Wedle przeprowadzonego audytu, w Szpitalu Południowym lekarze dyżurowali po 48, 60, a nawet 72 godziny bez przerwy. Rekordowy dyżur wyniósł 110 godzin, co oznacza, że w teorii lekarz miał pracować blisko pięć dób bez przerwy.
Afera wokół szpitala rozpoczęła się od zwrócenia uwagi na zarobki młodego lekarza bez specjalizacji, który zarobił w ciągu roku 1,6 mln zł. Dawid Kacprzyk miał być koordynatorem SOR w tym szpitalu. Tyle tylko, że jak wynika z zaprezentowanego przez Trzaskowskiego audytu… taka funkcja nie istniała.
- „Ta funkcja po prostu nie istniała, takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym szpitala. Szpital przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze”
- powiedział włodarz stolicy.
- „Nikt nie spisał, za co dokładnie te pieniądze były wypłacane. Po drugie, stawka szybko rosła z 230 zł za godzinę na 300 zł, a potem na 330 zł, więcej niż zarabiali doświadczeni specjaliści, a mówimy (...) o młodym lekarzu (...), który był na drugim roku specjalizacji”
- podkreślił.
Dodajmy – mówimy też o działaczu Koalicji Obywatelskiej, który miał oświadczyć dyrektor placówki, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego” i mieć bliskie relacje osobiste z wiceprezydent stolicy.
Dalej Trzaskowski mówił o wykazanych w audycie nieprawidłowościach w działalności SOR. To m.in. nałożona przez NFZ kara za zbyt długie oczekiwanie karetek na przyjęcie pacjentów.
- „Audyt ujawnił rozliczenie tych samych 8 godzin dyżuru na dwóch oddziałach jednocześnie, z wypłatą za obie pozycje. Audytorzy stwierdzili również, wykonywanie świadczeń w innych placówkach w tych samych godzinach, w których lekarz miał płacony dyżur w szpitalu”
- relacjonował prezydent Warszawy.
Zobacz wpis w X
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.