Do zdecydowanych działań coraz mocniej skłaniają Brukselę Niemcy – państwo, które przez lata należało do największych beneficjentów gospodarczej współpracy z Chinami. Teraz Berlin coraz bardziej obawia się, że to chińskie firmy zaczną wypierać europejskich producentów z ich własnego rynku.
Skala problemu staje się coraz trudniejsza do ignorowania. Deficyt handlowy Unii Europejskiej z Chinami osiągnął w 2025 roku 360,6 mld euro, a w pierwszej połowie 2026 roku jeszcze się powiększył. Pekin zwiększa eksport m.in. samochodów elektrycznych, baterii, tworzyw sztucznych, tekstyliów i produktów technologicznych. Szczególnie bolesne jest to dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, który jeszcze niedawno traktował Chiny przede wszystkim jako ogromny rynek zbytu, a dziś musi rywalizować z szybko rosnącymi chińskimi koncernami.
Berlin zmienia kurs. „Albo odejdziemy od globalizacji, albo zniknie europejski przemysł”
Zmiana podejścia Niemiec jest znamienna, ponieważ przez dwie dekady kolejne niemieckie rządy budowały bardzo bliskie relacje gospodarcze z Pekinem. Niemieckie koncerny inwestowały w Chinach, a tamtejszy rynek stał się jednym z filarów ich globalnej ekspansji.
Dziś ten model przestaje działać. Volkswagen, który jeszcze kilka lat temu sprzedawał w Chinach około 40 proc. swoich samochodów, traci tam udziały na rzecz lokalnych producentów. Jednocześnie chińskie marki coraz agresywniej wchodzą na rynek europejski, oferując szczególnie samochody elektryczne w cenach trudnych do osiągnięcia dla wielu producentów z UE.
Nastroje w Berlinie dobrze oddają słowa rozmówcy „Rzeczpospolitej”:
– „Albo odejdziemy od globalizacji w obecnym kształcie, albo zniknie cały europejski przemysł”.
Obawy dotyczą już zresztą nie tylko samochodów. Europejscy producenci alarmują, że chińska konkurencja coraz mocniej uderza także w przemysł chemiczny, stalowy, maszynowy, sektor baterii czy produkcję komponentów.
Bruksela zaczęła reagować już wcześniej. Unia nałożyła dodatkowe cła na chińskie samochody elektryczne po dochodzeniu, które wykazało szerokie subsydiowanie sektora przez państwo. Obecnie stawki mogą sięgać około 45 proc. w zależności od producenta. Coraz częściej pojawia się jednak przekonanie, że to za mało.
Jednym z nowych kierunków ma być silniejsze preferowanie europejskich przedsiębiorstw przy zamówieniach publicznych. Komisja Europejska zaproponowała właśnie reformę zasad przetargowych, która umożliwiałaby premiowanie ofert z odpowiednio wysokim udziałem produkcji pochodzącej z UE oraz ograniczanie dostępu do rynku firmom z państw, które nie zapewniają europejskim przedsiębiorstwom podobnych warunków.
Presja na Komisję rośnie także ze strony europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Roberto Vavassori, szef włoskiego stowarzyszenia dostawców motoryzacyjnych Anfia, wezwał Unię nawet do wprowadzenia 80-procentowych ceł na chińskie samochody i części po przekroczeniu określonego udziału w europejskim rynku.
Negocjacje z Chinami
Bruksela próbuje jednocześnie nakłonić Pekin do ustępstw. Unijny komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič oczekuje od Chin pierwszych konkretnych działań zmniejszających nierównowagę handlową już na początku października. W przeciwnym razie presja polityczna na zastosowanie kolejnych instrumentów ochronnych będzie rosła.
Znamienne jest także to, że zmianę kursu wymuszają właśnie Niemcy. Przez lata Berlin był jednym z największych przeciwników ostrej polityki handlowej wobec Chin, bo niemieckie koncerny zarabiały na eksporcie do Państwa Środka miliardy euro. Teraz sytuacja się odwraca: chińskie przedsiębiorstwa coraz częściej nie są już klientami niemieckich firm, ale ich bezpośrednimi konkurentami.
W efekcie Unia Europejska zaczyna zmierzać w kierunku, który Stany Zjednoczone obrały znacznie wcześniej – ochrony strategicznych gałęzi własnego przemysłu przed subsydiowaną konkurencją z Chin. Różnica polega na tym, że Donald Trump od początku stawiał przede wszystkim na wysokie cła i presję polityczną, podczas gdy Bruksela stara się łączyć bariery handlowe z preferencjami dla europejskiej produkcji i dalszymi negocjacjami z Pekinem.
Jeśli jednak chiński eksport będzie nadal tak szybko rósł, europejska polityka może stać się znacznie bardziej protekcjonistyczna. W sierpniu eksport Chin zwiększył się aż o 25 proc. rok do roku, a sprzedaż produktów wysokich technologii wzrosła jeszcze szybciej. Dla pogrążonego w problemach niemieckiego przemysłu to kolejny sygnał, że dotychczasowy model współpracy z Pekinem właśnie się kończy.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.