Wiadomości
Kilka dni temu, na polskie ekrany wszedł brytyjski film „Tajemnica Filomeny” samego Stephena Frearsa. Choć zręcznie zrobiony, interesujący nie tylko z powodów artystycznych – jest zarazem sygnałem pojawienia się w brytyjskim kinie nowego trendu, a może nawet zmiany kursu politycznego do tematu „chrześcijaństwo”, „katolicyzm”? Jeszcze do niedawna obserwowało się zmasowany krytycyzm – gorzej, jedynie tematy jawnie anty-chrześcijańskie, a zwłaszcza anty-katolickie mogły liczyć na pieniądze z UK Film Council, tutejszego ministerstwa kinematografii, a potem festiwalowe nagrody. Dziś, paradoksalnie, za sprawą jednego z tuzów angielskiego kina Stephena Frearsa, jakby „puściły lody”. Co nie znaczy, że tuż, tuż za tym przyjdzie pełna wiosna. Oczywiście, nic nie dzieje się bez przyczyny.