Skandal

Media: Siemoniak przyznał, że żadnego raportu nie było

Wedle medialnych doniesień, minister koordynator służb specjalnych miał „w bezpośrednich rozmowach przyznać wprost, że nie było żadnego raportu CIA”.

2 min czytania
Fot. screenshot: YouTube (Donald Tusk - kanał oficjalny, PolskieRadio24_pl)
Fot. screenshot: YouTube (Donald Tusk - kanał oficjalny, PolskieRadio24_pl)

Premier Donald Tusk poinformował w ub. tygodniu, że otrzymał raport bezpieczeństwa od dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a.

- „Tak jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy, należy spodziewać się różnych scenariuszy. Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance Unii Europejskiej”

- powiedział szef rządu.

Z tonu przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej można wnioskować, że dokument jest bardzo ważny, a zagrożenie wymaga podjęcia stanowczych działań. Tymczasem wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał we wtorek na antenie Polsat News, że tego raportu… nie widział. Dokument nie dotarł też do prezydenta. Czy więc w ogóle istnieje?

- „Szef BBN Bartosz Grodecki, podczas czwartkowej rozmowy z ministrem koordynatorem specsłużb Tomaszem Siemoniakiem dopytywał o raport. Siemoniak potwierdził, że raportu nie ma - dowiedzieliśmy się w dwóch bardzo wysokiej rangi źródłach w Kancelarii Prezydenta i BBN”

- donosi portal Niezależna.pl.

Najprawdopodobniej informacje, które Donald Tusk miał w „ostatnich godzinach” otrzymać w raporcie od szefa CIA to informacje, które w rzeczywistości szef CIA dwa dni wcześniej przekazał ministrowi Siemoniakowi w czasie jego wizyty w USA.

- „Nie było raportu. Była wizyta Siemoniaka w USA, o której wszyscy wiemy. Siemoniak porozmawiał w Stanach i przekazał premierowi, co usłyszał. Potem przyszedł do BBN i opowiedział o tym, co usłyszał. Ale żadnego raportu nie ma i nie było. Nikt go nie czytał i nie widział”

- mówi źródło portalu Niezależna.pl.

Szef BPM: Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?

Za pośrednictwem mediów społecznościowych do sprawy odniósł się szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.

- „Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku.  Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować.  Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował”

- napisał na X.com.

- „Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?”

- dodał.

Źródło: Niezależna.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej