Wiadomości
Pamiętam spotkanie sprzed trzech i pół roku temu w małej salce Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na Foksal, w sprawie niewykrytej zbrodni dokonanej na Jarosławie Ziętarze. Inicjatorami byli dwaj poznańscy koledzy zamordowanego dziennikarza, zaś organizatorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy Stowarzyszeniu. Nie ulegało dla nikogo wątpliwości, że młody dziennikarz zginął dlatego tylko, że w wykonywaniu swego zawodu kierował się uczciwością i bezkompromisowością. Wykonując swą pracę naraził się światu biznesu, działającego wówczas, może najwyraźniej w kraju w Wielkopolsce właśnie, w ścisłym powiązaniu z niedawnymi tajnymi służbami i światem kryminalnym. Rezultatem spotkania były apele skierowane do premiera Tuska i Prokuratura Generalnego o poważne zajęcie się niewyjaśnioną zbrodnią z początku lat 90, na jedynym w wolnej Polsce dziennikarzu. Podpisując się pod owymi apelami, traktowałem to jako zwykły obowiązek, spoczywający na każdym członku naszej zawodowej społeczności. Z nik