W praktyce oznacza to, że znaczna grupa przedsiębiorców utraci dostęp do prostszej formy rozliczeń i będzie musiała wejść w bardziej skomplikowany, a w wielu przypadkach także droższy system podatkowy. Ministerstwo Finansów przedstawia to jako „bardzo pozytywną zmianę”. Dla małych i średnich firm może to jednak oznaczać kolejną porcję kosztów, księgowości i niepewności.
Wiceminister finansów Jarosław Neneman powiedział PAP:
– Zmniejszenie limitu, powyżej którego podatnik nie może się rozliczać ryczałtem, z 2 mln euro do 250 tys. euro to bardzo pozytywna zmiana, która ogranicza dysproporcje między różnymi rodzajami opodatkowania działalności gospodarczej.
Resort argumentuje, że w niektórych przypadkach opodatkowanie przedsiębiorców na zasadach ogólnych jest cztero- lub pięciokrotnie wyższe niż przy ryczałcie.
– To się nie broni w żaden sposób – stwierdził Neneman.
Problem polega na tym, że rząd nie ogranicza tej zmiany wyłącznie do rzeczywiście wielkich biznesów. Oficjalny projekt przewiduje obniżenie progu aż ośmiokrotnie – z 2 mln do 250 tys. euro. Dodatkowo nadwyżka przychodów ponad 300 tys. euro ma być objęta stawką 17 proc. Nowe regulacje mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku.
Resort mówi o „sprawiedliwości”, ale to przedsiębiorcy zapłacą z własnych kieszeni
Rząd przekonuje, że chce „przywrócić pierwotne założenia” ryczałtu i ograniczyć go głównie do najmniejszych działalności.
– Ryczałt powinien być ograniczony jedynie do najmniejszych działalności. Jeśli jednak ktoś ma przychód liczony w milionach, powinien prowadzić pełną ewidencję – mówił Neneman.
To uzasadnienie brzmi jednak znacznie mniej przekonująco, gdy spojrzeć na realia działalności małych i średnich przedsiębiorstw. Przychód nie jest przecież dochodem. Firma handlowa, usługowa czy produkcyjna może osiągać stosunkowo wysokie obroty, a jednocześnie mieć duże koszty materiałów, wynagrodzeń, energii, transportu i najmu.
Według danych samego rządu w 2024 roku około 43 tys. podatników korzystających z ryczałtu osiągnęło przychody powyżej 250 tys. euro. To nie oznacza, że dokładnie tylu straci prawo do ryczałtu w 2027 roku, bo decydujące będą przychody osiągnięte w 2026 roku, ale pokazuje skalę grupy, której takie ograniczenie może dotknąć.
Rząd nazywa to „zwiększeniem sprawiedliwości systemu podatkowo-składkowego”. Z punktu widzenia przedsiębiorcy przekaz jest prostszy: państwo odbiera możliwość korzystania z prostszego sposobu rozliczeń i zmusza część firm do wejścia w bardziej kosztowną administracyjnie formę opodatkowania.
A szczególnie gorzko brzmią zapewnienia władz o „deregulacji”. Ten sam wiceminister zapowiada bowiem upraszczanie części procedur podatkowych, podczas gdy jednocześnie rząd ogranicza jedną z najprostszych form rozliczania działalności gospodarczej.
Szyld wystawał 2 centymetry. Ponad 41 tys. zł kary
Atmosferę, w jakiej dziś funkcjonują drobni przedsiębiorcy, dobrze pokazuje zupełnie inna, ale niezwykle wymowna historia z Warszawy.
Właścicielka rodzinnej piekarni przy ul. Domaniewskiej została obciążona karą przekraczającą 41 tys. zł za szyld, który – według opisywanej przez nią sytuacji – wystawał około 2 centymetry poza elewację. Zarząd Dróg Miejskich uznał, że oznaczało to zajęcie pasa drogowego bez wymaganej zgody.
Szyld miał być zamontowany na podkładkach wyrównujących nierówność ściany. Właścicielka twierdzi, że po uzyskaniu informacji o problemie usunęła go w ciągu kilku dni. Mimo to naliczono karę oraz odsetki, a konto firmy zostało zajęte. ZDM odpowiada, że działa na podstawie ustawy o drogach publicznych i że przedsiębiorca był wcześniej wzywany do usunięcia naruszenia.
Nawet jeśli urząd działał literalnie na podstawie przepisów, trudno nie mówić tu o urzędniczej bezduszności, a wręcz bezczelności, gdy za dwa centymetry szyldu rodzinnej firmie grozi finansowa katastrofa.
I choć nie jest to bezpośrednia decyzja obecnego rządu, to jednak pokazuje ten sam szerszy problem państwa i administracji: przedsiębiorca coraz częściej traktowany jest nie jak ktoś, kto tworzy miejsca pracy i płaci podatki, lecz jak potencjalny cel kolejnej daniny, kontroli albo kary, a nawet jako potencjalny przestępca.
Rządzący chętnie mówią o wspieraniu przedsiębiorczości, deregulacji i upraszczaniu prawa. Tymczasem konkretne decyzje idą w przeciwnym kierunku: ograniczenie ryczałtu oznacza dla wielu firm dodatkowe obciążenia, a przypadki takie jak kara za dwucentymetrowy szyld pokazują, jak daleko administracja potrafi odejść od zdrowego rozsądku.
Mały i średni biznes nie potrzebuje kolejnych urzędniczych eksperymentów. Potrzebuje stabilnych podatków, prostego prawa i administracji, która pomaga prowadzić firmę, zamiast szukać pretekstu, by ją ukarać.
Zenon Witkowski
Źródła: PAP, Kanał Zero
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.