NATO

Szef BBN ostrzega: brak odpowiedzi NATO może tylko ośmielić Rosję

Rosyjskie ataki coraz mocniej zbliżają się do granic NATO. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki powiedział, że Sojusz nie może ograniczać się jedynie do obserwowania kolejnych incydentów, bo brak zdecydowanej reakcji może zachęcać Moskwę do dalszej eskalacji. W ostatnich tygodniach rosyjski pocisk spadł na Lubelszczyźnie, a w niedzielę drony uderzyły w cele na Ukrainie zaledwie kilkaset metrów od granicy z Polską.

2 min czytania
Bartosz Grodecki
Bartosz Grodecki · fot. Screenshot - YouTube (Janusz Jaskółka)

Niedzielny atak objął m.in. okolice przejścia Dorohusk–Jagodzin. Jeden z rosyjskich dronów uderzył około 800 metrów od polskiej granicy, a inny kilka kilometrów dalej. Trafiona została infrastruktura w pobliżu przejścia oraz pociąg jadący w kierunku Polski. NATO zapowiedziało dalsze wzmacnianie wschodniej flanki, ale w Warszawie coraz głośniej pojawia się pytanie, czy sama gotowość obronna wystarczy.

Grodecki: Rosja musi zobaczyć zdecydowaną odpowiedź

Bartosz Grodecki od miesięcy podkreśla, że Rosja stanowi bezpośrednie zagrożenie dla państw wschodniej flanki.

– „Stanowi ona realne zagrożenie dla Europy, a zwłaszcza dla wschodniej flanki NATO” – mówił szef BBN.

W jego ocenie państwa Sojuszu powinny wysyłać Moskwie jednoznaczny sygnał, że dalsze przesuwanie granic dopuszczalnej agresji spotka się z odpowiedzią.

– „Kraje wschodniej flanki muszą wysłać silny sygnał Rosji, zamiast pozwalać jej na ataki” – podkreślał Grodecki podczas European Leader Lab.

Ostrzeżenia szefa BBN nabierają szczególnego znaczenia po wydarzeniach z końca lipca. W pobliżu Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie spadł pocisk identyfikowany jako rosyjski Ch-101. Dowódca operacyjny gen. Ireneusz Nowak oceniał później:

– „Dzisiaj mogę powiedzieć jednoznacznie, że w 80 proc. jestem przekonany, że było to działanie intencjonalne”.

Coraz więcej rosyjskich uderzeń tuż przy granicy NATO

Niedzielny nalot na zachodnią Ukrainę był kolejnym sygnałem, że Moskwa nie unika prowadzenia operacji bardzo blisko polskiego terytorium. Rosja użyła ponad 450 dronów i kilku pocisków, a część ataków została przeprowadzona w bezpośrednim sąsiedztwie przejść granicznych.

Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha nie krył alarmistycznej oceny sytuacji.

– „To terror Putina, który puka bezpośrednio do drzwi UE i NATO” – stwierdził.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił z kolei, że ostatnie ataki nie osłabią wsparcia dla Ukrainy i że Sojusz będzie wzmacniał swoją wschodnią flankę.

Problem polega jednak na tym, że kolejne incydenty wyznaczają coraz bardziej niebezpieczny schemat. Rosyjskie pociski i drony operują w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy, a jeden z pocisków spadł już na terytorium RP. Jeżeli – jak uważa gen. Nowak – lipcowe zdarzenie mogło mieć charakter intencjonalny, pytanie o sposób odstraszania Rosji staje się jeszcze poważniejsze.

Stanowisko Grodeckiego sprowadza się więc do prostej zasady: NATO musi pozostawać sojuszem obronnym, ale obrona nie może oznaczać biernego oczekiwania na kolejne przekroczenie granicy. Wiarygodne odstraszanie wymaga pokazania Moskwie, że każda dalsza eskalacja będzie pociągała za sobą realne konsekwencje.

Źródło: mp/Rzeczpospolita, BBN, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej