Określany przez samego Donalda Tuska jego „prawą ręką” Maciej Berek zrezygnował ze stanowiska ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Koalicja Obywatelska zaproponowała jego kandydaturę na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Czy premierowi uda się zrealizować ten manewr i wprowadzić swoją „prawą rękę” do sądu konstytucyjnego, którego wyroki rządzący dotychczas notorycznie lekceważyli? Okazuje się, że szef rządu może mieć problem z koalicjantami. Niezadowolenia z kandydatury Berka nie kryje szefowa klubu Nowej Lewicy. W programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News parlamentarzystka przypomniała przegłosowaną przez koalicję ustawę, która zakładała, że ministrowie przez cztery lata po skończeniu pracy w rządzie nie mogliby kandydować na sędziów TK. Ostatecznie ustawa ta jednak nie weszła w życie.
- „To było prawo, które nie weszło w życie, bo prezydent Andrzej Duda go nie podpisał, ale jednak zostało uchwalone. To była ustawa za którą wszyscy głosowaliśmy, również Donald Tusk”
- podkreśliła Anna Maria Żukowska.
Zastrzegła, że na decyzję Lewicy w sprawie głosowania nad kandydaturą Berka trzeba poczekać do posiedzenia klubu.
- „Prezydium naszego klubu jest jednak bardzo mocno sceptyczne wobec tej kandydatury, z uwagi na to, że sami chcieliśmy żeby sądy były niezależne od polityków z każdej opcji”
- przyznała.
Podkreśliła, że „Maciej Berek jest politykiem”.
- „Rozmawiałam z szefami klubu Polski 2050, klubu Centrum i również tam są bardzo silne głosy mówiące o tym, że nie jest to do zaakceptowania”
- powiedziała.
- „Mieliśmy być inni niż PiS, mieliśmy robić to inaczej, a nie dokładnie tak samo”
- dodała gorzko.
Czym więc w jej ocenie kieruje się Donald Tusk?
- „To jest taka chęć pokazania, kto tu rządzi, i kto bierze za mordę inne ugrupowania koalicyjne. Pan premier chce nam pokazać miejsce w szeregu”
- stwierdziła Żukowska.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.