W czerwcu Polską wstrząsnęła afera wokół Szpitala Południowego w Warszawie, która rozpoczęła się od doniesień na temat ogromnych zarobków Dawida Kacprzyka – młodego lekarza bez specjalizacji, będącego jednocześnie działaczem Koalicji Obywatelskiej. Później media zaczęły przyglądać się patologiom w innych placówkach i szokującym zarobkom niektórych lekarzy. Premier Donald Tusk zażądał projektu reformy, którą minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała 8 lipca. To m.in. wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej dla medyków, limit miesięcznych zarobków czy ograniczenie czasu pracy lekarzy. Premier zapowiadał, że projekty trafią do Sejmu jeszcze we wrześniu. Na początku września jednak minister zdrowia oświadczyła, że po „wsłuchaniu się w głosy środowiska” rządzący zdecydowali, iż ustawa wejdzie dopiero za rok. Goszcząc na antenie Polsat News poseł Sławomir Ćwik z koalicyjnego klubu Centrum przyznał wczoraj, iż autorzy reformy boją się protestu lekarzy.
Pułapka na prezydenta?
Odłożenie tak szumnie zapowiadanej reformy wywołało ogromną burzę. Oliwy do ognia dolało opublikowane wczoraj przez Kanał ZERO nagranie, będące owocem dziennikarskiej prowokacji. Dawid Kacprzyk stwierdził na nim, że całą aferę „ma w d***”. Nagranie stało się symbolem bierności obozu Donalda Tuska, którego reakcja na aferę ograniczyła się do niezrealizowanych zapowiedzi, a bohaterzy tej afery nie ponoszą żadnych konsekwencji. Teraz burzę tę reaguje premier Donald Tusk, który zaskoczył w czasie dzisiejszego posiedzenia rządu.
- „Dzisiaj mamy gotowe te projekty, będziemy bardzo pilnie pracowali w Sejmie i Senacie. Liczymy na szybki podpis prezydenta i miesiąc później ustawa będzie już działała”
- powiedział o projekcie dot. limitu czasu pracy i zarobków lekarzy.
Czy w ten sposób przewodniczący Koalicji Obywatelskiej próbuje powstrzymać kolejny wybuch emocji społecznych wokół zarobków lekarzy? Część komentatorów zwraca uwagę, że może chodzić o coś więcej. Obawiają się oni, że rządzący zastosują mechanizm, w ramach którego zaproponują w ustawie absolutnie nieakceptowalne mechanizmy, przez które prezydent będzie musiał ją zawetować. Później natomiast koalicja rządząca w swoim stylu będzie próbowała obarczyć odpowiedzialnością za brak reformy w systemie ochrony zdrowia głowę państwa.
- „Premier zapowiada projekt ustawy Kasprzyka i liczy na »szybki podpis prezydenta«. Czy to znaczy, że będą ukryte wrzutki do ustawy?”
- zastanawia się red. Samuel Pereira.
Zobacz wpis w X
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.