Sprawę nagłośnił w Polsce Michał Karnowski, który na Facebooku zachęca do lektury korespondencji z Budapesztu. „KORESPONDENCJA Z BUDAPESZTU. Wielki protest Węgrów. „StopDyktaturze!”, „zdrajca”, „Brudna Tisza”, nie dla „Lex Orban”” — napisał. Dodał też krótki, ale wymowny komentarz: „Przeczytaj, bo większość mediów to przemilczała!”. Słowa Karnowskiego dobrze oddają ton prawicowej interpretacji wydarzeń: chodzi nie tylko o lokalny spór konstytucyjny, lecz o próbę pokazania, że nowa władza w Budapeszcie bardzo szybko zaczęła sięgać po narzędzia politycznej zemsty.
Spór o prezydenta, konstytucję i „Lex Orbán”
Bezpośrednim powodem protestu są plany rządu Magyara dotyczące zmian w ustawie zasadniczej. Agencja AP podała, że demonstranci zebrali się przed siedzibą prezydenta w odpowiedzi na zamiary usunięcia Tamása Sulyoka poprzez poprawkę konstytucyjną. Według AP propozycje obejmują nie tylko zmianę dotyczącą głowy państwa, ale również limity kadencji parlamentarzystów, reformę sądownictwa i powołanie nowego organu nadzoru finansowego.
Krytycy Magyara twierdzą, że pod hasłami „oczyszczania państwa” jego rząd próbuje przejąć kontrolę nad kluczowymi instytucjami i wyeliminować ludzi kojarzonych z poprzednim obozem władzy. Kanał Tak relacjonuje, że jednym z najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań ma być zakaz kandydowania w kolejnych wyborach dla osób, które przez 12 lat pełniły mandat posła. Wcześniej parlament przyjął już rozwiązanie określane przez węgierską prasę jako „Lex Orbán”, uniemożliwiające Viktorowi Orbánowi ponowne objęcie funkcji premiera.
W tle jest również spór o media publiczne. Reuters informował, że po zwycięstwie Tiszy nowy rząd rozpoczął głęboką przebudowę państwowej telewizji i radia, przedstawiając ją jako zerwanie z propagandowym modelem z czasów Orbána. Przeciwnicy Magyara widzą jednak w tych działaniach nie reformę, lecz czystkę i przejmowanie państwa pod nową polityczną kontrolę.
Szczególne emocje wzbudziła też sprawa konserwatywnego komentatora Istvána Szakácsa. Według relacji Kanału Tak władze pojawiły się w jego domu w związku z dochodzeniem dotyczącym wpisu w mediach społecznościowych. Dla uczestników protestu był to sygnał, że nowy obóz rządzący nie ogranicza się do sporów parlamentarnych, ale zaczyna wywierać presję również na prawicowych komentatorów i influencerów.
Na demonstracji przemawiali m.in. były prezydent János Áder, poseł Gábor Szűcs, Bertalan Havasi oraz młoda influencerka Elizabeth Tóth. Uczestnicy podkreślali, że nie bronią wyłącznie Orbána czy Fideszu, ale instytucjonalnych granic władzy i prawa obywateli do politycznej reprezentacji. Magyar w mediach społecznościowych kpił z frekwencji, twierdząc, że w proteście uczestniczyło zaledwie 150–200 osób, choć nagrania i relacje medialne wskazywały na znacznie większy tłum.
Budapesztański protest pokazuje, że Węgry po zmianie władzy nie weszły w okres politycznego uspokojenia. Wręcz przeciwnie — spór o konstytucję, prezydenta, media publiczne i przyszłość Orbána stał się testem dla nowego rządu Magyara. Dla jego zwolenników to rozliczanie poprzedniego systemu. Dla Fideszu i konserwatywnych wyborców — początek nowej dyktatury pod hasłami demokracji.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.