Rząd przedstawia projekt jako element modernizacji nadzoru nad rybołówstwem i dostosowania polskich przepisów do prawa unijnego.
– Elektroniczne raportowanie i monitoring pozwolą skuteczniej chronić żywe zasoby morza oraz zapewnią przejrzyste i równe zasady dla wszystkich uczestników rynku – przekonywał minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Zakres zmian jest jednak szeroki. Nowe przepisy mają zwiększyć kontrolę nad tym, gdzie znajdują się jednostki, jakie prowadzą połowy, jak wygląda wyładunek, ważenie i sprzedaż ryb. Przewidziano również rozbudowany system dokumentacji elektronicznej i sankcji.
Więcej kontroli zamiast rozwiązania problemów Bałtyku
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów jest zdalny monitoring części jednostek. Unijne przepisy przewidują możliwość stosowania kamer CCTV w systemach REM, przede wszystkim na statkach o długości co najmniej 18 metrów, które zostaną uznane za obarczone wysokim ryzykiem naruszania obowiązku wyładunku.
Mniejsze jednostki również mają jednak zostać objęte dodatkowymi obowiązkami związanymi z lokalizacją i elektronicznym raportowaniem działalności.
Problem w tym, że polskie rybołówstwo od lat zmaga się już z coraz większą liczbą ograniczeń. Kolejne decyzje dotyczące Bałtyku oznaczały zmniejszanie limitów połowowych, okresowe zamykanie łowisk, redukcję floty oraz wypłacanie rekompensat za czasowe lub trwałe zaprzestanie działalności.
Sytuacja dorsza pokazuje skalę kryzysu. Ukierunkowane połowy dorsza wschodniego i zachodniego są zakazane, a problemy dotyczą również kolejnych gatunków i stad ryb.
W efekcie pojawia się pytanie, czy odpowiedzią na problemy ekologiczne i gospodarcze Bałtyku powinno być przede wszystkim dalsze zwiększanie liczby obowiązków administracyjnych, kontroli i sankcji wobec rybaków.
Szczególnie dotkliwe mogą okazać się one dla niewielkich, rodzinnych przedsiębiorstw rybackich, które nie dysponują zapleczem administracyjnym dużych firm. Każdy nowy obowiązek raportowy, system elektroniczny czy procedura kontrolna oznacza dla nich dodatkowe koszty i czas poświęcony na biurokrację zamiast na samą działalność.
Jednocześnie od lat trwa dyskusja o tym, czy system regulacji wystarczająco odróżnia drobne rybołówstwo przybrzeżne od wielkich połowów przemysłowych. To właśnie przemysłowe połowy śledzia i szprota mają szczególne znaczenie dla całego ekosystemu Bałtyku, ponieważ gatunki te stanowią ważne ogniwo łańcucha pokarmowego.
Rząd argumentuje, że zmiany są konieczne, aby Polska mogła stosować nowe unijne przepisy dotyczące kontroli rybołówstwa. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: czy kolejne warstwy monitoringu, raportowania i kar rzeczywiście poprawią stan Bałtyku, czy przede wszystkim jeszcze bardziej obciążą sektor, który od lat funkcjonuje i tak pod ogromną presją ograniczeń.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.