29 września CBA i Straż Graniczna zatrzymały 11 osób w wielowątkowym śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w prywatnych uczelniach. Jak podała Prokuratura Krajowa, dwóm osobom przedstawiono zarzuty założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a pozostałym udziału w niej.
Według śledczych grupa działała od początku 2017 roku co najmniej do 24 września 2026 roku. Miała wystawiać poświadczające nieprawdę dokumenty o przebiegu studiów, dyplomy licencjackie i magisterskie oraz fikcyjne oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców.
– Od „studentów” nie wymagano faktycznego uczestnictwa w zajęciach, przystępowania do egzaminów ani pisania prac dyplomowych – poinformowała Prokuratura Krajowa.
Za samo wystawianie fikcyjnych dyplomów podejrzani mieli uzyskać ponad 850 tys. zł.
Miliony za legalizację pobytu
Znacznie większe pieniądze miały płynąć jednak z legalizowania pobytu cudzoziemców. Prokuratura informuje, że działania grupy mogły dotyczyć co najmniej 200 osób, przede wszystkim obywateli Rosji, Białorusi i Ukrainy, ale również Gruzji, Indii i Chin.
– Suma korzyści majątkowych związanych z nielegalnym ułatwianiem cudzoziemcom pobytu na terytorium RP przekracza 22,5 mln zł – podała Prokuratura Krajowa.
„Rzeczpospolita” ujawnia, że skala procederu mogła być jeszcze większa. Według ustaleń gazety grupa związana z Rosjaninem Michaiłem P. miała oferować cudzoziemcom pakiet legalizacji pobytu w Polsce za około 9,5 tys. euro. Dokumenty wystawiały m.in. spółki, które w praktyce nie prowadziły realnej działalności.
Gazeta podaje także, że wśród osób sprowadzonych do Polski na podstawie fikcyjnych dokumentów miał znajdować się były funkcjonariusz rosyjskiej FSB ścigany w Rosji za przestępstwa finansowe. Jego obecnego miejsca pobytu polskie służby mają nie znać.
Jeszcze poważniejsze mogą być ustalenia dotyczące przepływów finansowych. „Rzeczpospolita” informuje, że Generalny Inspektor Informacji Finansowej bada kilkaset mieszkań w Warszawie, które mogły zostać nabyte za środki pochodzące z przestępczego procederu.
Prokuratura oficjalnie potwierdza, że podejrzani usłyszeli także zarzuty prania pieniędzy. Śledczy twierdzą, że środki trafiały na rachunki kontrolowanych podmiotów w taki sposób, aby utrudnić ustalenie ich pochodzenia oraz uniemożliwić ich zajęcie.
Według „Rzeczpospolitej” część pieniędzy miała być przewożona do Polski w gotówce, w torbach, aby uniknąć systemu monitorowania przepływów finansowych.
Śledztwo w całej aferze jest już ogromne. Prokuratura Krajowa informuje o ponad 881 zarzutach przedstawionych 97 podejrzanym. Wobec 55 osób skierowano akty oskarżenia, a sześć zostało już nieprawomocnie skazanych.
Sprawa przestaje więc dotyczyć wyłącznie „lewych dyplomów”. Jeżeli kolejne ustalenia się potwierdzą, chodzi również o bezpieczeństwo granic, legalizację pobytu cudzoziemców, pranie pieniędzy i możliwe wykorzystanie polskich uczelni jako narzędzia do prowadzenia działalności o znacznie szerszym charakterze.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.