W ub. tygodniu w Bundestagu odbyła się debata, w czasie której współprzewodnicząca AfD Alice Weidel zaapelowała do rządu o podjęcie działań dyplomatycznych w sprawie wojny na Ukrainie.
- „W końcu zaangażujcie się w negocjacje pokojowe, tak jak robią to Stany Zjednoczone”
- wzywała.
W odpowiedzi kanclerz Friedrich Merz zapewnił, że Niemcy dalej będą wspierać opierającą się rosyjskiej agresji Ukrainę.
- „Wspieramy Ukrainę i będziemy ją nadal wspierać, ponieważ broni ona również naszej wolności”
- mówił.
AfD chce gazu z Rosji
Skąd nacisk AfD na działania dyplomatyczne?
- „Potrzebujemy taniego gazu ziemnego z Rosji. Będziemy do tego dążyć”
- oświadczyła Weidel.
Obwiniła przy tym ukraińskie władze o wysadzenie gazociągu Nord Stream.
- „Nadal (niemieckie władze) nagradzają domniemanych sprawców zamachu w Kijowie wypłatami w wysokości miliardów kosztem Niemiec”
- grzmiała.
W czasie tej samej debaty poseł AfD Jürgen Koegel mówił o „szanowanym prezydencie Władimirze Putinie” przekonując, że z jego strony nie ma żadnego zagrożenia wojennego dla NATO.
- „Stanowisko AfD w sprawie wojny w Ukrainie nie jest niczym nowym. Jednak od czasu zwycięstwa w wyborach do parlamentu Saksonii-Anhaltu 6 września br., gdzie z wynikiem prawie 44 procent stała się zdecydowanie najsilniejszą partią, reprezentuje je jeszcze bardziej stanowczo. Jeśli zsumować głosy oddane na AfD, Lewicę i populistyczno-lewicowy Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW), to około 60 procent mieszkańców Saksonii-Anhalt zagłosowało na partie, które podchodzą do wsparcia dla Ukrainy sceptycznie lub z odrzuceniem”
- komentuje na łamach „Deutsche Welle” Christoph Hasselbach.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.