Autor przypomina, że po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji Polska udzieliła Ukrainie pomocy na niespotykaną skalę. Według danych Biura Bezpieczeństwa Narodowego łączna wartość wsparcia dla Ukrainy i uchodźców odpowiadała niemal 5 proc. polskiego PKB. Jednocześnie Rosołowski zwraca uwagę, że mimo tego wysiłku Polska coraz częściej spotyka się z krytyką za podnoszenie kwestii historycznych, gospodarczych czy bezpieczeństwa.

„Polska pozostaje sojusznikiem Ukrainy, ale nie będzie państwem, które bierze na siebie koszty wojny, a potem dowiaduje się z Berlina lub Brukseli, jak ma rozumieć własny interes” – pisze Rosołowski.

Publicysta przekonuje, że Niemcy starają się odzyskać wpływy na Ukrainie po latach błędnej polityki wobec Rosji. „Berlin wsadza klin między Warszawę a Kijów, bo silna oś polsko-ukraińska ograniczyłaby niemiecką dominację w regionie” – ocenia autor. W jego opinii odbudowa Ukrainy oraz wielomiliardowe wsparcie finansowe ze strony Niemiec mogą bezpośrednio przełożyć się w przyszłości na wzrost niemieckich wpływów politycznych i gospodarczych.

Podkreśla również, że Polska nie powinna oczekiwać wdzięczności w polityce międzynarodowej. „Najgorsze, co mogłaby dziś zrobić Warszawa, to dalej liczyć na wdzięczność. W polityce międzynarodowej wdzięczność trwa krótko, interesy zostają na lata” – zaznacza.