„Pani Dobrosz-Oracz w niedawnym wywiadzie z Markiem Borowskim sugerowała, że moja przemiana ze zwolennika w krytyka działań władz ukraińskich ma podejrzany charakter i trudno ją racjonalnie wyjaśnić” – zaczyna swój wpis na x.com Miller.
Dalej dodaje:
„Gdyby pani Dobrosz-Oracz była dziennikarką, a nie propagandystką w banderowskiej TVP, zauważyłaby, że już dawno bo w styczniu 2014 roku, w imieniu SLD, złożyłem u marszałka Sejmu projekt uchwały w sprawie wzrostu nastrojów nacjonalistycznych i szowinistycznych na Ukrainie.
Projekt ten nie został poddany żadnej procedurze przez ówczesnego marszałka Sikorskiego”.
Polityk pisze, że w tym samym roku podczas przemówienia w Sejmie przytoczył fakty „świadczące o postępującej banderyzacji Ukrainy”. To zaniepokojenie – pisze Miller – wyrażał także w wielu felietonach na łamach „Super Expressu”. Podkreśla, że przez wiele lata jego ostrzeżenia:
„[…] spotykały się z milczeniem władz albo z zarzutem, że podważają polską rację stanu i służą rosyjskiej narracji”.
Ocenił, że dopiero konfrontacyjne oraz obcesowe zachowanie Zełenskiego sprawiło, że część polityków zaczęła dostrzegać ów problem. Zastanawia się, czy mamy do czynienia jedynie z chwilową, koniunkturalną zmianą nastrojów, czy jednak z trwałym otrzeźwieniem.
Pani Dobrosz-Oracz w niedawnym wywiadzie z Markiem Borowskim sugerowała, że moja przemiana ze zwolennika w krytyka działań władz ukraińskich ma podejrzany charakter i trudno ją racjonalnie wyjaśnić.
Gdyby pani Dobrosz-Oracz była dziennikarką, a nie propagandystką w banderowskiej…— Leszek Miller (@LeszekMiller) July 8, 2026
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.