Eurostat podaje, że w ubiegłym roku Unia wyeksportowała do Chin towary warte 199,6 mld euro, podczas gdy import wyniósł aż 559,4 mld euro.
Oznacza to deficyt na poziomie 359,8 mld euro.
– Taki deficyt jest nie do utrzymania – oceniła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, zapowiadając wykorzystanie dostępnych instrumentów w celu jego ograniczenia.
Według Reutersa w Brukseli nastąpiła już istotna zmiana sposobu myślenia. Wcześniej Komisja Europejska koncentrowała się przede wszystkim na zwiększaniu dostępu europejskich firm do chińskiego rynku. Teraz coraz wyraźniej chodzi o coś innego: ograniczenie skali napływu chińskich produktów do Europy.
Problem dotyczy nie tylko samochodów. Deficyt obejmuje maszyny, elektronikę, tekstylia, metale, chemię i kolejne segmenty przemysłu.
Skala zmian jest ogromna. Jak wskazuje Reuters Breakingviews, od 2019 roku europejski import wyrobów przemysłowych z Chin wzrósł o 44 proc., podczas gdy eksport europejskiego przemysłu do Państwa Środka spadł o 55 proc.
W tym samym czasie europejska produkcja chemiczna zmniejszyła się o około jedną piątą, a samochodowa o 13 proc.
Francja i Niemcy chcą ostrzejszych działań
Najważniejszą zmianą jest stanowisko Berlina.
Jeszcze dwa lata temu Niemcy należały do największych przeciwników nakładania wyższych ceł na produkowane w Chinach samochody elektryczne. Niemieckie koncerny były silnie uzależnione od chińskiego rynku i obawiały się odwetu Pekinu.
Teraz Berlin wraz z Paryżem domaga się szybszych postępowań antydumpingowych i antysubsydyjnych oraz nowych instrumentów pozwalających szybko ograniczać dostęp do europejskiego rynku.
Reuters określa zmianę niemieckiego stanowiska jako wyraźny zwrot.
Francja i Niemcy proponują m.in. mechanizm wymuszający dywersyfikację dostaw kluczowych surowców i komponentów oraz rozwiązanie pozwalające UE szybko odpowiadać na gospodarczy odwet państw trzecich.
Szczególną uwagę zwrócono na chińskie produkty chemiczne i PET używany m.in. do produkcji opakowań.
Unia podjęła już kilka rzeczywistych kroków. Na chińskie samochody elektryczne nałożono dodatkowe cła, a w październiku Bruksela i Pekin uzgodniły ograniczenie eksportu chińskich hybryd do UE.
Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič nazwał porozumienie „bardzo dobrym wynikiem”, ale od razu zaznaczył:
– To dopiero pierwszy krok.
Nie bez powodu. Chińskie koncerny błyskawicznie dostosowują się do kolejnych ograniczeń. Gdy UE objęła dodatkowymi cłami samochody całkowicie elektryczne, producenci zaczęli znacznie mocniej eksportować hybrydy. Teraz część firm przenosi produkcję do Europy, m.in. na Węgry i do Hiszpanii.
Czy Bruksela naprawdę walczy z zależnością od Chin?
Na razie odpowiedź brzmi: częściowo tak, ale skala problemu jest dużo większa niż podjęte działania.
Nie można już mówić wyłącznie o pozorach. Cła na samochody elektryczne, ograniczenia importu hybryd, zmiany przepisów dotyczących małych przesyłek z chińskich platform czy postępowania antysubsydyjne mają realne skutki gospodarcze.
Równie ważny jest zwrot Niemiec. Dopóki Berlin blokował ostrzejszy kurs wobec Pekinu, stworzenie wspólnej europejskiej polityki było niezwykle trudne.
Jednocześnie trudno nie zauważyć, że Unia reaguje bardzo późno.
Przez lata europejska polityka klimatyczna zwiększała popyt na panele fotowoltaiczne, baterie, samochody elektryczne i inne technologie, w których chiński przemysł uzyskał gigantyczną przewagę kosztową i produkcyjną. Zielona transformacja sama nie stworzyła zależności od Chin, ale przy braku odpowiednio silnej europejskiej polityki przemysłowej przyspieszyła import produktów, które europejski przemysł coraz częściej przestawał być w stanie produkować konkurencyjnie.
Efekt widać dziś w bilansie handlowym.
Problemem pozostają także głębokie podziały wewnątrz Unii. Hiszpania nadal stawia na napływ chińskich inwestycji, a Węgry otwarcie zabiegają o chińskie fabryki. Reuters zwraca uwagę, że ta różnica interesów od dawna osłabia zdolność Brukseli do wywierania presji na Pekin.
Eurokraci w kieszeni Chin
Istnieje również drugi, znacznie bardziej drażliwy problem: chińskie próby wpływania na europejską politykę.
Mówi się, że „wielu eurokratów siedzi w kieszeni Chin”. Są ponadto konkretne i bardzo poważne przypadki badane przez organy ścigania.
Belgijskie śledztwo dotyczące Huawei objęło podejrzenia, że chiński koncern próbował wpływać na europosłów poprzez sponsorowane wydarzenia, kosztowne prezenty, podróże, kolacje czy bilety na mecze piłkarskie. Parlament Europejski zajmował się w 2026 roku wnioskami o uchylenie immunitetów kilku europosłów.
W przypadku Fulvia Martusciella Parlament Europejski oficjalnie odnotował zarzuty belgijskiej prokuratury, według której mogła działać zorganizowana struktura mająca wpływać na decyzje instytucji UE poprzez korumpowanie europosłów. Parlament zgodził się na uchylenie jego immunitetu. Są to zarzuty, a nie prawomocne ustalenia sądu.
Ostateczny test dla Brukseli będzie prosty: czy za politycznymi deklaracjami pójdzie trwałe ograniczenie strategicznej zależności od Chin oraz odbudowa przemysłu w Europie.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.