Do tragedii doszło 8 października około godz. 9. 15-letni były uczeń szkoły zaatakował ostrym narzędziem pracowników placówki. 37-letniej Darii nie udało się uratować. Ranni zostali również dyrektor i nauczycielka.
Jej mąż przebywał wówczas w pracy w Warszawie. Jak relacjonuje „Fakt”, około godz. 10 dowiedział się o tragedii i natychmiast pojechał do Leszczydołu-Nowin.
– Policja ani razu do mnie nie zadzwoniła. Z mediów dowiedziałem się, co się stało – powiedział.
Mężczyzna opisał, że po przyjeździe pod szkołę wciąż nie wiedział, w jaki sposób zginęła jego żona.
– Moja żona leżała w szkole. Nie wiedziałem, ile razy została ugodzona, czy otrzymała ciosy w głowę, czy w serce. Nie dostałem kompletnie żadnych informacji. Nawet mnie do niej nie wpuścili – relacjonował „Faktowi”.
„Nikt się nawet u nas nie pojawił”
Szczególnie mocne słowa padły w odniesieniu do pomocy psychologicznej dla rodziny.
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka przekazała „Faktowi”, że bliscy zamordowanej kobiety mieli zapewnione całodobowe wsparcie psychologiczne.
Mąż Darii przedstawia jednak zupełnie inną wersję.
– W telewizji podawali, że nasza rodzina jest otoczona opieką psychologa. Gadali bzdury. Nikt się nawet u nas nie pojawił – powiedział.
Jak dodał, gdy starszy syn zareagował na śmierć matki atakiem histerii, sam musiał szukać pomocy.
– Jak mój starszy syn dostał ataku histerii, musiałem dzwonić po psycholożkę, żeby przyjechała z nim porozmawiać – relacjonował.
Pan Daniel został po śmierci żony sam z dwójką dzieci. Według „Faktu” młodszy syn początkowo nie wiedział jeszcze, że jego matka nie żyje.
Relacja rodziny pozostaje więc w oczywistej sprzeczności z informacją przekazaną przez rzeczniczkę MSWiA.
Tragedia w Leszczydole-Nowinach pozostawiła dwoje dzieci bez matki. W internecie uruchomiono zbiórkę mającą pomóc rodzinie w najtrudniejszych tygodniach po jej śmierci.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.