Pod koniec lipca, w czasie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę, w pobliżu miejscowości Tarnowa Kolonia spadła rosyjska rakieta Ch-101, zawierająca materiał wybuchowy – jak podała prokuratura – „w znacznej ilości”. Po jej upadku pozostał 10-metrowy krater. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Mieszkańcy jednak nie zostali zaalarmowani o zagrożeniu. Z wojskowych radarów obiekt zniknął około godz. 3:46. Syreny alarmowe włączono jednak dopiero około 3:50, czyli już po upadku rakiety. Jak donosiła „Rzeczpospolita”, nie było ich słychać m.in. „w miejscu, gdzie rakieta upadła, a także na przykład w Chełmie”. Mieszkańcy nie otrzymali też żadnej wiadomości z RCB.
O sprawę pytana była dziś na antenie RMF24 wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która obarczyła odpowiedzialnością za te wydarzenia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
- „To, co na pewno trzeba poprawić, to kwestię uruchamiania syren, bo ta sytuacja sprzed dwóch tygodni czarno na białym pokazała, że ten system po prostu nie działa. To jest w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. To, co my możemy zrobić jako Ministerstwo Obrony to to, co się już odbyło, czyli kolejne spotkania pomiędzy Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych”
- stwierdziła.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.