi, zarabiających ogromne kwoty na dostawach dla wojska i nieżyczących sobie wprowadzenia przezroczystych i prostych reguł gry na tym rynku. Do tego wzrastający wpływ i autorytet ministra zaczął zagrażać postaci samego Zełenskiego. Prezydent Ukrainy nie lubi trzymać w swoim otoczeniu ludzi, którzy mając własne ambicje, mogą przewyższyć swoją popularnością jego samego.
I tu przechodzimy do poważniejszego problemu, który ujawnia obecny kryzys. Ukraina za rządów prezydenta Zełenskiego ma systemowy kryzys zarządzania, którego praktycznie nie da się rozwiązać w obecnych okolicznościach i który prowadzi do takich sytuacji. Ukraińskie państwo według konstytucji jest republiką parlamentarno-prezydencką, w której koalicja rządząca tworzy rząd i go odwołuje. Prezydent w tym procesie jest tylko stroną, która stawia podpis i może ewentualnie zablokować mianowanie poszczególnych ministrów, jeżeli ma uzasadnione przyczyny. Ale zasadniczo we wszystkich aspektach związanych z polityką wewnętrzną państwa dominująca jest rola parlamentu i rządu. Prezydent natomiast reprezentuje państwo, kształtuje politykę zewnętrzną (i dlatego mianuje szefa MSZ) i podczas wojny jest w pełni odpowiedzialny za armię i ministerstwo obrony. W 2019 roku ten system został kompletnie zdewastowany wygraną Zełenskiego w wyborach. Jego jednopartyjna większość, składająca się z ludzi bez politycznej wagi, którzy swoją obecność w parlamencie zawdzięczali popularności samego Zełenskiego, a wcale nie własnym zasługom... okazała się absolutnie podporządkowana decyzjom zapadającym w administracji prezydenta. W ten sposób parlament, a przez to też i rząd Ukrainy zostały zupełnie zmarginalizowane w strukturze zarządzania państwem.
Administracja prezydenta skoncentrowała całą władzę w państwie w swoich rękach. Niektórzy eksperci twierdzą, że podczas wojny jest to sytuacja korzystna dla wysiłku obronnego państwa. I po części jest to prawda, ponieważ pozwala to koncentrować wysiłek całego państwa i szybko podejmować kluczowe decyzje. Ale w takich momentach jak teraz widzimy wyraźnie również ogromne wady tej sytuacji. Prezydent Zełenski rządzi w stylu autorytarnym i ograniczony jest w zasadzie tylko aktywną postawą ukraińskiego społeczeństwa i po części też armii, która jest z tym społeczeństwem ściśle powiązana. Nie ma własnego aparatu siłowego, który byłby mu wierny do miażdżenia swoich przeciwników i dlatego nie może stać się ukraińskim Putinem czy Łukaszenką, nawet gdyby mu to przyszło do głowy. Z drugiej strony taki system władzy, w którym zasadniczo Zełenski nie musi się liczyć ani z rządem, ani z parlamentem, prowadzi do poważnych błędów i kryzysów. Nie ma nikogo w otoczeniu prezydenta, czyje zdanie byłoby dla niego na tyle ważne, by musiał szukać kompromisów. Nie ma głosów, które mogłyby go uprzedzić odnośnie jego własnych błędnych ruchów i które byłby zmuszony traktować poważnie.
Zełenski swoją własną decyzją zmienia rząd i wywala najskuteczniejszego w historii kraju ministra obrony. Bez uprzedzenia, bez wytłumaczenia swoich decyzji, bez liczenia się z osiągnięciami poszczególnych ministrów. Nie jest ewidentnie w stanie przewidzieć skutków swoich decyzji, nie czuje nastrojów społecznych i nie ma wokół niego doradców, którzy mogliby go uprzedzić odnośnie reakcji społeczeństwa. A to z kolei wywołuje ogromny kryzys, który stanem na teraz rozrasta się z każdą godziną. Protesty rosną, żądania protestujących eskalują, oficerowie w armii zaczynają zabierać głos, popierając jedną ze stron konfliktu – rozwiązać ten kryzys staje się coraz trudniej. Zełenski znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, rozwiązanie której będzie wymagać poświęceń z jego strony, będzie w sensie politycznym drogo go kosztować... i zrobił to Zełenski z powodu systemowej wady, którą opisałem wyżej. Sam system władzy, który zbudował, produkuje podobne polityczne błędy. Są one nieuniknione w tej sytuacji. Widać na przykładzie dzisiejszej Ukrainy, dlaczego w polityce niezbędny jest bilans i jak lider, który próbuje rządzić twardo, koncentrując wszystkie kluczowe decyzje w swoich rękach... traci grunt pod nogami i przestaje w sposób realistyczny oceniać rzeczywistość.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.