Do wypadku doszło krótko po północy. Według Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie kierowca potrącił młodą kobietę w rejonie przejścia dla pieszych, odjechał i nie udzielił jej pomocy. Policja podkreśla, że dzięki „koordynacji działań i determinacji”, odtworzeniu przebiegu zdarzenia i weryfikacji informacji podejrzewany został zatrzymany jeszcze przed południem.
Skuteczność imponująca. I bardzo dobrze, że właśnie tak działają służby.
Dlaczego więc nie zawsze działa to równie szybko, gdy chodzi o dzieci?
Dzisiejsza akcja pokazuje, jakie możliwości ma dziś państwo, kiedy uruchamia odpowiednie siły i środki. Monitoring, dane telekomunikacyjne, kamery, samochody, płatności elektroniczne i współpraca różnych jednostek sprawiają, że ukrycie się przed organami państwa jest znacznie trudniejsze niż jeszcze kilkanaście lat temu.
Tym bardziej zasadne jest pytanie: dlaczego w Polsce wciąż istnieje problem skutecznego wykonywania postanowień sądów dotyczących odebrania dzieci ukrywanych przez jednego z rodziców?
Rzecznik Praw Obywatelskich od lat wskazuje na problemy z wykonywaniem orzeczeń w sprawach uprowadzeń rodzicielskich. Samo Ministerstwo Sprawiedliwości przyznawało, że sprawy dotyczące odebrania dziecka wymagają „szybkiego i efektywnego wykonania orzeczenia sądowego”, ponieważ upływ czasu może mieć nieodwracalne konsekwencje dla relacji dziecka z rodzicem.
A mimo to problemy systemowe pozostają. Jeszcze w 2026 roku RPO alarmował, że w wielu miejscach poza godzinami pracy ośrodków pomocy społecznej nie działa prawidłowo system interwencyjnego odbierania dzieci zagrożonych przemocą. Rzeczniczka Praw Dziecka z kolei wielokrotnie występowała do resortów w sprawach dotyczących ochrony praw dzieci, domagając się zmian i reakcji państwa.
Trudno więc nie zapytać, czy dobro dziecka rzeczywiście znajduje się wystarczająco wysoko na liście priorytetów obecnego rządu. Skoro kolejne instytucje zajmujące się ochroną praw dzieci muszą ponawiać apele, monity i wystąpienia do ministerstw, to trudno mówić o systemie, który działa sprawnie i konsekwentnie.
Jeszcze bardziej bulwersujące są przypadki, w których istnieje prawomocne postanowienie sądu określające miejsce pobytu dziecka, a mimo to jego wykonanie trwa miesiącami albo rodzic ukrywający dziecko przez długi czas pozostaje poza zasięgiem państwa.
Policyjne przepisy przewidują przecież możliwość poszukiwania zarówno małoletniego podlegającego odebraniu na podstawie postanowienia sądu, jak i osoby, która dziecko zatrzymuje lub ukrywa.
Nie można więc zawsze tłumaczyć bezczynności tym, że „to sprawa rodzinna”.
Jeżeli państwo potrafi znaleźć kierowcę uciekającego z miejsca wypadku w ciągu kilku godzin, dlaczego nie zawsze potrafi równie skutecznie ustalić miejsca pobytu rodzica ukrywającego dziecko? Czy rzeczywiście przy współczesnych możliwościach technicznych można przez rok nie wiedzieć, gdzie znajduje się osoba korzystająca z telefonu, samochodu, konta bankowego, urzędów, opieki zdrowotnej czy innych elementów normalnego życia?
I jeszcze jedno pytanie: czy służbom łatwiej przeprowadzić szybką, efektowną akcję zakończoną zatrzymaniem i komunikatem o „determinacji policjantów” niż przez wiele miesięcy prowadzić żmudne działania konieczne do wykonania orzeczenia sądu rodzinnego?
Nie ma podstaw, by takie motywy przypisywać policjantom z Pruszkowa – oni wykonali swoją pracę szybko i skutecznie. Problem jest znacznie szerszy i dotyczy funkcjonowania całego systemu: policji, prokuratury, sądów, kuratorów i administracji państwowej.
Obywatel ma prawo oczekiwać, że prawomocne postanowienie sądu nie będzie tylko kartką papieru. A państwo, które potrafi uruchomić potężne możliwości techniczne i operacyjne w jednej sprawie, powinno wyjaśnić, dlaczego w innej – kiedy chodzi o dziecko – te same możliwości okazują się nagle tak ograniczone.
Bo w takich sprawach każdy miesiąc zwłoki ma znaczenie. Chodzi o dziecko i czas, którego nikt mu później nie zwróci, ani dziecku ani pełnoprawnemu rodzicowi.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.