Pamiętamy

Wspomnienie zmarłej koleżanki redakcyjnej śp. Marii Patynowskiej

Z przykrością żegnamy naszą zmarłą koleżankę, nieocenioną redaktorkę, Rycerkę Niepokalanej – Ś.p. Marię Patynowską (1975-2026). Maria, z wykształcenia historyk sztuki, była doskonałym znawcą Kościoła, śledząc z pokorą i modlitwą wiele inicjatyw, wspierając i inspirując różne pokolenia świeckich oraz Kapłanów. Była zwolennikiem jedności, patrząc na konflikty wewnętrze i tarcia pomiędzy zwolennikami postępu i konserwatystami – widziała bogactwo, a nie wykluczenie.

6 min czytania
Zmarła koleżanka redakcyjna śp. Maria Patynowska
Zmarła koleżanka redakcyjna śp. Maria Patynowska · fot. fronda.pl

Marysia doświadczyła głębokich ciemności życia, świadomie wybierając światło, a co za tym szło, to mozolna, wieloletnia praca nad sobą w oparciu o spowiedników. Znając siłę niszczącą okultyzmu, ofiarowała całą siebie jako zadośćuczynienie. Z ofiarą przychodziło wyniszczenie słabego ciała, co cierpliwie znosiła. Żyła w biedzie materialnej, żeby nie powiedzieć, że czasem dotykała nędzy. Wymieniałyśmy się sposobami gotowania posiłków, gdy w spiżarni jest tylko kasza. Gdy przywoziłam ze wsi owoce, bardzo się cieszyła. Jak myśmy się rozumiały w radości z tych niby drobiazgów. Kiedyś umówiła się ze mną i pierwsze co, to z dumą i uśmiechem pokazała swoje nowe buty, które kupiła za zarobione wreszcie większe pieniądze. Białe, sportowo-codzienne, które niewątpliwie przyniosły ulgę jej zmęczonym nogom. Do dziś je pamiętam, bo tak wnikliwie omawiałyśmy każdy szczegół ich designu. Takie osoby nie są skupione na karierze finansowej, chociaż miała ku temu wszelkie predyspozycje. Wybrała codzienną Mszę Świętą, życie w Sakramentach i służbę chorym. Jednocześnie nie sposób nie zaznaczyć, jak szalenie dowcipna i inteligentna była to osoba. Wszystkie spotkania z Marią, pomimo dotykania trudnych spraw, wspominam jako radosne, pełne śmiechu. Maria była wyczulona na problemy innych i pierwsze co, gdy wyczuła, że są kłopoty - to było konkretne zaoferowanie pomocy.

Przytoczę anegdotę. Gdy w czasie kolejnych zawirowań kościelnych odwiedziła znajomego Jezuitę, w refektarzu któryś z Ojców zapytał się, w jakim celu przyjechała. A ona głośno na cały klasztor: „przyjechałam szukać męża, bo słyszałam, że mają znosić celibat”. 

Drugie wspomnienie mnie rozbraja do szpiku kości. Zadzwoniła pewnej niedzieli do mnie, a był wtedy siarczysty mróz. Przyjęła pracę sprzedaży książek w czasie spotkania jednego ze świeckich tzw. ewangelistów, który był z wiernymi w kościele. Ona po prostu zmarzła, pilnując stolika z towarem w kruchcie. Nie skarżyła się, chciała się ogrzać pogawędką. Gdyby ludzie wiedzieli, kto tam jest – czerpali by wiele z rozmowy z nią. Kochana Marysia. 

 

Wspomnienie P. Grażyny Rybak: „Zmarła cudowna opiekunka mojej Mamy - Marysia Patynowska. Kobieta dobra jak anioł, z całym profesjonalizmem i dobrocią serca troszczyła się codziennie nie tylko o moja Mamę, ale wspierała grono schorowanych seniorów, odwiedzając ich w domach. Maria mieszkała w Warszawie Ojciec Stanisław (1927-1996) zmarł w 69 roku życia a Matka Bogna (1939-2017) mając 78 lat.  Mama Marysi od 2007-2017 roku, 10 lat leżała po udarze a Maria zajmowała się nią  modląc się w duchu wynagradzania za grzechy. Zdobyła wtedy praktyczne umiejętności opieki nad przewlekle chorymi i odkryła , że  posiada drugi zawód poza byciem historykiem sztuki. Wcześniej Wiele lat pracowała jako muzealnik w stopniu adiunkta. Ukończyła dyplomem  akademię teologii katolickiej i miał doświadczenie pracy w biurze prowincjała kurii w wydziale katolickich nauk kościelnych i społecznych. Uznała jednak, że opieka nad cierpiącą Mamą była skarbnicą wartości zadość-uczynnych. Niezależnie od doświadczenia ukończyła kurs opiekunek.

Zrezygnowała z planowanego przez rodzinę taty małżeństwa niesakramentalnego w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych. Wybrała dziewictwo i podjęła życie w celibacie. Ten ślub prywatny pobłogosławił Jezuita w 1999 roku, potem kolejni z diecezji,  którzy byli jej spowiednikami. Korzystała z kierownictwa duchowego i ponawiała te śluby co roku. Ważny był dla Marii akt oddania się Niepokalanej wg Św. Maksymiliana i duchowość Rycerstwa Niepokalanej, bo uważała się za rycerza Niepokalanej na eschatologicznym odcinku walki.

Maria żyła duchowością franciszkańską, ale własną i bliskie jej były osoby czynnie służące potrzebującym jak Aniela Salawa, służąca z Krakowa, która mogła pracować w jakiś lepszych miejscach ale podejmowała trudy dla Jezusa. Ceniła tez Rozalie Celarkównę heroiczną pielęgniarkę. Te dwie osoby, były jej bliskie duchowo, bo także  składały ślub prywatny czystości żyjąc ze swoją duchowością. Bliski był jej także Św. Maksymilian Maria Kolbe jako wzór ofiary całkowitej z życia. Okresowo jeździła na modlitwy i rekolekcje do Niepokalanowa zachęcając do tego znajomych.

 

Jak sama mówiła na spotkaniach środowiska medycznego „nie wypaliłam się opiekując chorymi, korzystając ze wsparcia jakim jest Pismo Święte. Zatem pierwszy cytat: "Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy (Ps.73) Jestem od 2017 roku pracownikiem komercyjnych firm medycznych jako "opiekunka". po kursie "opiekun osób niesamodzielnych" (to znaczy nie koniecznie "chorych"), pracowałam też jako "asystent osoby niepełnosprawnej". Nie jestem "opiekunem medycznym", ponieważ pracuję w ludzkich domach, a nie w strukturze szpitala czy domów opieki. Jestem osobą "wspierającą samodzielność" osób i rodzin. Ta praca nieraz ma mało wspólnego z medycyną, a więcej z pomocą społeczną, choć zdarzają się tam też bardzo chorzy lub umierający. Robię to co może wówczas zrobić rodzina, w kontakcie z medykami.”

Jej praca opiekunki bywała nieraz ciężka fizycznie, jak np. dyżury przy osobach chorych na choroby, w których jest spastyczność mięśni, które trzeba prostować. Też ten trud chodzenia na piechotę, czekania na ulicy w deszcz na autobus. Znosiła cierpliwie, gdy ktoś dostawał szału i wyrzucał opiekunkę z domu. Doceniała w tej pracy, długie okresy milczenia przy chorym. Modliła się podczas pracy,  gotowania obiadu, a pacjenci nic nie wiedz

ieli,  o tej modlitwie. Siedziała w ciszy a chory cały czas dostawał duże dawki modlitwy. Spowiednicy mówili , że  wypracowała jakiś rodzaj pustelnictwa w świecie. Praktykowała modlitwę imieniem Jezus i bardzo wierzyła  w moc Tego Imienia,

Wstawała przed godziną 5:00 żeby się pomodlić. Z telefonu słuchała czytania z Pisma Świętego na dany dzień, aby jak mówiła Słowo Boże ją budziło. Chodziła po mieszkaniu i kilka razy słuchała a potem robiła sobie kawę,  zjadała śniadanie i czytała cicho w telefonie by  20 minut medytować fragment, który najbardziej do niej przemówił. Robiła sobie notatki w telefonie i nieraz to upubliczniała na Facebooku , w odniesieniu do innych czytań brewiarzowych, godziny czytań i jutrzni. Modlitwę poranną traktowała jak przygotowanie do  pracy która była zagadką, bo nigdy nie widziała na pewno  co, o której godzinie będzie robić. Oczekiwała na sms-y z firmy, w której się zatrudniła. Na zgłoszenia od osób potrzebujących pomocy i dyżurowania przy nich. Nie brała dodatkowo płatnych dyżurów porannych, by być codziennie na Mszy świętej, z której czerpała z pokój serca. Uważała, że za prawdziwe wezwanie Jezusa, które usłyszała kiedyś w duszy "Najważniejsze jest teraz, żeby nie utracić cierpienia." Że ważne jest aby w rodzinie, która czeka na pomoc, we wspólnocie, rodzinnie to cierpienie przeżywać, bo wiążą się z tym wielkie wartości zbawcze. Zmarła nagle, we własnym mieszkaniu prawdopodobnie 8.09.2026 w Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. „

 

Tadeusz Grzesik dołączył swoje słowa: „wysyłałem jej zdjęcia przyrody z wypraw rowerowych po Mierzei wiślanej miesiąc temu Marysią zachwyciła się pięknem polnych maków i dojrzewających owoców mirabelek i tarniny. Zapytała mnie po kolejnej paczce zdjęć: - Jesteś w raju? Odpowiedziałem: tak ,raj nazywa się Sobieszewo. Ostatnim razem wysłałem jej zdjęcia równo tydzień temu w poniedziałek. Zwykle odpowiadała natychmiast … Tym razem nie zareagowała. Zdziwienie, ale pomyślałem sobie że może jest w pracy i zajmuje się troskliwie kolejnym stuletnim podopiecznym. W sobotę dowiedziałem się, że Marysia nie żyje. Marysiu wierzę że jesteś w prawdziwym raju i ucztujesz z Panem. Do zobaczenia , tam gdzie zawsze jest dobrze.

Źródło: fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej