W państwach zachodnich przestrzeń informacyjna od tamtego czasu pełna jest dyskusji na temat znaczenia i celu tej wizyty. Ostatnio podobną, nieoczekiwaną wizytę w stolicy Rosji szef CIA złożył na początku 2022 roku, niedługo przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Administracja USA próbowała wtedy zasygnalizować kierownictwu Rosji, że jest w pełni świadoma jego planów i że na Rosję czeka ostra odpowiedź ze strony państw Zachodu, jeżeli Kreml zrealizuje swoje zamiary. Co więc może oznaczać obecna nagła wizyta Johna Ratcliffe'a w Rosji?
Donald Trump próbował dziś nieco uspokoić opinię publiczną, sugerując, że była to rutynowa wyprawa, a jej cel jest taki sam, jaki miało wiele innych delegacji amerykańskich wysyłanych wcześniej do Moskwy, czyli – pokój na Ukrainie. Nie wydaje się jednak, by była to prawda.
Gdybyśmy mieli do czynienia z próbą zrestartowania rozmów pokojowych wokół wojny rosyjsko-ukraińskiej, logiczne byłoby, aby Trump wysłał tam swoich zaufanych przedstawicieli, którzy prowadzili te rozmowy wcześniej i mają rozbudowane kontakty po stronie rosyjskiej, czyli Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera. To są osoby od „robienia dealów” w stylu urzędującego obecnie prezydenta USA.
W przypadku, gdy potrzebne jest inne podejście, z naciskiem na oficjalne kanały i tradycyjne narzędzia dyplomacji, administracja USA zazwyczaj wysyła sekretarza stanu i doradcę do spraw bezpieczeństwa Marco Rubio.
Istnieje natomiast tylko jedna przyczyna, dla której zamiast tych ludzi do Moskwy z nagłą, niezapowiedzianą wizytą udaje się szef najpotężniejszej na globie agencji wywiadowczej, czyli CIA – jest nią sytuacja, w której agencja ta pozyskała informacje dotyczące planów rosyjskiego kierownictwa i, tak jak miało to miejsce w roku 2022, próbuje powstrzymać Rosję przed ich realizacją.
Jest to sygnał ze strony Waszyngtonu, który mówi: „wiemy, co planujecie, nie róbcie tego, bo inaczej...” – i tu wchodzą już w grę dywagacje, co konkretnie chce zrobić Kreml i czym mogą odpowiedzieć Stany Zjednoczone.
W Polsce wielu ekspertów buduje bezpośrednią analogię z rokiem 2022, sugerując możliwy rosyjski atak na wschodnią flankę NATO jako przyczynę całego zamieszania. Niewątpliwie jest to jedna z możliwych opcji.
Rosja nie jest w stanie przełamać ukraińskiej obrony i w 2026 roku staje się jasne, że postawienie na wojnę na wyczerpanie również w przypadku Rosji się nie sprawdza, ponieważ wyczerpuje ona równie szybko własne zasoby w tej wojnie pozycyjnej. W takiej sytuacji wydawałoby się, że logiczne byłoby zatrzymanie wojny, aby odbudować swój potencjał.
Jednak w rozumieniu Kremla istnieje również druga opcja – można zagrozić wojną ukraińskim tyłom, dzięki którym ukraińska obrona się nie rozsypuje, czyli Europie. Kreml traktuje Europę jako słabe miejsce ukraińskiej obrony. Uważa, że państwa europejskie ani pod względem militarnym, ani moralnym nie są gotowe na starcie z nim, a więc wystarczy postawić je przed wyborem, a pójdą na układ z Kremlem, porzucając Ukrainę.
Do tego Moskwa może uważać, że w tej chwili jest idealny moment na podobną operację, ponieważ armie europejskie są w trakcie przezbrojenia i rozbudowy swoich struktur, USA stopniowo wycofują się z Europy, obniżając stopień swojego zaangażowania, a do tego są uwikłane w długotrwały, wyczerpujący konflikt z Iranem. Jest to jedna z opcji, ale nie jedyna możliwa...
Możliwy jest cały szereg innych kwestii, które mogłyby zmusić USA do ostrej reakcji, przykładowo jakieś posunięcia Moskwy w celu nadania dodatkowych zdolności Iranowi, przekazanie temu państwu technologii albo uzbrojenia – szczególnie jeżeli chodziłoby o cokolwiek związanego z możliwością stworzenia broni jądrowej.
Może to też dotyczyć zupełnie innych regionów, na przykład Półwyspu Koreańskiego, gdzie USA tak samo chciałyby zmniejszyć swoje zaangażowanie, ale nie utracić jednocześnie pozycji lidera. Korea Północna, jak dobrze wiemy, bierze bezpośredni udział w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, przekazuje Rosji swoje uzbrojenie i amunicję, wysyła też swoje wojsko do bezpośredniego udziału w walkach. Zdobywa w ten sposób cenne doświadczenie w prowadzeniu nowoczesnej wojny.
Rosja prawie na pewno również przekazuje swojemu sojusznikowi technologie służące modernizacji sił zbrojnych tego państwa. To wszystko razem zwiększa ryzyko eskalacji również w tym regionie.
To tylko kilka możliwych tematów do omówienia przez szefa CIA z kierownictwem Rosji. Nikt w rzeczywistości nie wie, o czym konkretnie rozmawiano. Mało prawdopodobne jest natomiast, by w rozmowie Johna Ratcliffe'a z rosyjskimi urzędnikami Ukraina była głównym tematem.
Administracja Trumpa wielokrotnie demonstrowała już, że traktuje tę wojnę jako kwestię dla siebie drugorzędną. Donald Trump faktycznie odpuścił próby zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej, gdy tylko rozmowy weszły w ślepą uliczkę. Po prostu się wycofał, oczekując rozstrzygnięcia wojny na polu walki i utrzymując status quo, nie udzielając bezpośredniego wsparcia militarnego czy finansowego Ukrainie.
Administracja Trumpa blokuje nawet te pieniądze, które Kongres przeznaczył w 2026 roku dla Ukrainy. Dla Waszyngtonu wobec tego zasadniczo jest obojętne, kto zyska przewagę w tej wojnie. Ważne jest, by zmusić drugą stronę do podpisania rozejmu. Jeżeli zrobi to Rosja poprzez nową ofensywę czy mobilizację, może to całkiem odpowiadać celom amerykańskiej administracji.
Mikołaj Susujew
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.