Szwajcarski biskup, nawiązując do niedawnego, trwającego 40 minut, prywatnego spotkania Leona XIV z Patti Smith, tzw. „matką chrzestną punka”, uważa, że takie audiencje jedynie obniżają rangę papiestwa, czyniąc z ojca świętego „po prostu kolejnego członka międzynarodowego establishmentu”.
Jak pisze autor, „od czasów Jana Pawła II, papieże coraz częściej mówią w czysto nieformalny sposób przy wszelkiego rodzaju okazjach (...). Udzielają spontanicznych wywiadów i wyrażają osobiste opinie. Są dostępni dla wszelkiego rodzaju osób, które chcą sobie zrobić z nimi zdjęcie. Wziąwszy pod uwagę obciążenie pracą i obowiązki, czy papież nie ma niczego ważniejszego do zrobienia niż udzielanie takich prywatnych audiencji (...)”?
Zdaniem biskupa przyjmowanie na audiencjach znanych postaci, które są na bakier z nauką Kościoła czy też udzielanie długich wywiadów, jak w przypadku papieża Franciszka i ateisty Eugenio Scalfariego, stwarza ryzyko trywializowania stanowiska papieża i konieczność komunikatów ze strony Watykanu, gdy rozmówca relacjonuje taką rozmowę przypisując ojcu świętemu wypowiedzi sprzeczne z nauką Kościoła. A poza tym „kiedy papież przyjmuje takie osoby na audiencji prywatnej, nie może – z grzeczności – publiczne potem dystansować się od nich”.
Prowadzi to do „trywializacji tego, za czym te osoby się opowiadają. W ten sposób sam papież zaciemnia stanowisko Kościoła i – w zależności od okoliczności – nawet wywołuje zniewagę wobec wiernych”. Dotyczy to zwłaszcza takich sytuacji, gdy papież jednocześnie nie „podtrzymuje nieskróconej nauki wiary” czy gdy nie „koryguje publicznie fałszywy poglądów tych osób”, czego przykładem jest choćby wykorzystywanie takich audiencji z papieżem przez o. Jamesa Martina SJ do propagowania agendy LGBT.
Zdaniem bp. Elegantiego „ostatni papieże utracili autorytet i duchowy kapitał”. Na plan główny, zamiast autorytatywnego nauczania, wysuwają się rzeczy i szczegóły, które są „nieistotne dla ich urzędu” – osobowość, prywatne skłonności papieży. A przecież „z pewnością mają ważniejsze rzeczy” na głowie. „Czy mają w ogóle dość czasu na to? Czy mają dość czasu, by rozważyć różne kwestie na modlitwie, spędzić długi czas przed Bogiem, aby mógł nimi pokierować? Czy mają dość czasu, by czytać, studiować dokumenty i przygotować wypowiedzi, w których naprawdę nauczają – nauczają autorytatywnie i jednoznacznie – zamiast przedstawiać spekulacje, które są dla nas bezużyteczne?” – pyta biskup.
Tymczasem trywializacji ulega nawet Msza św., gdy to papież staje w centrum uwagi jako swego rodzaju „kościelny celebryta, spychający Chrystusa” na bok. A na dodatek „tron papieski góruje nad ołtarzem. Msza święta na Placu św. Piotra powinna tak naprawdę służyć jako spotkanie z Panem, a nie być spektaklem ukazującym Jego sługę, papieża – by to wyrazić nieco polemicznie”.
Z drugiej strony papież nie powinien być zdaniem biskupa sprowadzany do „zwykłej osoby” poprzez banalne spotkania i działania mające więcej wspólnego z „public relations” niż z autentyczną godnością namiestnika Chrystusa. „Papieże stali się nazbyt ludzcy w sprawowaniu swojego urzędu. Ich osobowość, a nie ich urząd zajmuje główne miejsce”. Tymczasem „papieże wszak nie są ludźmi jak my. Powinni mieć szacunek dla swojego urzędu, jako strażnicy nauki Kościoła”, bowiem „to nie ich osobowość ma znaczenie, ale ich urząd”.
Stąd też istnieje potrzeba „dystansu – w pozytywnym tego słowa znaczeniu”. Nie chodzi tu o „wyniosłość, ale o godność” papieża. Bp Eleganti postuluje też więcej ciszy, milczenia niż aktywizmu, który właśnie sprowadza papieża do takiej „zwykłej osoby” z jednej strony, a „supergwiazdy” z drugiej. Nawet długie podróże papieskie zdaniem biskupa nie są konieczne w dobie, kiedy słowo papieża może „obiec glob w mgnieniu oka”.
Jak pisze bp Eleganti, urząd papieski „jest to krzyż”, który papież musi nieść, pamiętając słowa św. Jana Chrzciciela „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3,30).
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.