Wiadomości
W piątek, po raz 55 z rzędu, rozpoczynają się obrady Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, jednego z największych spotkań światowych polityków i ekspertów poświęconych ważnym sprawom i wyzwaniom, przed którymi stoimy. Przed laty, pisze to dla przypomnienia, właśnie na monachijskim forum rosyjski prezydent wygłosił swe słynne zdanie o tym, że największą geopolityczną katastrofą XX wieku był rozpad ZSRR. Tym razem Putina w Monachium nie będzie, zastąpi go minister spraw zagranicznych Ławrow, bo Putin spotyka się z prezydentami Turcji i Iranu, po to aby dyskutować o coraz bardziej komplikującej się sytuacji w Syrii. Ale to nie znaczy, że monachijskie spotkanie straciło na znaczeniu. Wręcz przeciwnie, w mojej opinii zyskało, bo w jego trakcie artykułowana będzie opinia przede wszystkim niemiecka (prezydenta Francji też nie będzie) i tej części brukselskiej elity urzędniczej, która orientuje się na Berlin. W ubiegłym roku, właśnie w trakcie monachijskich obrad, szef Komisji Europejskiej