Wiadomości
W ostatnich tygodniach w polskich mediach toczy się dyskusja nad dostępnością środków wczesnoporonnych – tzw. pigułki „dzień po”. Jak to zwykle bywa w kwestiach o szczególnym znaczeniu, sprawa jest złożona; wielu odrzuca już samo określenie „wczesnoporonna”, uznając pigułkę za środek „jedynie” antykoncepcyjny. Wciąż pobrzmiewa pytanie, czy istnieje prawny wymóg sprzedawania farmaceutyku bez recepty, gdyż nowe regulacje prawne tłumaczono dyrektywami Unii Europejskiej – a jednocześnie rzecznik Komisji Europejskiej ds. Zdrowia potwierdził, iż takiego obowiązku nie ma... Dostępność pigułki „dzień po” może zatoczyć bardzo szerokie kręgi – szczególne kontrowersje wzbudza prawdopodobna perspektywa jej udostępnienia osobom niepełnoletnim. Cała ta dyskusja prędzej czy później wraca do pytań najbardziej podstawowych: czy antykoncepcja jest moralnie dopuszczalna? Czy jest w ogóle potrzebna? I jak rozumieć to, że ludzkość zaczęła panicznie bać się tego, co powinna cenić jako jeden z najpiękniejszy