Donald Tusk oddając smoleńskie śledztwo w ręce Rosjan zrobił to, co umie najlepiej – odsunął od siebie problemy naiwnie wierząc, że ktoś wykona za niego niewdzięczną robotę i na tacy poda mu jej efekty, którymi będzie mógł się pochwalić i odtrąbić sukces. Klasyczny przypadek spychologii, dziedziny przez premiera opanowanej do perfekcji. Pech chciał, że tym razem nie trafił na frajera, którego można wystrychnąć na dudka (tudzież wydudkać na strychu), ale na gracza, któremu do pięt nie dorasta. Władimir Putin nad problemem się pochylił, robotę wziął i... rozgrywa Polskę zgodnie z rosyjskim i własnym interesem oraz zasadą „dziel i rządź”. Na samym wstępie ustawił premiera polskiego rządu w opozycji do narodu, bratając się z nim w świetle fleszy nad ciepłymi jeszcze ciałami ofiar, udając współczucie i troskę, by już po chwili zabrać się za niszczenie dowodów i takie przedstawienie wypadków w raporcie ze śledztwa, by nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł go uznać za zgodny z prawdą i rzetelny. W dodatku celowo napisany tak, by w ludzkich głowach zrodziło się podejrzenie o celowym działaniu, o zamachu.
W interesie rosyjskiej racji stanu jest, by świat raczej uważał naszych wschodnich sąsiadów za kraj bandycki taki, w którym panuje – nie bójmy się grubego słowa – burdel. Lepiej być bandytą niż patałachem, lepiej by nas się bali niż lekceważyli traktując jak kogoś niespełna rozumu, kto nie potrafi zapanować nad własnym podwórkiem. W dodatku mogą Rosjanie swoją grę prowadzić całkowicie bezkarnie, bez obawy przed ewentualnymi konsekwencjami. Gdyby Putinowi nagle ubzdurało się wystąpić w, dajmy na to, głównym kanale rosyjskiej telewizji i ogłosić całemu światu, że podczas remontu w Samarze jego służby podłożyły w tupolewie bombę, którą odpalono przy podchodzeniu do lądowania na smoleńskim lotnisku, to... nic. Świat odwróciłby głowę i udawał, że cierpi na okresową głuchotę, zachowując się dokładnie tak samo, jak przed siedemdziesięciu laty, kiedy odkryto masowe groby polskich oficerów zamordowanych na rozkaz Stalina. Z Rosją nikt nie zadrze, nikt nie zaryzykuje warknięcia niedźwiedzia. Gdyby zaś Władimirowi Władimirowiczowi przyszło do głowy z rozbrajającą szczerością wyznać, że o to podłożenie bomby poprosił go Tusk, Komorowski, czy którykolwiek z polskich polityków, to jedynym efektem byłaby ruchawka w naszym kraju i lincz na delikwencie wskazanym palcem przez kremlowskiego rezydenta. Świat nadal by milczał, całe swoje ewentualne potępienie kierując przeciwko Polsce i jej władzom.
Ja nie wiem, jakie były przyczyny katastrofy rządowego samolotu z Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Nie wiem, czy doszło do zamachu, czy była to przypadkowa awaria jakichś podzespołów, czy zawinili kontrolerzy z lotniska Siewiernyj. Nie wiem, czy wybuchy o których mówią eksperci zespołu Macierewicza były spowodowane przez ładunki wybuchowe, czy może nastąpił wyciek paliwa, czy też żadnych wybuchów w ogóle nie było. Wiem natomiast, że w chwili obecnej ustalenia wspomnianych ekspertów są najbardziej wiarygodną wersją wydarzeń, bo to co przedstawia strona rządowa nie trzyma się ani kupy, ani... sensu. Raz gen. Naciskający na pilotów gen. Błasik, którego nie było w kabinie, cudowne pojawienie się trotylu na próbkach wraku, brzoza rosnąca po ścięciu, przekopane na „metr w głąb” miejsce katastrofy nietknięte łopatą, doskonała współpraca rosyjskich patologów z ich polskimi kolegami po fachu, których nie dopuszczono do sekcji... to tylko niektóre z idiotyzmów, w jakie kazano nam wierzyć. I nadal karze, w imię dobrosąsiedzkich stosunków i niedzielenia narodu. A o ofiarach lepiej zapomnieć, państwo przecież zdało egzamin z logistyki organizując dziewięćdziesiąt sześć pogrzebów w krótkim czasie. A że przy okazji pomylono zawartość kilku trumien? I co z tego? Grunt, żeby spokój był...
Donald Tusk wpadł w pułapkę własnego sprytu. Oddając śledztwo Rosjanom został przez nich zmuszony do tańczenia zgodnego z kremlowskim rytmem. Stąd raport komisji Millera skopiowany niemal słowo w słowo z tego, który przygotowała gen. Anodina, stąd zamiana w tymże raporcie „miejsc wybuchów” w strefy pożarów, stąd wreszcie propagandowa komisja Macieja Laska, której jedynym zadaniem jest dezawuowanie ustaleń parlamentarnego zespołu pod wodzą Antoniego Macierewicza. Premier Tusk doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli tylko spróbuje się wychylić i działać na własną rękę to Putin odpali taką bombę, po której strona polska się nie pozbiera...
Alexander Degrejt
