Według francuskiego MSW w protestach uczestniczyło ponad 250 tys. osób, podczas gdy organizatorzy mówili nawet o 450 tys. demonstrantów. Do starć dochodziło m.in. w Paryżu, Strasburgu, Rennes i Tuluzie.
Premier Sébastien Lecornu określił obecną falę jako „najbardziej gwałtowne protesty uczniowskie od dziesięcioleci”.
Najcięższy bilans od dziesięcioleci
Lecornu poinformował, że od początku protestów rannych zostało co najmniej 215 nastolatków i 85 pracowników szkół.
– To najcięższy bilans od dziesięcioleci poniesiony przez system szkolny – powiedział premier.
Biuro szefa rządu przekazało również, że obrażenia odniosło ponad 700 policjantów. Samo francuskie MSW podało natomiast, że podczas wtorkowych manifestacji rannych zostało 48 funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.
Protesty rozpoczęły się we wrześniu na biedniejszych przedmieściach Paryża, ale szybko objęły cały kraj. Uczniowie skarżą się na braki kadrowe, przepełnione klasy, zły stan budynków oraz niedostateczne finansowanie szkół. Według związku uczniów szkół średnich ponad połowa francuskich liceów była we wtorek zablokowana lub zamknięta.
Władze przekonują, że część pokojowych demonstracji została wykorzystana przez grupy nastawione na konfrontację. Organizacje praw człowieka, uczniowie i część rodziców zarzucają z kolei policji stosowanie nieproporcjonalnej siły wobec nieletnich.
Prezydent Emmanuel Macron zwołał w związku z kryzysem nadzwyczajne spotkanie z premierem i najważniejszymi ministrami. Rząd zapowiedział zajęcie się m.in. problemem zastępstw za nieobecnych nauczycieli, długością dnia szkolnego oraz fatalnym stanem części budynków.
Francja wchodzi więc w ostatnie miesiące prezydentury Macrona z jednym z najpoważniejszych buntów młodzieży od wielu lat, przy jednoczesnych problemach z finansami publicznymi i rosnącym napięciu przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.