Informacje na temat Dawida Kacprzyka były początkiem afery w warszawskim Szpitalu Południowym. Dziennikarze zwrócili uwagę na ogromne zarobki młodego lekarza bez specjalizacji, który wykonywanie obowiązków koordynatora SOR łączył z aktywnością działacza Koalicji Obywatelskiej. Później pojawiły się doniesienia na temat „saloniku VIP” dla polityków KO w tym szpitalu, a wreszcie o szokujących zaniedbaniach, mających realny wpływ na życie i zdrowie pacjentów.
Kacprzyk o aferze
Od jakiegoś czasu Kacprzyk pracuje w Jaktorowie, gdzie jako lekarz rodzinny przyjmuje pacjentów w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Teraz Kanał ZERO opublikował nagranie, będące owocem dziennikarskiej prowokacji. W czasie wizyty lekarskiej dziennikarz kanału zapytał Kacprzyka o aferę w Szpitalu Południowym, nagrywając lekarza ukrytą kamerą.
- „Jak się pan czuje z tą aferą?”
- pyta dziennikarz.
- „Mam to w du***”
- przyznaje Kacprzyk.
Okazuje się, że największa dolegliwość dla niego to fakt, że nie może jeździć swoim Porsche, bo wówczas przyciąga uwagę dziennikarzy.
Przydacz: znak rozpoznawczy tego środowiska
Nagranie skomentował szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
- „Działacz KO, pan Kacprzyk, śmieje się Polakom prosto w oczy. Włos mu z głowy nie spadł. Jest kryty przez swoich koleżków. Nie został przesłuchany, nie ma zarzutów, jego jedyny problemem w całej aferze jest to, że nie może zbyt często jeździć swoim Porsche do szpitala. Buta, arogancja, pogarda. Znak rozpoznawczy tego środowiska politycznego”
- stwierdził minister.
Zobacz wpis w X
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.