Uwaga

„W telewizji gadali bzdury” - mąż zamordowanej woźnej ujawnia brak pomocy policji i rządu

Mąż 37-letniej Darii, woźnej zamordowanej podczas ataku w szkole w Leszczydole-Nowinach, przerwał milczenie. W rozmowie z „Faktem” pan Daniel opowiedział o dramatycznych godzinach po tragedii i zarzucił służbom brak podstawowego kontaktu z rodziną. Zakwestionował także publiczne informacje o pomocy psychologicznej, którą – według MSWiA – mieli otrzymać bliscy zabitej kobiety.

2 min czytania
Žałoba przed szkołą podstawową
Žałoba przed szkołą podstawową · fot. Grafika wygenerowana komputerowo

Do tragedii doszło 8 października około godz. 9. 15-letni były uczeń szkoły zaatakował ostrym narzędziem pracowników placówki. 37-letniej Darii nie udało się uratować. Ranni zostali również dyrektor i nauczycielka.

Jej mąż przebywał wówczas w pracy w Warszawie. Jak relacjonuje „Fakt”, około godz. 10 dowiedział się o tragedii i natychmiast pojechał do Leszczydołu-Nowin.

– Policja ani razu do mnie nie zadzwoniła. Z mediów dowiedziałem się, co się stało – powiedział.

Mężczyzna opisał, że po przyjeździe pod szkołę wciąż nie wiedział, w jaki sposób zginęła jego żona.

– Moja żona leżała w szkole. Nie wiedziałem, ile razy została ugodzona, czy otrzymała ciosy w głowę, czy w serce. Nie dostałem kompletnie żadnych informacji. Nawet mnie do niej nie wpuścili – relacjonował „Faktowi”.

„Nikt się nawet u nas nie pojawił”

Szczególnie mocne słowa padły w odniesieniu do pomocy psychologicznej dla rodziny.

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka przekazała „Faktowi”, że bliscy zamordowanej kobiety mieli zapewnione całodobowe wsparcie psychologiczne.

Mąż Darii przedstawia jednak zupełnie inną wersję.

– W telewizji podawali, że nasza rodzina jest otoczona opieką psychologa. Gadali bzdury. Nikt się nawet u nas nie pojawił – powiedział.

Jak dodał, gdy starszy syn zareagował na śmierć matki atakiem histerii, sam musiał szukać pomocy.

– Jak mój starszy syn dostał ataku histerii, musiałem dzwonić po psycholożkę, żeby przyjechała z nim porozmawiać – relacjonował.

Pan Daniel został po śmierci żony sam z dwójką dzieci. Według „Faktu” młodszy syn początkowo nie wiedział jeszcze, że jego matka nie żyje.

Relacja rodziny pozostaje więc w oczywistej sprzeczności z informacją przekazaną przez rzeczniczkę MSWiA. 

Tragedia w Leszczydole-Nowinach pozostawiła dwoje dzieci bez matki. W internecie uruchomiono zbiórkę mającą pomóc rodzinie w najtrudniejszych tygodniach po jej śmierci.

Źródło: mp/Fakt, Tysol.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej