Marchelska-Groszfeld polubiła wpis jednego z radnych Łomży z Konfederacji, w którym ten wzywał ministra rolnictwa, by podał się do dymisji. Chodziło o środki, jakie miała otrzymać żona ministra. W czasie konferencji prasowej starosta zambrowska podzieliła się szokującą reakcją polityka PSL.
- „Pan minister zagroził mi, zagroził mojej rodzinie, a przede wszystkim – nad czym bardziej ubolewam – powiedział, że jest w stanie użyć odpowiednich służb, aby mnie za tego lajka rozliczyć”
- powiedziała.
Zaznaczyła, że rozmowę tę słyszał członek zarządu powiatu Sebastian Mrówka oraz inne osoby uczestniczące w posiedzeniu.
Portal wPolityce.pl o zdarzenie zapytał samego ministra.
- „W żaden sposób nikomu nie groziłem, nikogo nie straszyłem. No, zadzwoniłem do pani starosty, żeby grę polityczną i walkę polityczną toczyła przeciwko mnie, bo jestem osobą publiczną, ale proszę, żeby nie ruszała mojej żony, bo ona nie jest w żaden sposób osobą publiczną”
- przekonuje Krajewski.
Stwierdził też, że rozmowa była prywatna i starosta powinna go uprzedzić, iż ktoś inny słyszy jego słowa.
- „Nie jest to chyba fair puszczanie prywatnych rozmów na tryb głośnomówiący. Powinna mnie uprzedzić, że jest podczas zarządu powiatu, że są radni”
- żali się reprezentant ludowców.
Zaznaczył przy tym, że „nie wstydzi i nie wypiera się żadnego wypowiedzianego wówczas słowa”
Do sprawy odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych kandydat PiS na premiera prof. Przemysław Czarnek.
- „Gdyby Stefan Krajewski był tak „odważny” w Brukseli, kiedy Niemcy przepychali umowę z państwami Mercosur, jak jest wobec kobiety – starosty zambrowskiej – w swojej prywatnej sprawie, może polscy rolnicy nie musieliby dziś płacić ceny za nieudolność tego rządu. Do dymisji!”
- napisał parlamentarzysta.
Zobacz wpis w X
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.