Wiadomości
Donald Tusk oddając smoleńskie śledztwo w ręce Rosjan zrobił to, co umie najlepiej – odsunął od siebie problemy naiwnie wierząc, że ktoś wykona za niego niewdzięczną robotę i na tacy poda mu jej efekty, którymi będzie mógł się pochwalić i odtrąbić sukces. Klasyczny przypadek spychologii, dziedziny przez premiera opanowanej do perfekcji. Pech chciał, że tym razem nie trafił na frajera, którego można wystrychnąć na dudka (tudzież wydudkać na strychu), ale na gracza, któremu do pięt nie dorasta. Władimir Putin nad problemem się pochylił, robotę wziął i... rozgrywa Polskę zgodnie z rosyjskim i własnym interesem oraz zasadą „dziel i rządź”. Na samym wstępie ustawił premiera polskiego rządu w opozycji do narodu, bratając się z nim w świetle fleszy nad ciepłymi jeszcze ciałami ofiar, udając współczucie i troskę, by już po chwili zabrać się za niszczenie dowodów i takie przedstawienie wypadków w raporcie ze śledztwa, by nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł go uznać za zgodny z prawdą i rzeteln