Prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w czwartek w uroczystościach związanych z 87. rocznicą napaści Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich na Polskę we Włodawie. Przy tej okazji wskazał na potęgę polskiego narodu, który potrafił przetrwać, nawet tracąc terytorium w czasie zaborów i okupacji.
- „Nie było szansy, aby po 17 września 1939 roku, gdy do jednego diabła – niemieckiego Hitlera – dołączył drugi diabeł, sowiecki Stalin, obronić Rzeczpospolitą Polską”
- mówił.
Podkreślił, że oba te diabły postawiły sobie za cel zniszczenie Polski. Żaden kraj natomiast, jak zauważył, nie może zwyciężyć w jednoczesnym starciu z „dwoma diabłami”.
- „Różniły się tym, jak pisał marszałek Edward Rydz–Śmigły, że jedni – Niemcy – chcieli zabrać nam ciało, a Sowieci chcieli zabrać nam duszę. Ale zapomnieli o tym, że my, Polacy, jesteśmy narodem, który może utracić swoje terytorium – mówił, ale – jak dodał – jesteśmy narodem, który nigdy nie odda swojej duszy”
- wskazał Karol Nawrocki.
- „Możemy stracić terytorium, ale nigdy nie stracimy naszej Ojczyzny”
- zaznaczył.
I właśnie te słowa do zdyskredytowania głowy państwa próbuje wykorzystać obóz władzy. Pierwszy do żenującego ataku ruszył sam Donald Tusk, a za nim poszli najważniejsi politycy koalicji rządzącej. Wreszcie media społecznościowe zalały wpisy, których autorzy przekonują, że… prezydent Karol Nawrocki chce oddawać polskie terytoria Rosjanom.
Prof. Pilarz: To trzeba określić zdradą
Do tego szokującego spektaklu ignorancji odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych prof. Krzysztof Pilarz, pedagog i teolog z UMK w Toruniu.
- „Już nawet nie będę tłumaczył oczywistego kontekstu tak wystąpienia, jak i budowy zdania, ale przeraża mnie, jak szeroko taką narrację powtarzają politycy”
- napisał.
Jego zdaniem możliwe są trzy wyjaśnienia takiej postawy polityków.
- „Po pierwsze - rzeczywiście sami tak to rozumieją i odczytują, co świadczy o brakach nie tylko w zakresie wykształcenia na poziomie podstawowym, co w zakresie inteligencji i elementarnych umiejętności czytania ze zrozumieniem”
- zauważył.
- „Po drugie - rozumieją, że ich interpretacja jest manipulacją, ale czynią to z pobudek politycznych i podążania nakazanym im schematem interpretacyjnym. To świadczyłoby zarówno o braku odwagi cywilnej, jak też o strukturach władzy, które nie dopuszczają myślenia innego niż z góry nakazane oraz piętnują samodzielne myślenie. Oznaczałoby to, że obecna władza ma ewidentne zapędy dyktatorskie”
- dodał.
Wreszcie jest trzecia możliwość.
- „Po trzecie - politycy wiedzą, że manipulują pierwotnym tekstem, ale czynią to z pobudek politycznych, kierując się własnym interesem. Taka strategia nie tylko zakładałaby ogromną naiwność i braki w elementarnym rozumieniu tekstów u wyborców (a już widzę, że tak w wielu przypadkach jest), ale też obnażałaby bezwzględność polityków, którzy zamiast prawdy wybieraliby świadomie kłamstwo w imię egoistycznych pobudek i politycznego (zapewne nie tylko) zysku, i to oszukując wprost swoich wyborców, a przy tym działając na szkodę własnej Ojczyzny. A to już można, a nawet trzeba, określić zdradą”
- stwierdził prof. Pilarz.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.