Nie taki Ojciec John Bashabora straszny, jak go media malują - zdjęcie
18.06.13, 08:08Ojciec John Baptist Bashobora (Fot. Ks Łukasz Turek)

Nie taki Ojciec John Bashabora straszny, jak go media malują

29

Przygotowujemy się do największych w historii Polski rekolekcji, które odbędą się na Stadionie Narodowym 6 lipca, poprowadzi je tam o. John Baptist Bashobora z Ugandy. Fronda.pl rozmawia o tych rekolekcjach z Ks. Łukaszem Turkiem, który jest zwyczajnym księdzem wikariuszem, od 12 lat. Obecnie pracuje w Wołominie. Swoją drogę nawrócenia w młodości odnalazł w Ruchu Odnowy Charyzmatycznej 21 lat temu i od tej pory stara się żyć w Duchu Świętym. Prócz tego od kilku lat pełni funkcję koordynatora diecezjalnego Odnowy w Duchu Świętym w diecezji Warszawsko - Praskiej... 

Jaka jest rola Księdza w organizacji rekolekcji "Jezus na Stadionie"

Obecnie odpowiedzialny jestem za przygotowanie duchowe, które w formie komentarzy do niedzielnej Liturgii Słowa pojawia się na stronie jezusnastadionie.pl . Miałem też konferencję formacyjną dla wolontariuszy. Ponadto staram się reklamować to wydarzenie w różnych mediach.

Proszę Księdza, skoro Ksiądz organizuje elementy formacji związane z tą imprezą, także dla wolontariuszy, zatem Ksiądz jest odpowiednią osobą, do zadania prostych pytań, jakie się nasuwają także czytelnikom naszego portalu fronda.pl. Po pierwsze: Dlaczego w Polsce organizuje się rekolekcje, przeprowadzane przez księży z Afryki? To już nie ma polskich księży, czy też są oni uważani za niewartych uwagi?

Aż tak źle nie jest :) Myślę, że w nas cały czas pokutuje przekonanie, że jak coś jest zza granicy, to jest lepsze. Ciągle aktualne jest przysłowie: cudze chwalicie, swego nie znacie. W Polsce rzeczywiście jest wielu kapłanów, przez których Jezus dociera do serc tysięcy ludzi i potwierdza ich nauczanie cudami i znakami, a mimo wszystko charyzmatyk z dalekich stron wydaje się "atrakcyjniejszy"... Pomijając te ludzkie względy pamiętajmy, że Kościół jest powszechny... katolicki - dlatego kapłani z dalekich krajów głoszą rekolekcje u nas, a wielu kapłanów z Polski wyjeżdża głosić rekolekcje w innych stronach świata.

Czy mógłby Ksiądz dać osobiste świadectwo swojego spotkania z O Johnem. Kiedy o nim usłyszał, co trafiło do jego serca, itp. Dlaczego osobiście zaangażował się akurat w rekolekcje prowadzone przez tego kapłana

Osobiście o. Johna spotkałem dwa razy: pierwszy raz podczas zwyczajnego posiłku w gronie osób, które pomagają mu w organizacji rekolekcji w Polsce, drugi raz podczas głoszonych przez niego rekolekcji ewangelizacyjnych dla kapłanów w Częstochowie. W obu przypadkach dał się poznać jako ktoś bardzo... zwyczajny. Nie stwarzał żadnego dystansu, otwarty, serdeczny, dowcipny, radosny, a przede wszystkim pełen wiary w to, że Jezus żyje i może wszystko.  

Podczas pierwszego spotkania - widząc moje rozmiary - zaproponował, że pomodli się za mnie żebym... schudł! :) I tak cała grupka osób otoczyła moją obfitość i zaczęła się modlić! Muszę przyznać, że ta modlitwa cały czas czeka na wysłuchanie :) Ta zwłoka to najpewniej problem mojej małej wiary.

Drugie spotkanie to czas doświadczania miłości Boga. Nie jest żadną tajemnicą, że najtrudniejszym zadaniem dla rekolekcjonisty jest "nawracanie" księży - było nas tam ponad 200! O. John w bardzo prostych słowach głosił nam Ewangelię i dawał świadectwo, że Jezus żyje! Niby nie mówił nic, czego byśmy nie "wiedzieli", ale jego nauczanie otwierało na nowo serca. To był piękny czas. Modlitwa, która towarzyszyła tym rekolekcjom była jakby inna - Duch Święty prowadził nas do nowej decyzji przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela, a potem odnawiał te dary, które otrzymaliśmy w sakramencie kapłaństwa i dał wiele innych... Jeden ze starszych kapłanów podzielił się ze mną świadectwem następującej treści: musiałem się zestarzeć, by przeżyć takie rekolekcje!

Ja też byłam na spotkaniu z O. Johnem, które miało kameralny charakter (co w jego wypadku oznacza że było ze 40 osób). Dodam, że poszłam tam ze sporymi uprzedzeniami, ponieważ krytyka której wcześniej o nim wysłuchałam, określała go jako pełnego pychy aktora, człowieka poruszającego emocje, emocjami doprowadzającego do ekstazy, odwodzącego swoją osobą od istoty kapłaństwa, wprowadzającego obyczaje protestanckie do katolicyzmu. Tymczasem spotkałam człowieka bardzo pokornego, który zdaje mi się pod każdym względem wymykać wyżej wspomnianemu schematowi myślenia o nim.

To co większość z nas wie o o. Johnie wynika głównie z publikacji prasowych, a te - niestety - często są nastawione na sensację, albo wprost nieprzychylne Kościołowi. Głoszenie Ewangelii od początku napotykało na różne przeciwności... Byli tacy, którzy słuchali i przyjmowali wiarę w Jezusa, a byli i tacy, którzy bluźnili i sprzeciwiali się... A byli i tacy, którzy głosili Ewangelię, by uprzykrzyć życie Apostołowi Narodów, a św. Paweł tak to skomentował: Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. [...] Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Flp 1,15 - 18 Tak więc należy się cieszyć, że piszą o Jezusie - nawet jeżeli rozpuszczają plotki na temat o. Johna.  Inny obraz posługi o. Bashobory mają ci, którzy mieli okazję z tej posługi skorzystać... tak więc zapraszamy, by przekonać się na własne oczy i uszy.

Jaka jest rola emocji, psychologii w tym całym wielkim zdarzeniu ?

W centrum posługi o. Johna jest zawsze Chrystus. Od początku świadomego życia doświadczał on opieki Jezusa i wszystko, co wydarzyło się w jego życiu, przypisuje mocy Zbawiciela. O. John nie głosi siebie. Opowiada zawsze o Jezusie i na Niego kieruje spojrzenie wszystkich słuchaczy.
W centrum posługi o. Bashobory jest Eucharystia, bo w niej w szczególny sposób obecny jest Ten, który ma moc przemienić nasze życie. Ważne jest jednak, by tą Eucharystią żyć, by z niej czerpać, by usunąć to wszystko, co blokuje Boże działanie w nas.

Ojciec dużo czasu poświęca nauce na temat grzechu. Poznanie swojego grzechu i oddanie go Jezusowi to podstawowy warunek, by doświadczyć działania łaski. Eucharystia, to uobecnienie ofiary, przez którą Jezus odkupił nasze grzechy, zwyciężył moc szatana, więc w niej jest źródło nowego życia, które jest do naszej dyspozycji.
Jeżeli stając przy ołtarzu uświadomimy sobie, że stoimy na Golgocie, pod Krzyżem i zanurzymy się we Krwi Jezusa, będzie to dla każdego z nas zupełnie nowe doświadczenie przebaczającej miłości Zbawiciela.

Czy jest możliwe, że ludzie czują się uzdrowieni bo zadziałały emocje?

Jeżeli chodzi o emocje...  Emocje są istotną częścią naszego życia... zaprzeczanie im, to zaprzeczanie swojemu człowieczeństwu. Przez emocje się wyrażamy, przez emocje poznajemy świat, ludzi, nawiązujemy relacje - także z Bogiem. Bóg posługuje się naszymi emocjami, by nawiązać z nimi zbawczy dialog. Porusza nas, pociąga ku sobie, zachęca, motywuje... Spotkanie z Miłością rodzi w każdym z nas wielkie emocje, przede wszystkim radość z tego, że jestem dla kogoś ważny, że jestem kochany. To piękne doświadczenie.

Nieporozumieniem jest jednak twierdzić, że to emocje nas uzdrawiają - jak to jeden z charyzmatyków stwierdził - podczas meczu piłkarskiego jakoś nikt nie został uzdrowiony - a przecież tam są wielkie emocje. To Jezus udziela nam swojej łaski, to On przywraca zdrowie duszy i ciała, to On daje nam zbawienie... Jasne, że gdy doświadczamy takiej bezwarunkowej miłości rodzą się wielkie emocje. Ludzie zaczynają się śmiać, tańczyć, krzyczeć, klaskać tego po prostu nie da się ukryć i nie wolno ukrywać! Gdy Apostołowie otrzymali Ducha Świętego i wyszli na ulicę z wielką radością, ludzie myśleli, że wszyscy się upili. Tam musiało się dopiero dziać! :)

W Biblii znajdziemy wiele przykładów, a nawet zachęty do wyrażania swoich emocji, do radowania się w Panu, bo radość w Panu jest naszą ostoją! Nie bójmy się więc pięknych emocji, bo one są tylko oznaką tego, że Jezus żyje i że tego namacalnie doświadczyliśmy.

Jednak na takich spotkaniach dzieją się spektakularne uzdrowienia. Np ludzie wstają z wózków. Na niedzielnej Mszy świętej raczej nie zobaczymy takiej sceny.

A czego oczekujemy przychodząc na "zwykłą" niedzielną Mszę? Może... niczego? Mam często wrażenie, że Msza Święta nam spowszedniała, że traktujemy ją jako cotygodniowy rytuał. Wiele osób nie wie po co przychodzi, do Kogo, ani z czym.

Jezus uzdrawia w czasie każdej Eucharystii, wylewa na nas morze łask, ale jeżeli nic od Niego nie chcemy, a zastanawiamy się ewentualnie o czym będzie kazanie i czy Msza będzie długa, to trudno o doświadczenie mocy Jezusa. o. John w czasie ostatnich rekolekcji zapytał się kto chce otrzymać łaskę Jezusa... a gdy zgłosiła się osoba, dał jej parasol, a potem wylewał na nią "morze łaski Jezusa" w postaci wody z butelki... i oczywiście nawet kropla do rzeczonej osoby nie dotarła...

Mam wrażenie że przychodzimy na niedzielną Eucharystię z takim parasolem: naszego braku oczekiwań, naszych niewyznanych grzechów, braku przebaczenia... To jest istotny problem.

Tymczasem na Msze „reklamowane” jako modlitwa o uzdrowienie przychodzą ludzie nastawieni na przyjmowanie. W mojej parafii podczas takich nabożeństw księża spowiadają bez przerwy przez 2 godziny i są to głębokie, przygotowane spowiedzi... i Bóg działa.

Niedawno usiłowano w dość niefortunny sposób "reklamować" rekolekcje z O. Johnem, mówiąc o "wskrzeszeniach"

Prawda... ciągnie się za o. Johnem taka czarna legenda, że niby mówił o tym, że wskrzesza ludzi... Tymczasem o. John nawet gdyby całe życie się wysilał, to z pewnością nikogo by nie uzdrowił, a tym bardziej nie wskrzesił... A Jezus... z Nim to już inna sprawa. Na kartach Ewangelii mamy kilka opisów wskrzeszeń: córka Jaira, syn wdowy z Nain, Łazarz... On jakoś sobie z nieboszczykami radzi, a co więcej czynił to także po Wniebowstąpieniu - przez Apostołów. W moim najszczerszym przekonaniu - mimo upływu 2000 lat Jezus nadal jest skuteczny i jeżeli chce taki cud uczynić z wiadomego sobie powodu - może to uczynić. Czy uczynił to przez o. Johna? - dlaczego nie? ale o szczegóły można zapytać jego. :)

Przyznam, że dla kogoś kto nie przywykł i nie bardzo rozumie o co chodzi, perspektywa tzw. upadku w Duchu Świętym jest niezbyt zachęcająca. Czy na tych rekolekcjach może się przydarzyć jakieś zbiorowe omdlenie?

To zależy jaka będzie pogoda... :) Jak będzie upalnie, to może się zdarzyć, ale zapewniam, że służby medyczne będą w pogotowiu! ;)

Spoczynek w Duchu Świętym to inna sprawa... jest niezależny od pogody, a zależny w pełni od decyzji Ducha Świętego. Tu nie potrzeba interwencji medycznej, bo sam Bóg interweniuje przez ten znak w życie konkretnego człowieka. Niektórzy porównują spoczynek w Duchu Świętym do znieczulenia przed operacją. Bóg w czasie tego doświadczenia przychodzi do człowieka z bardzo mocnym doświadczeniem swojej obecności. Dla niektórych ten czas jest związany z uwolnieniem od jakiegoś zniewolenia, lęku, grzechu, czy braku przebaczenia, dla innych momentem uzdrowienia wewnętrznego czy fizycznego, dla innych czasem doświadczenia miłości Boga itd... Jest to suwerenne działanie Boga, który uznaje, że dana osoba tego potrzebuje. Nie należy w tym upatrywać sensacji, czy jakoś specjalnie oczekiwać takich znaków. Niektórzy tak bardzo chcą tego doświadczyć, że... sami się rzucają na ziemię - zanim Duch Święty zdąży o tym pomyśleć ;) To nie ma sensu. Podobnie nie ma potrzeby obawiać się gdy Bóg zechce w ten sposób zadziałać. W Jego rękach nikomu krzywda się nie stanie!

Kim jest Duch Święty?

Miłością!!! Uosobioną Miłością, którą Ojciec i Syn nieustannie się obdarzają i którą wylewają na cały świata, na wszelkie ciało! Jest także uosobionym Pragnieniem Boga, byśmy byli święci i doskonali, jak doskonały jest nasz Ojciec w Niebie.

Rozmawiała Maria Patynowska

Komentarze (29):

anonim2013.06.18 8:51
@Do wątpiących Odpowiedzcie sobie na pytanie: Założmy że Bóg istnieje i jest taki jak o Nim mówią: jest Miłością, jest Szczęściem bez miary, jest Wszystkim. To czy racjonalne jest zamknąć się na Niego i nawet nie spróbowac dialogu z Nim? Może warto jednak spróbować... Spotkanie z O. Bashobora jest ku temu okazją. Przyjdź a Jezus uzdrowi Twoje życie. Pascal mówił: Jeżeli Boga nie ma to nic nie stracisz, a jeżeli On istnieje to zyskasz WSZYSTKO!
anonim2013.06.18 8:56
Bardzo ładny wywiad!
anonim2013.06.18 8:56
A po ile bilety?
anonim2013.06.18 9:16
Mam pytanie co do wskrzeszania nieboszczyków. Mnie uczono na religii, że w chwili śmierci dusza oddziela się od ciała i trafia do nieba, piekła, albo czyśćca. Jeśli teraz ktoś zostanie wskrzeszony to co -- dusza opuszcza niebo i wraca na ziemię? A jakiż to dla tej duszy interes, zamieniać raj wieczny na ziemskie cierpienie?
anonim2013.06.18 10:08
Dawno nie czytałem czegoś bardziej podnoszącego na duchu na tym portalu :) pozdrawiam
anonim2013.06.18 10:27
wielu łask życzę Tym co przybędą na "rekolekcje". Judasz i wielu żydów widzieli cuda a nawet wskrzeszenia dokonane przez Jezusa- i tak nie chcieli uwierzyć, a sługa nie jest przecież większy od swojego Pana
anonim2013.06.18 10:29
@Ostrowski. Okazję do spotkania Pana Jezusa zapewnia każda świątynia katolicka, w której jest Najświętszy Sakrament, każda Msza św., każdy kapłan. Hucpa na stadionie jest raczej okazją do spotkania o. Bashobory. I tyle. To taki katolicki celebryta. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. A te kilkadziesiąt tys. ludzi na stadionie to niby dla kogo przyjdzie? Dla Pana Jezusa czy dla o. Bashobory? Jeśli dla Pana Jezusa, niechże "rekolekcje" stadionowe poprowadzi ks. Kowalski z Pcimia Dolnego (nie obrażając Pcimian). Poza tym zawsze mnie zastanawiało, że Duch św. przyszedł do KK 50 lat temu od protestantów (zielonświątkowców). Ciekawe co porabiał wcześniej? No, ale cóż, nasz Zbawiciel przecie powiedział, "kto nie jest przeciwko nam, jest z nami", więc i dla takich akcji trzeba mieć wyrozumiałość. Z Bogiem.
anonim2013.06.18 10:39
"Przez emocje się wyrażamy, przez emocje poznajemy świat, ludzi, nawiązujemy relacje - także z Bogiem." Poznawać należy rozumowo, a relacje oparte na emocjach nie są trwałe.
anonim2013.06.18 11:02
dobre słowa
anonim2013.06.18 12:04
@Ostrowski "Założmy że Bóg istnieje i jest taki jak o Nim mówią: jest Miłością, jest Szczęściem bez miary, jest Wszystkim" - w tym wszystkim rozumiem mieści się też parę milionów dzieci które co roku nie dożywają piątych urodzin, prawda? W ogóle na Ziemii żyło do tej pory jakiś 100 miliardów ludzi, połowa z tych nieżyjących to dzieci.
anonim2013.06.18 12:09
Sarcinus napisał(a): Cze 18, 2013, 12:29 po południu Okazję do spotkania Pana Jezusa zapewnia każda świątynia katolicka, w której jest Najświętszy Sakrament, każda Msza św., każdy kapłan. *** Zgadza się - lecz aby doświadczyć w powyższym działania Pana, trzeba by już silnym wiarą. Spotkanie z o. Bashobora jest przede wszystkim ewangelizacją i dlatego też tak mocno manifestuje się na nich Moc Chrystusa. * "Poza tym zawsze mnie zastanawiało, że Duch św. przyszedł do KK 50 lat temu od protestantów (zielonświątkowców). Ciekawe co porabiał wcześniej?" Duch Swięty był zawsze obecny w swoim Kościele, tyle, że był też w tymże Kościele taki czas - dłuuuugi - kiedy to ludzie zamknęli się na Jego obecność i działanie. Poza tym - nadal wiele osób iważających się za porządnych katolików ma duże problemy z własnym nawróceniem. Przykład - pierwszy z brzegu, z tutejszych komentarzy: q napisał(a): Cze 18, 2013, 12:13 po południu Gorzej człowiekiem nazwać lewicowca, no bo jak można uznać człowieczeństwo u istoty która wierzy, że okradanie innych jest moralne? *** Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, nawet Ci, którzy Go odrzucają, nawet największy zbrodniarz.
anonim2013.06.18 12:47
Apologetyczny napisał(a): "Kościół przed soborem był zamknięty na działanie Ducha, aha no tak i dlatego wydał z siebie tyle dzieł, tyle świętych, fakt to nie ma żadnego znaczenia." *** Miałam tutaj na uwadze Kościół w szerokim znaczeniu tego słowa. Nie wszystkie działania ludzi Kościoła były zgodne z nauczaniem Jezusa, a już na pewno nie były zgodne z przesłaniem Ewangelii wojny prowadzone pod egidą Kościoła, gdy to strona katolicka była atakującą. Nie było też właściwym odebranie wyznawcom Chrystusa możliwości karmienia się Słowem Bożym. Poza tym - jak widać w wielu komentarzach tutaj - niektórzy nadal są zamknięci na nawiązanie osobistej relacji ze Zbawicielem, co pokazuje chociaż przykład, gdy wątpią w to, iż nasz Pan manifestuje swoją obecność tak mocno, jak to czynił na początku chrześcijaństwa. Wątpiących w słowa Jezusa: 15 I rzekł do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. 17 Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 18 węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie". (Mk 16,15-18)
anonim2013.06.18 12:55
SZKODA ZE WIERZACY NIE POTRAFIA TAK PRZEZYWAC EUCHARYSTII...a tam zywy PAN JEZUS POKARM ZYCIA KTO Z WIARA PO NIEGO IDZIE..
anonim2013.06.18 13:03
@Hiac Gdyby wszyscy uważający się za katolików byli wierzący, to ewangelizacja pośród ochrzczonych nie była by potrzebna. Jezus nie manifestowałby też swojej żywej obecności, bo On to robi nie dla wierzących, ale właśnie po to, aby wiarę w ludziach pobudzić.
anonim2013.06.18 14:38
W dyskusjach Frondowych najpiękniejsze jest to, że podważony zostaje - ustalony jeszcze przez błazna Stańczyka - mit, iż w Polsce najwięcej mamy lekarzy. Dyskusje Frondowe udowadniają bezsprzecznie, że najwięcej w Polsce mamy... teologów. Co komentator to znawca co najmniej formatu Akwinaty.
anonim2013.06.18 14:38
Interpunkcja drugiego akapitu zawiodła. Z treści wynika, że Fronda już od 12 lat przeprowadza wywiad z ks. Łukaszem ;-) (niepotrzebny przecinek wydzielił wtrącenie)
anonim2013.06.18 14:51
@Klara Piszesz: "- lecz, by doświadczyć w powyższym działania Pana, trzeba by już silnym wiarą." A skąd pochodzi nasza wiara? Czyż nie jest łaską? Czy otrzymując dar wiary nie doświadczamy działania Pana? Bóg Jest Miłością. Od Niego pochodzi wszystko stworzenie. I wszystko jest darem, łaską. Także cierpienie, choć tak trudno nam to zrozumieć i przyjąć z miłością. Pozdrawiam
anonim2013.06.18 18:50
Polipid3 napisał(a): "A po ile bilety?" *** Tego nie wiem, ale pozwolę sobie zauważyć, że w koszt biletów wchodzi: - koszty wynajęcia Stadionu Narodowego (nie są małe) - koszty posiłków, - pokrycie kosztów podróży o. Bashabora - i przydało by się też dać misjonarzowi jakąś ofiarę na jego sieroty.
anonim2013.06.18 19:24
Apologetyczny napisał(a): 1. Proszę wskaż mi wojny w których strona katolicka była atakująca * Było tego trochę, ale o szczegóły musiałabym zapytać kolegę, który studiował "Historię Kościoła". *** 2. Słowo Boże to nie tylko Biblia ale to co mówi kościół. * Pismo Swięte jest Listem Boga, kochającego nas Ojca - On bardzo pragnie, abyśmy karmili się tym Słowem. W Biblii Bóg jest obecny w sposób szczególny, nie można tego nawet przyrównać do Dokumentów Kościoła czy Dzieł ludzi świętych. Bolączką katolików było i jest nadal to, że Biblii nie znają. Nie można POZNAC Boga dystansując się od Słowa Bożego. To co naucza Kościół (Prawdy Wiary, Dogmaty) jest jak najbardziej wkorzenione w Pismo Swięte, ale to jednak już nie jest obcowanie z Bogiem samym. Podam przykład, może niezbyt adekwatny, ale ... Kochający mnie tata napisał do mnie list, a mama zamiast dać mi go przeczytać, tylko referuje treść. 3. Cudów na siłę nie szukam - TERAZ - ale kiedyś byłam w sytuacji niedowierzającego Tomasza i gdybym "nie dotknęła" Zmartwychwstałego, to bym nie uwierzyła. Mało tego - gdyby On sam nie powiedział mi wyraźnie, że chce mieć mnie w Kościele katolickim, to bym do Kościoła świadomie i dobrowolnie nie weszła. Kiedyś byłam też świadkiem uzdrowienia podczas podobnego spotkania, jakie teraz jest z o. Bashabora - wtedy posługiwał o.Tardif. Widziałam, jak podczas modlitwy zostały uzdrowione oczka malutkiej dziewczynki, którą tata trzymał na rękach. I choć już wtedy sama doświadczyłam realnej obecności Jezusa w swoim życiu, to jednak to co widziałam zrobiło na mnie mocne wrażenie. A co do samej suchej wiary - jest z tym różnie. Mamy sporo świadectw księży, którzy doświadczyli podczas tego typu spotkań obecności żywego Boga, co diametralnie odmieniło ich życie. Jako przykład odwołam się tutaj do swojego wpisu na pewnym forum: http://wielodzietni.org/discussion/15470/duch-moca-swa-wieje-/p1 Nie bez powodu też ks.bp Kiernikowski mawia, że mamy w Kościele sporo osób praktykujących, ale niewierzących. Dokładnie to samo widział ks. Franciszek Blachnicki - jeszcze przed SV II - i dlatego właśnie został twórcą Ruchu Swiatło-Zycie.
anonim2013.06.18 19:29
Beta napisał(a): A skąd pochodzi nasza wiara? Czyż nie jest łaską? Czy otrzymując dar wiary nie doświadczamy działania Pana? *** Niewątpliwie jest łaską, ale trzeba jednak się na przyjęcie jej otworzyć. Ja swoją edukację w Kk zakończyłam zaraz po I Komunii św. i od 10 roku życia deklarowałam się ateistką. Potrzeba było bardzo wielu lat i splotu różnych okoliczności, aby Pan mógł mnie wreszcie pochwycić. Poniżej link na moje świadectwo: "Ojciec nazywał mnie Słoneczkiem Carlsberskim". http://www.fronda.pl/blogi/bog-jest-miloscia/ojciec-nazywal-mnie-sloneczkiem-carlsberskim,26690.html PS: Tytuł pochodzi od redaktora, który zrobił ze mną wywiad.
anonim2013.06.18 19:49
Polecam artykuł: "Stadion uwielbieniowy w Warszawie" http://gosc.pl/doc/1591600.Stadion-uwielbieniowy-w-Warszawie "Posługa o. Johna Bashobory nie jest najistotniejsza! Najważniejsze jest to, że w Roku Wiary kilkudziesięciotysięczny tłum będzie uwielbiał na stadionie Jezusa. Centralnym punktem programu będzie Eucharystia." Niestety, całość jest w wydaniu papierowym. Przepiszę fragment, moim zdaniem istotny. " - Przebaczenie jest warunkiem uzdrowienia - opowiada o. Bashobora. Wie co mówi. Gdy miał dwa latka, zmarł jego ojciec, a on sam trafił na wychowanie do ciotki. (...) w dniu jego święceń ciocia podeszła do niego i nieśmiało powiedziała: "Muszę ci coś wyznać... Gdy byłeś mały i trafiłeś do mnie, wiele razy myślałam o tym, żeby cię zabić". "Przebaczam ci, ciociu" - odpowiedział. "Byłam zazdrosna o to, że byłeś bystrym, inteligentnym chłopcem, (...) Podałam ci kiedyś zatrutą owsiankę. Gdy uczyniłeś przed jedzeniem znak krzyża, naczynie pękło". " Ja akurat jestem pewna, że coś takiego miało miejsce, bo jeśli Pan mógł dać Klarci ogórka kiszonego*, to tym bardziej mógł ocalić od śmierci Johna, wobec którego miał konkretne plany. * - Jak dobry Pan, dał Klarci ogórka kiszonego. "http://www.fronda.pl/blogi/bog-jest-miloscia/jak-dobry-pan-dal-klarci-ogorka-kiszonego,4140.html
anonim2013.06.18 20:20
@Apologetyczny Tym razem nie chodziło o wojny krzyżowe, bo te akurat miały swoje uzasadnienie. Niedokładnie pamiętam jakie to były działania, więc nie podaję ich, ale, że bywały takowe, jestem tego pewna. Niestety był taki czas w Kościele, gdy papiestwo było zbyt mocno związane z tronem.
anonim2013.06.18 20:31
Klaro Oczywiście na łaskę trzeba się otworzyć, nie mniej, by doświadczyć działania Pana, wcale nie trzeba być silnym wiarą. On nie przestaje szukać tych najsłabszych, poranionych. Pierwsze dotknięcie, które przeżyłam bardzo głęboko, miałam w chwili zwątpienia. A co, jeśli tam nic nie ma? - pytałam i przeraziłam się własnych myśli. Spowiednik dał mi pewną radę: Zaufaj i daj się prowadzić. A ja nie potrafiłam zaufać. We łzach i na kolanach błagałam: Przyjdź z pomocą niedowiarstwu memu. I przyszedł .... Do niewiernego Tomasza i owcy poranionej.
anonim2013.06.19 21:57
o. John to pokorny, skromny i obdarzony wielkim charyzmatem nauki kapłan. To co robi to przede wszystkim głoszenie Słowa, ukazywanie nauki Chrystusa na konkretnych przykładach i zachęcanie ku większej miłości do Niego. Nie omija spraw trudnych, nie unika wypominania wiernym grzechów, przewinień, słabości ludzkich. Ale czyni to z ogromną miłością do ludzi. Zachowuje przy tym ortodoksyjną naukę Kościoła, nigdzie nie "zbacza", podkreślą maryjność. Głosi też Ewangelię ekspresyjnie, na charakterystyczny dla Afrykanów sposób, ale przez to ożywia nas, często odrętwiałych jak kołki. A kwestia uzdrowień? Wyprowadza się ją przecież z samych słów Pisma, które bardzo często cytuje. Inni charyzmatycy podkreślają też, że nie ważne czy ze spotkania , rekolekcji czy mszy o uzdrowienie wyjdzie się uzdrowionym czy nie, ale ważny jest kontakt ze Słowem, osobista relacja z Bogiem jakiej się wtedy doświadcza. Nie zapomnę też słów księdza-gospodarza jednego ze spotkań z o. Johnem który przed całodniowym spotkaniem, konferencjami i Eucharystią powiedział do zebranych m. i.n tak: "Jeśli ktoś przyszedł tu żeby zobaczyć tu ponadnaturalnych, spektakularnych rzeczy, może już teraz wracać do domu. Podobnie jeśli przyszedł tu ktoś bez spowiedzi, w pełni świadomie z nieczystym sercem". Byłem osobiście na dwóch spotkaniach z o. Bashaborą, przesłuchałem wiele godzin jego innych konferencji co tylko potwierdziło że wszelkie uprzedzenia co do niego wynikają albo z bardzo złej woli albo z kompletnej niewiedzy.
anonim2013.06.20 10:58
Ładnie ten temat ujął i wytłumaczył autor na portalu: http://www.eprudnik.pl/gazeta-wyborcza-drwi-z-akcji-jezus-na-stadionie/
anonim2013.06.21 7:10
@Tobiasz1 - jak rozumowo, nie emocjonalnie niemowlę buduje relacje z matką? Świat poznajemy wszystkimi zmysłami, używamy wszystkich zdolności - i rozumu, i emocji, duchowych i fizycznych. Wycięcie którejkolwiek, uznanie jednej za lepszą od drugiej zubaża człowieka. Każdy człowiek ma trochę to inaczej - inny pakiet - otrzymał od Stwórcy. Nie wolno narzucać pod tym względem jednej wersji wszystkim - różne mamy dary, ale jest jedno Ciało. Przyczyn miłości Boga do człowieka nie da się uzasadnić rozumowo, bo na Tą miłość NIKT nie jest w stanie zasłużyć. Doświadczenie emocjonalne Tej miłości jest podstawą także mojej relacji z Bogiem - Miłością. Wielu od Boga i Kościoła odciągnęły rozumowe dywagacje; wielu - pomimo osobistego doświadczenia Miłości Boga - jest dziś daleko od Jedynego i Jego Kościoła. Potrzeba modlitwy i za jednych, i za drugich.
anonim2013.06.22 11:06
@Dźwiedź Miałem na myśli dojrzałą relację. Niemowlę nie może być równorzędnym partnerem. Relacja niemowlęcia i matki jest czymś instynktownym, naturalnym. Natomiast wchodzenie w jakąkolwiek dojrzałą relację musi być kwestią woli. Co w żadnym wypadku nie oznacza, że nie należy niedoceniać roli uczuć! Uczucia są czymś pięknym ale nie na tyle trwałym by robienie z nich fundamentu nie przypominało budowania na piasku. Uznanie wyższości rozumu nie zubaża, przeciwnie. świat jest rzeczywistością obiektywną, a doznania zmysłowe i uczucia czymś subiektywnym. Stąd różnica między mniemaniem a poznaniem. Zgadzam się, że u każdego jest różnie i otrzymujemy różne dary i że doświadczenie emocjonalne ma niebagatelną rolę, ale n i e może być podstawą relacji. Miłość to nie uczucie! Rozum bez uczucia - za mało, jałowieje. Stąd uwaga o zagrożenich z jałowych dywagacji bardzo trafna.
anonim2013.06.22 17:14
@Tobiasz1: Cieszę się z odpowiedzi i jednak dużo bliższego stanowiska, niż wynikało to z pierwszego wpisu. Pozdrawiam!
anonim2013.06.30 14:32
"Jeśli teraz ktoś zostanie wskrzeszony to co -- dusza opuszcza niebo i wraca na ziemię? A jakiż to dla tej duszy interes, zamieniać raj wieczny na ziemskie cierpienie?" Czy interes to nie wiem ale wydaje mi się, ze niektórzy chcieliby coś naprawić :)