Wydawało się, że po trudnych latach pontyfikatu papieża Franciszka w kwestii Mszy tradycyjnej przyjdzie jakieś rozwiązanie. Papież Leon XIV był o to proszony przez kardynałów i wiernych. W końcu w 2007 roku Benedykt XVI pozwolił na swobodne odprawianie Mszy trydenckiej, a Franciszek to w roku 2021 ograniczył. Ta dziwaczna karuzela nie służy dobru Kościoła – rozhuśtane emocje, niepewna sytuacja, liturgiczny i doktrynalny chaos. Sam Leon XIV zapowiadał, że nie zostawi tak tej sprawy i znajdzie jakieś dobre rozwiązanie problemu.
Nic takiego jednak się nie wydarzyło. W lutym 2026 roku Bractwo Kapłańskie św. Piusa X zapowiedziało, że wyświęci czterech biskupów – nawet bez zgody Ojca Świętego. Ta trudna sytuacja mogła skierować uwagę papieża na Mszę trydencką. Od lutego do lipca minęło jednak pięć miesięcy. Bractwo wyświęciło biskupów, Stolica Apostolska ogłosiła ekskomunikę – a stan prawny wokół tradycyjnej liturgii w ogóle się nie zmienił.
Wielu komentatorów uważało, że papież zrobi coś w którąś z dwóch znaczących lipcowych rocznic liturgicznych. 7 lipca minęła 19. rocznica ogłoszenia swobody Mszy trydenckiej przez Benedykta XVI. Z kolei 16 lipca minęła 5. rocznica ogłoszenia ograniczeń przez Franciszka. Leon XIV nie wykorzystał jednak żadnej z tych okazji, by działać.
Na całym świecie budzi to rosnącą frustrację katolików, którzy uczęszczają na tradycyjną Mszę świętą. Dotyczy to również Polski. W niektórych diecezjach biskupi pozwalają na to, by powstawały nowe miejsca celebracji Mszy trydenckiej. W innych są obojętni albo niechętni i stawiają wiernym niemożliwe do spełnienia warunki. Sytuację pogarsza jeszcze problem wokół Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Do niedawna chodzenie na Mszę w Bractwie było dopuszczalne, nawet jeżeli biskupi tego nie zalecali. Odkąd Stolica Apostolska ogłosiła, że Bractwo popadło w stan schizmy, o tej dopuszczalności nie ma już mowy. Są ludzie, którzy chodzili na Mszę trydencką do FSSPX od wielu lat. W związku z ekskomuniką chcieliby może przejść do wspólnoty w jedności z biskupem, ale… taka może nie istnieć albo być trudno dostępna. Bywa, że w diecezji biskup zgadza się na celebrację Mszy trydenckiej – w jednym miejscu, raz na dwa tygodnie, o dziwnej porze. To nie jest prawdziwe rozwiązanie. Co ma zrobić człowiek, który od lat chodził wyłącznie na tradycyjną liturgię?
Sprawa jest poważna i naprawdę nie widać powodów, by nie mogła zostać łatwo rozwiązana. Ostatecznie Benedykt XVI w 2007 roku podjął proste i jasne decyzje. Pozwolił, by Msza trydencka była żywotna tam, gdzie ludzie tego chcą – i w wielu miejscach szeroko z tego korzystano. Nikomu nie działa się krzywda. Przeciwko temu wystąpiła jednak swoista ideologia liturgiczna. Papieża Franciszka do zakazu namówili ludzie, którzy szczerze nie lubią Mszy trydenckiej, bo uważają, że jest „niezgodna z teologią” XX i XXI wieku. Jakoby w rozumieniu wiary w Kościele zaszły w ostatnich dekadach tak wielkie zmiany, że nie można już składać Najświętszej Ofiary tak, jak przez wieki. Dziś kilku kardynałów publicznie prosi Leona XIV, by wrócił do rozwiązań Benedykta XVI.
Dlaczego papież tego nie robi? Być może oczekujemy od Stolicy Apostolskiej zbyt szybkich działań, przyzwyczajeni do wysokiego tempa wydarzeń politycznych i społecznych. Watykan działa tymczasem w swoim rytmie. Nawet Benedykt XVI nie uwolnił Mszy trydenckiej od razu po objęciu tronu św. Piotra. Dokument w tej sprawie wydał nieco ponad dwa lata po wyborze na papieża – a był człowiekiem, który dogłębnie znał i rozumiał problematykę liturgiczną. Leon XIV rządzi Kościołem niewiele ponad rok, a kwestia Mszy trydenckiej nie była mu nigdy szczególnie bliska.
Można zatem argumentować, że konieczna jest cierpliwość. Jeżeli spojrzeć na sprawę chłodno, naturalna dla jakiegoś rozstrzygnięcia wydaje się data lipca roku 2027. Po pierwsze, będzie to 20., a więc okrągła rocznica publikacji dokumentu Benedykta XVI. Po drugie, minie rok od sprawy Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. To ma swoje znaczenie, bo Leon XIV może nie chcieć wydawać decyzji w czasie, kiedy ta sprawa budzi emocje, tak, jakby jego działania wobec Mszy trydenckiej były motywowane tylko tym.
Oczywiście jest też możliwe, że… nic się nigdy nie wydarzy, bo Leona XIV zajmują raczej sprawy Kościoła na globalnym południu, a nie problemy pewnej liczby wiernych w krajach Zachodu. Zignorowanie kwestii Mszy trydenckiej byłoby jednak poważnym zaniedbaniem duszpasterskim – i czymś sprzecznym z własnymi deklaracjami papieża. Wydaje się zatem rozsądne uznać, że potrzeba po prostu czasu – i modlić się w intencji dobrych decyzji, które zapadną być może mniej więcej za rok.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.