Olbrychski udzielił wywiadu Magdalenie Rigamonti z Onetu, w którym opowiedział o przygotowanym przez siebie liście do premiera Donalda Tuska.
- „Napisałem, bo poczułem się jak w najczarniejszych czasach systemów totalitarnych. Za czasów komuny napisałem list do generała Jaruzelskiego i reakcja była niemal natychmiastowa. Teraz…”
- powiedział.
- „Zdecydowałem się na to, zdecydowałem się też z panią rozmawiać, ponieważ wydarzyła się rzecz niesamowita: ocenzurowano Daniela Olbrychskiego. Rozumiałbym to, gdybyśmy żyli w czasach PRL-u, kiedy byłem ostrym przeciwnikiem tego, co się działo w Polsce.”
- dodał.
Skąd rozgoryczenie aktora? Otóż nie zgodzono się, by zasiadł w jury Festiwalu Filmowego w Gdyni.
- „I… I tu muszę założyć okulary, żeby przeczytać nazwisko dyrektora z ministerstwa. Otóż pan dyrektor z ministerstwa, który nazywa się Maciej Dydo, powiedział, że nie ma mowy, żebym był członkiem jury, bo ośmieliłem się skrytykować poprzednią minister kultury Hannę Wróblewską”
- powiedział.
- „Powtórzę, że poczułem się jak w najczarniejszych czasach systemów totalitarnych. Przypuszczam, że Piotr Gliński, były minister kultury, po którym jechałem wielokrotnie jak po łysej kobyle, nie odważyłby się wydać takiej decyzji”
- dodał.
„Napluli mi w twarz”
Jego zdaniem – swoi napluli mu w twarz.
- „Ja, stojący zawsze, kiedy trzeba, po właściwej stronie, zostałem przez tę stronę — mówiąc po norwidowsku — opluty. Opluty! To jest naplucie mi w twarz. Ministerstwo rządu, który zawsze podtrzymywałem i podtrzymywać jednak będę — urzędnicy tego ministerstwa zachowują się jak z najczarniejszego systemu totalitarnego”
- żali się.
Jeżeli o decyzji resortu zdecydowała krytyka działań minister, to decyzja ta jest oczywiście skandaliczna. Może jednak wpływ miały również kontrowersje, z którymi wiąże się osoba aktora głoszącego tezy na temat „obrzydliwości” polskiego społeczeństwa? W tym wypadku rzeczywiście jednak zdaje się, że przeważyła krytyka minister Wróblewskiej. Tyle tylko, że najwięcej pretensji Olbrychski powinien mieć do siebie. To on promował rząd, który zasad demokracji i prawa przestrzega „tak, jak je rozumie”. Tak więc tworzył klimat przyzwolenia na łamanie zasad, a teraz pisze do premiera, bo sam stał się tego ofiarą. Przez lata przekonywał, że wszystko jest dopuszczalne, jeśli służy „właściwej stronie”. Teraz zderzył się z prostą prawdą: mechanizmy tworzone wobec przeciwników politycznych prędzej czy później zaczynają działać również wobec swoich. Aktor wierzy jednak, że jego list nie pozostanie bez echa.
- „Jestem sam ciekaw reakcji. Uważam, że trzeba wyrywać chwasty, nawet w naszym środowisku, a szczególnie w naszym środowisku”
- grzmi rozmówca Onetu.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.