Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że nie chodzi o prywatną wizytę polityków, lecz o wykonywanie mandatu poselskiego. Art. 20 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje parlamentarzyście prawo do podjęcia interwencji także w jednostkach gospodarki niepaństwowej. Kierownik takiej jednostki ma obowiązek niezwłocznie przyjąć posła, który przybył w sprawie wynikającej z wykonywania mandatu, oraz udzielić mu informacji i wyjaśnień. Legitymacja poselska upoważnia również do wstępu na teren takiej jednostki.
Jeżeli więc przebieg wydarzeń przedstawiony przez parlamentarzystów i reportera był zgodny z rzeczywistością, zwyczajne zastawienie drzwi i niedopuszczenie posłów do przeprowadzenia interwencji budzi bardzo poważne wątpliwości prawne. Oczywiście parlamentarzysta nie uzyskuje przez to prawa do naruszania tajemnicy lekarskiej czy prywatności pacjentów. Czym innym jest jednak ochrona dokumentacji medycznej, a czym innym fizyczne uniemożliwienie wykonania ustawowych uprawnień.
– „Ta przychodnia otrzymuje pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia, to są pieniądze publiczne. Więc jako posłowie mamy absolutnie prawo sprawdzać, jak te pieniądze są wydatkowane” – podkreślał Paweł Hreniak.
Jeszcze mocniej sytuację ocenił Dariusz Stefaniuk, przypominając, że mimo upływu miesięcy Kacprzyk nadal wykonuje zawód.
– „Do dnia dzisiejszego nie mamy tutaj podjętej nawet próby przesłuchania pana Kacprzyka o wielkie wyłudzenia. To jest szokujące. Co on wie?” – pytał poseł.
Stefaniuk przypomniał także słowa Donalda Tuska, który po wybuchu afery zapowiadał zdecydowane rozliczenia.
– „Pamiętacie przy wybuchu tej afery, co powiedział? ‘Wypalimy to gorącym żelazem’. Więc tak wypalają, że już nawet ognia nie ma w tym piecu” – ironizował parlamentarzysta.
Opozycja od miesięcy wskazuje na polityczne tło sprawy i przedstawia Kacprzyka jako człowieka powiązanego ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej. W tej sytuacji obraz jest wyjątkowo fatalny dla państwa Donalda Tuska: politycznym przeciwnikom urządza się spektakularne akcje organów ścigania, tymczasem człowiek znajdujący się w centrum poważnych oskarżeń może nadal pracować, a posłowie próbujący pytać o jego zatrudnienie odbijają się od drzwi.
Nie przesądza to rzecz jasna winy samego Kacprzyka – od tego są prokuratura i sąd. Ale właśnie na tym polega problem: państwo powinno te wątpliwości szybko wyjaśniać, a nie sprawiać wrażenie, że wokół ludzi kojarzonych z obozem władzy rozciąga się ochronny parasol.
Bo jeżeli „gorące żelazo” Donalda Tuska działa tylko wobec przeciwników politycznych, a wobec swoich nagle stygnie, to nie mamy do czynienia z rozliczeniami. Mamy do czynienia z podwójnymi standardami.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.