Wiadomości
Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk postanowił byłą prezes NBP a obecnie stoliczną kniahinię, która stała się dla jego ugrupowania wizerunkowym balastem, wystawić na odstrzał – czego jak czego, ale piarowej porażki przewodniczący partii i państwa tolerować na pewno nie będzie. Krotko mówiąc dyrygent wyszedł z bankietu by nie zostać wygwizdanym, a orkiestra zmuszona jest grać ostatniego waltza warszawskiego pod melodię „dziś do ciebie przyjść nie mogę”. Muszę premierowi przyznać, że jego polityka ma w tym wypadku głęboki sens – balast trzeba odciąć, bo inaczej cały balon (jakoś do PO to porównanie o wiele lepiej pasuje niż ś.p. RMS Titanic) rąbnie z impetem o glebę. Mało to uczciwe, kiedy tym balastem jest współpasażer, ale cóż – liczy się przecież dobro ogółu, a nie jednostki...