Zbiornica działa w Skórcu od kilkudziesięciu lat i zajmuje się odbiorem oraz transportem produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego. Sama firma przedstawia się jako jeden z największych i najnowocześniejszych zakładów pośrednich w kraju, działający w obszarze zbiórki i transportu materiałów kategorii 1, 2 i 3 oraz odpadów zwierzęcych i roślinnych. Na swojej stronie podkreśla, że działa od 35 lat, jest finansowana przez polski kapitał oraz posiada wymagane decyzje weterynaryjne i środowiskowe.
„To część strategicznej infrastruktury”
Sprawa nie jest jednak prosta, bo zakłady tego typu pełnią ważną funkcję sanitarną. Martwe zwierzęta, odpady poubojowe i inne produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego nie mogą pozostawać w gospodarstwach ani trafiać poza legalny system. Unijne przepisy dzielą takie materiały na trzy kategorie ryzyka: kategoria 1 oznacza najwyższe ryzyko, kategoria 2 pośrednie, a kategoria 3 niskie.
Komisja Europejska podkreśla, że ich wykorzystanie, przechowywanie, przetwarzanie i unieszkodliwianie są objęte ścisłymi zasadami, aby ograniczać ryzyko dla ludzi, zwierząt i łańcucha żywnościowego.
Dlatego Monika Przeworska, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, mówi wprost, że podobne przedsiębiorstwa są ważne nie tylko dla branży, ale i dla bezpieczeństwa państwa.
„Zakłady zajmujące się odbiorem i zagospodarowaniem produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego są niezwykle ważnym elementem bezpieczeństwa państwa i funkcjonowania polskiego rolnictwa” – podkreśla ekspertka. Jak dodaje, odpowiadają one za „sprawne usuwanie padłych zwierząt oraz odpadów biologicznych”, co ma znaczenie dla ograniczania ryzyka chorób zakaźnych, takich jak ASF czy ptasia grypa.
Przeworska zaznacza, że bez takiej infrastruktury trudno mówić o bezpieczeństwie sanitarnym gospodarstw, stabilnej produkcji żywności i ciągłości działania sektora hodowlanego. „Rolnicy muszą mieć pewność, że w sytuacjach kryzysowych system odbioru i utylizacji działa szybko, skutecznie i zgodnie z najwyższymi standardami” – wskazuje. Jej zdaniem takie przedsiębiorstwa należy traktować „nie tylko jako działalność gospodarczą, ale jako część strategicznej infrastruktury wspierającej bezpieczeństwo żywnościowe kraju”.
Od utylizacji do gospodarki obiegu zamkniętego
Prezes Zbiornicy Skórzec Marcin Cabaj przekonuje, że branża w ostatnich latach zmieniła się technologicznie. Odpady pochodzenia zwierzęcego nie są już wyłącznie problemem do neutralizacji, lecz coraz częściej stają się surowcem do odzysku energii i komponentów przemysłowych. „Dekadę temu naszym podstawowym celem była bezpieczna neutralizacja materiału biologicznego. Dziś coraz częściej zajmujemy się odzyskiem surowców, energii i komponentów, które wracają do użytku” – mówi Cabaj.
To wpisuje się w szerszy trend gospodarki obiegu zamkniętego. Produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego, po odpowiednim przetworzeniu i przy zachowaniu restrykcyjnych norm, mogą być wykorzystywane m.in. w energetyce, przemyśle paszowym, kosmetycznym czy farmaceutycznym. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) przypomina, że cały ten obszar jest w UE ściśle regulowany właśnie dlatego, że błędy w gospodarowaniu materiałem biologicznym mogłyby oznaczać ryzyko sanitarne i środowiskowe.
Wójt: problem zapachu ma zostać ograniczony
Wójt gminy Skórzec Jerzy Długosz przyznał w rozmowie z Radiem dla Ciebie, że właściciel zakładu spotkał się z radą gminy i przedstawił program ograniczania uciążliwości. „Właściciel odbył spotkanie z radą gminy, na którym przedstawił nam program minimalizowania tej uciążliwości funkcjonowania tego zakładu” – mówił. Jak dodał, „w ciągu najbliższych miesięcy problem tego uciążliwego zapachu zostanie zniwelowany”, choć „jest to proces, który nie trwa jeden dzień”.
Cabaj również deklaruje, że firma nie ignoruje mieszkańców. „Sama forma transportu, wywozu, czy też momenty przeładunku generują oczywiście emisję zapachową, ale pracujemy nad tym” – tłumaczy. Według niego zakład inwestuje w dodatkowe rozwiązania ograniczające odór, w tym filtrację powietrza, kurtyny zamgławiające i filtr węglowy. „Nie pozostajemy głusi na informacje ze strony mieszkańców” – podkreśla właściciel.
Biogazownia jako rozwiązanie czy kolejny punkt zapalny?
Jednym z pomysłów właściciela jest budowa biogazowni przy zakładzie. Według przedstawicieli firmy takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć transport i przeładunek odpadów, bo część procesu odbywałaby się w zamkniętym systemie. Mieszkańcy obawiają się jednak nie tylko zapachu, ale również potencjalnego ryzyka dla okolicznych gospodarstw, transportu biologicznego i wpływu inwestycji na jakość życia. Radio dla Ciebie już w marcu informowało, że część mieszkańców sprzeciwia się zarówno rozbudowie zbiornicy, jak i planowanej biogazowni.
Argument energetyczny wydaje się także istotny. Polska Grupa Biogazowa wskazywała przy uruchamianiu instalacji w Gogolinie, że biogazownia o mocy 1 MW może produkować około 9 GWh energii elektrycznej rocznie, czyli tyle, ile wystarcza na potrzeby około 3 tys. gospodarstw domowych. W tym sensie biogazownie mogą być nie tylko narzędziem utylizacji odpadów organicznych, ale także lokalnym źródłem energii.
Ogromny rynek i pytania o konkurencję
W tle sporu pojawiają się duże pieniądze. Rynek utylizacji, odzysku surowców, biopaliw i energii z odpadów biologicznych rośnie w całej Europie. To sprawia, że lokalny konflikt w Skórcu może mieć również szerszy wymiar gospodarczy. DoRzeczy.pl stawia pytanie, czy problemy polskiej firmy są wyłącznie skutkiem realnych uciążliwości środowiskowych, czy też mogą wpisywać się w walkę konkurencyjną o coraz bardziej dochodowy sektor.
Na obecnym etapie nie ma jednak publicznych dowodów, które pozwalałyby przesądzić, że protesty są inspirowane przez konkurencję. Pewne jest natomiast, że sektor produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego ma strategiczne znaczenie dla rolnictwa, a jednocześnie musi działać w sposób akceptowalny dla lokalnych społeczności. To napięcie – między bezpieczeństwem sanitarnym kraju a prawem mieszkańców do życia bez uciążliwości – jest dziś istotą sporu o Skórzec.
Spór, którego nie da się zamieść pod dywan
Z jednej strony mieszkańcy mają prawo domagać się kontroli, przejrzystości i realnego ograniczenia zapachu. Z drugiej zaś strony państwo i samorządy muszą odpowiedzieć na pytanie, gdzie i jak mają działać zakłady niezbędne dla rolnictwa, weterynarii, bezpieczeństwa żywnościowego oraz gospodarki odpadami biologicznymi. Bo padłe zwierzęta i odpady poubojowe nie znikają same.
Skórzec stał się więc miejscem zderzenia dwóch racji: lokalnej jakości życia i strategicznej potrzeby utrzymania krajowej infrastruktury utylizacyjnej. Jeśli zabraknie dialogu, inwestycji w technologie i jasnych decyzji administracyjnych, podobne konflikty będą wracać w kolejnych gminach. A wtedy problem nie będzie już dotyczył jednej zbiornicy, lecz całego systemu bezpieczeństwa sanitarnego polskiego rolnictwa.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.