Ukraina

Susujew: nacjonaliści z pułku Azow nie są zwróceni przeciwko Polsce

Nacjonalizm środowiska Pułku Azow to nacjonalizm obrócony twarzą na wschód. On się cechuje ideami panslawizmu, jest antyunijny z reguły i skłonny do idei „Europy narodów”, a jednocześnie traktuje narody położone na zachód jako naturalnych sojuszników w walce z Rosją, a samą Rosję jako jedyne realne zagrożenie dla Ukrainy - pisze Mikołaj Susujew.

3 min czytania
Mapa wywieszona w kwaterze pułku Azow w trakcie wizyty szefa MON Ukrainy.
Mapa wywieszona w kwaterze pułku Azow w trakcie wizyty szefa MON Ukrainy. · fot. Fot. screenshot

Po polskim internecie lata zdjęcie z wizyty ministra obrony Ukrainy, pana Chmary, w punkcie dowodzenia korpusu Gwardii Narodowej Ukrainy „Azow”. W tle widać mapę tzw. „wielkiej Ukrainy”, czyli mapę tego, co nacjonaliści ukraińscy z reguły traktują jako etnicznie ukraińskie ziemie. 

Takie mapy oczywiście nie są jakąś ukraińską specyfiką – w każdym państwie, gdzie są czy były w przeszłości spory terytorialne z sąsiadami, nacjonaliści takie mapy mają i je prezentują. No a jeżeli w ukraińskiej armii gdzieś istnieją prawdziwi nacjonaliści, to bez wątpienia „Azow” jest takim miejscem. 

Więc najpierw, jak przeczytałem w kilku postach, że oto ukraińska jednostka ma w sztabie mapę zawierającą tereny współczesnej Polski, pomyślałem: „całkiem odbiło im”. Ale później, jak zwykle z ciekawości, zacząłem badać tę mapę i uświadomiłem sobie, że to jest o wiele bardziej ciekawa sprawa, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka, ponieważ... właśnie, że to jest wersja „wielkiej Ukrainy”, która zawiera etniczne, w wyobrażeniu autorów tej mapy, tereny Ukrainy na wschodzie w Rosji i na północy na Białorusi. Natomiast na zachodzie wszystkie granice są ściśle zgodne ze współczesnym podziałem granic pomiędzy Ukrainą a jej zachodnimi sąsiadami, w tym Polską. Sprawdziłem to celowo, porównując tę mapę ze wschodnią granicą III RP. Ktoś z szeregu tych tradycyjnych ruchów nacjonalistycznych, odwołujących się do tradycji XX-wiecznej OUN, powiedziałby nawet, że to wstyd takie mapy malować, zapominając o „Zakerzońskim Kraju”.

Oczywiście z mojego punktu widzenia głupotą jest tworzenie jakichkolwiek map „wielkich Ukrain, Węgier, Niemiec...” czy jakiegokolwiek innego kraju. Są międzynarodowo uznane granice i tyle. Tym bardziej to jest głupie w kontekście Ukrainy dlatego, że współczesne ukraińskie społeczeństwo po prostu nie da się przekonać, że ma umierać czy po prostu dążyć do opanowania jakiegoś terytorium na wschodzie czy północy, gdzie dawno już nie ma żadnych ludzi o ukraińskiej tożsamości, tylko dlatego, że ktoś ma imperialne urojenia. 

Na Ukrainie istnieje poważna dyskusja, czy ma jakikolwiek sens poświęcać życie żołnierzy dla odbicia całego Donbasu, nie mówiąc już o żadnej „wielkiej Ukrainie”. W praktyce więc to są mokre marzenia bardzo wąskiej grupy nacjonalistów... Ale nawet w szeregu nacjonalistów, jak widać, właśnie „Azow” tym sposobem demonstruje, jaki jest to nacjonalizm w ich wydaniu. 

To nie jest tak, że ktoś tę mapę namalował jak leciało, tylko to jest pozycja tego wywodzącego się ze wschodniego Charkowa ruchu, że jest to nacjonalizm obrócony twarzą na wschód. On się cechuje ideami panslawizmu, jest antyunijny z reguły i skłonny do idei „Europy narodów”, a jednocześnie traktuje narody położone na zachód jako naturalnych sojuszników w walce z Rosją, a samą Rosję jako jedyne realne zagrożenie dla Ukrainy. Istnieje więc oczywista dla mnie różnica w traktowaniu Polski przez ukraińskich nacjonalistów zachodnich i tych wschodnich. Z tego po prostu należy zdawać sobie sprawę. Ten wniosek oczywiście nie wynika tylko z jednej tej mapy, tylko zrobiłem go na podstawie długich lat obserwacji tzw „ruchu azowskiego”. 

Ja podchodzę, delikatnie rzecz ujmując... z wielkim dystansem do tych wszystkich nacjonalistycznych idei, zarówno wschodnich, jak i zachodnich, więc jest to bardziej post informacyjny niżeli wyraz poparcia dla kogokolwiek.

Źródło: fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej