– W Mińsku wojna jest teraz na ustach wszystkich – pisze Jarábik. Według niego jego białoruscy rozmówcy prywatnie wyrażają niezadowolenie z Moskwy, która nadal oczekuje od Białorusi wsparcia, podczas gdy wojna na Ukrainie podważyła dotychczasową logikę wzajemnej obrony obu państw.
Rosja zajęta Ukrainą, a Mińsk szuka planu B
Najważniejszym problemem z punktu widzenia władz w Mińsku ma być kondycja rosyjskich sił zbrojnych.
– Ponieważ rosyjska armia jest całkowicie pochłonięta wojną na Ukrainie, Mińsk wątpi, czy Moskwa będzie w stanie obronić Białoruś tak, jak przewiduje to doktryna – wskazuje Jarábik.
Z podobnymi obawami analityk wiąże kolejne kontrole gotowości bojowej białoruskiej armii, ćwiczenia wojskowe oraz wypowiedzi Aleksandra Łukaszenki dotyczące możliwości mobilizacji.
Jednocześnie nie oznacza to zwrotu Mińska przeciwko Rosji. Z analizy Carnegie wynika raczej, że białoruskie władze próbują zabezpieczać się na kilku kierunkach jednocześnie. Nadal polegają na rosyjskim parasolu nuklearnym, ale jednocześnie rozwijają współpracę wojskową z Chinami i ostrożnie odbudowują kontakty z państwami Zachodu.
– Mińsk stosuje zatem strategię zabezpieczenia na trzech kierunkach: opiera się na rosyjskim parasolu nuklearnym, pogłębia więzi z Chinami w dziedzinie bezpieczeństwa oraz ostrożnie odnawia kanały komunikacji z Zachodem – zauważa Jarábik.
Białoruś pozostaje przy tym silnie uzależniona gospodarczo i wojskowo od Rosji. Według analityka Mińsk dostrzega jednak, że odzyskanie większej swobody działania wymaga również ponownego otwarcia zachodnich szlaków handlowych. Jednym z najważniejszych celów Łukaszenki jest przywrócenie tranzytu białoruskiego potasu przez Litwę.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.