„Cristiada”, czyli wezwanie do walki
„Cristiadę” ogląda się z wypiekami na twarzy, łzami w oczach i modlitwą na ustach. Ona wzywa do nawrócenia, przemiany własnego życia i stanięcia twarzą w twarz z wyzwaniami, które stawia przed nami Bóg. I nie ma się czemu dziwić. Ten film nie jest bowiem ani westernem, ani klasycznym filmem wojennym (brak takiej klasyfikacji zarzuca mu Łukasz Adamski), ale filmową wersją życiorysów świętych, które mają nie tyle bawić, zachwycać, ile skłaniać do przemiany życia. I to się, nawet jeśli zgodzić się z niektórych zarzutami warsztatowymi, temu filmowi udaje.