Niemcy

Niemiecka instytucja uderza w pamięć o Ulmach - a gdzie nazwiska niemieckich katów?

Niemiecka Federalna Centrala Kształcenia Politycznego (bpb) udostępnia publikacje podważające sposób upamiętniania Polaków ratujących Żydów podczas niemieckiej okupacji. Szczególne kontrowersje budzi tekst poświęcony Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej. Jak ujawnia publicysta podpisujący się pseudonimem „Anonimowy Dyplomata” w artykule opublikowanym 23 października na portalu Tysol.pl, niemieckie materiały eksponują zarzuty wobec Polaków, pomijając przy tym nazwiska bezpośrednich niemieckich sprawców zbrodni.

2 min czytania
Rodzina Ulmów
Rodzina Ulmów · fot. via IPN.gov.pl

Kto odpowiada za zbrodnię?

24 marca 1944 roku niemieccy żandarmi zamordowali w Markowej Józefa i Wiktorię Ulmów, ich sześcioro dzieci oraz ośmioro ukrywanych przez rodzinę Żydów. Wiktoria była w zaawansowanej ciąży.

„Patrzcie, jak polskie świnie giną, które przechowują Żydów!” – miał krzyczeć podczas egzekucji niemiecki żandarm Josef Kokott.

Jak przypomina „Anonimowy Dyplomata”, autor obszernej analizy opublikowanej przez Tysol.pl, w materiałach dotyczących Muzeum Ulmów zabrakło nazwisk niemieckich morderców.

Tymczasem badania historyka IPN dr. Wojciecha Hanusa wskazują pięciu żandarmów odpowiedzialnych za zbrodnię: Eilerta Diekena, Gustawa Unbehenda, Ericha Wildego, Michaela Dziewulskiego oraz Josefa Kokotta.

Spośród pięciu niemieckich sprawców tylko Kokott został po wojnie osądzony i skazany. Pozostali uniknęli odpowiedzialności za mord na rodzinie ratującej Żydów.

Szczególne wątpliwości budzi publikowana przez bpb „analiza” Piotra Foreckiego z 2019 roku. Jej autor zarzuca polskim instytucjom wykorzystywanie historii Sprawiedliwych do budowania narodowej dumy. Pisze między innymi, że „fetyszyzacja liczby polskich Sprawiedliwych doskonale służy ich politycznej instrumentalizacji”.

Polscy bohaterowie pod lupą, niemieccy oprawcy ciągle anonimowi

Najbardziej kontrowersyjny jest fragment dotyczący przedmiotów należących do Żydów zamordowanych w Markowej. Forecki sugeruje, że po ich śmierci rzeczy te otrzymali „nowi właściciele – polscy sąsiedzi”.

Anonimowy Dyplomata przypomina jednak, że niemieccy żandarmi ograbili zamordowanych i wywieźli dobytek Ulmów. Wskazuje również na znajdujące się w muzeum żydowskie pamiątki, których istnieniu przeczy wymowa analizy Foreckiego.

Trudno zaakceptować sytuację, w której niemiecka instytucja publiczna udostępnia tak daleko idące sugestie dotyczące Polaków, nie przedstawiając równie szczegółowo odpowiedzialności niemieckich zbrodniarzy.

Nie chodzi o przemilczanie przypadków zdrady, szmalcownictwa czy kolaboracji. One również należą do historii. Rzetelność wymaga jednak przypomnienia, że to niemiecki okupant stworzył system terroru, w którym za pomoc Żydom groziła śmierć.

Jak podkreślił były prezes IPN Łukasz Kamiński w polemice opublikowanej przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung”:

„Nikt nie twierdzi, że wszyscy Polacy byli bohaterami. Ale osoby bezinteresownie pomagające Żydom zasłużyły na upamiętnienie”.

Pamięć o Ulmach nie jest fałszowaniem historii. Fałszowaniem jej obrazu grozi natomiast pomijanie pełnej odpowiedzialności niemieckich sprawców i przedstawianie polskiego bohaterstwa przede wszystkim przez pryzmat podejrzeń oraz politycznych oskarżeń.

Źródło: mp/Tysol.pl, Frankfurter Allgemeine Zeitung, IPN, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej